Po prostu rozczarowanie

14/11/2016

Inaczej nie potrafię zacząć tekstu związanego z pojedynkiem Suns z Nets. Teoretycznie dostaliśmy osłabionego przeciwnika z Lopezem i zgrają przysłowiowych bolków w składzie, praktycznie zaś sami wyglądaliśmy jak banda spod monopolowego. Świadom praw i obowiązków redakcyjnych ograniczę wulgaryzmy do minimum, gdyż nie chcę, by ten oto wpis stał się popisem dotyczącym mowy polskiej. Do rzeczy.

Start Len został wymuszony z racji urazy Tysona Chandlera, więc z racji różnych doświadczeń związanych z Alexem z tyłu głowy miałem dziwne przeczucie. 4 minuty po rozpoczęciu spotkania wspomniane przeczucie przerodziło się w rozpacz połączoną z obrzydzeniem. Półhak na prawą rękę z metra – airball. Wejście Chrissa po picku przez środek, spotkanie się z dwoma defensorami – Lex nie wchodzi w pomalowane do pomocy tylko się cofa na 3 metr, czyli odległość, na której ma magiczne 29% skuteczności. W obronie Lopez dostaje piłkę na 4 metrze, więc Len grzecznie zostawia mu ok 1,5 metra luzu. Mimo faktu, iż Lopez ma ponad 40% na tym dystansie, do tego ma solidnego kozła, jest zwrotny i może dymać naszego środkowego na każdy możliwy sposób.

To o dymaniu to przyszło mi do głowy z racji tego, co się dzieje na ekranie TV – Quebec Magnetic, przerwa w graniu, Lars rozmawia z fanką, która podaje mu numer telefonu. Stary dziad o wzroście chińczyka zbierającego ryż gubiący rytm kiedy popadnie, a wciąż ma „TO”.

Wracając do Suns, Lex jeszcze zdążył zgubić podanie, które Bledsoe zaserwował mu stojąc metr od niego. W obie ręce, stojąc twarzą w twarz. Lex miał wyciągnięte dłonie po piłkę. I z metra jej nie złapał.

Jak kurwa można dać takiemu zawodnikowi grać na poważnych parkietach świata, ja się pytam. 4 minuty, 4 błędy zawodnika, który rozegrał 200 spotkań w NBA. 5 pick draftu. Na sąsiednim airballu kminimy z chłopakami, kogo można uwolnić z danej drużyny i w jakich warunkach miałby prawo się rozwinąć – śmiem twierdzić, że jeszcze warunków do rozwoju AL nie wymyślono.  Grając w jednej drużynie z później wymienionymi, Sabonis by go pobił, Kobe by mu nie podawał, Garnett by go do łez doprowadził a Spree by go zwyczajnie udusił. I wierzcie mi, potem sam bym za Latrella kaucję wpłacił.

Druga sprawa, czyli żałosna rotacja obu ekip. Epicki pojedynek na silnym skrzydle, czyli Scola vs Tucker. I zastanawiam się, czy nie lepiej by było sobie kwasu solnego po oczach polać, zamiast patrzeć na to gówno. Scola bierze na plecy Tuckera – klep, klep, piłka w stopę. Tucker walczy o zbiórkę = Scola go odpycha o pół metra raz, potem drugi raz, i Tucker wygląda jak Wiesiek, który nie ogarnia zasad gry i stara się wsiąść do metra jak tylko drzwi się otworzą. Przy tym nie zważa na fakt, że po otwarciu drzwi do wyjścia idzie 50 osób. Wiesiek uparcie się wpycha pod prąd, bo nie myśli. Tucker przynajmniej ma ten plus, że po atakowanej stronie potrafi w jednej akcji postawić 5-6 zasłon, i jebany jest w tym dobry. Ciężki, nisko dupę zawiesi i Bogdanovicie tej ligi nie mogą go przepchnąć, by zdążyć za swoim krytym. W ten sposób PJ staje się naturalnym ekranowym zespołu. Screen saver jego mać.

Earl Watson ze swoją nienaganną mimiką i reakcją na sytuację na parkiecie kojarzy mi się z gościem, który przyszedł na rozmowę o pracę w MCD. Spokojnie, pracowałem w gorszych miejscach, więc się nie unoście.A więc Earl patrzy trochę spode łba, ma ciut za duży garnitur, nie okazuje emocji i generalnie mało mówi. Wydygany chujek, który boi się instruować graczy na parkiecie celem ustawienia zagrywki, uspokojenia sytuacji, czegokolwiek. Stoi i się patrzy, jak Knight bierze lejce drużyny i robi coast to coast zakończone kontrą Nets. Potem najazd na Earla, który właśnie patrzy to na boisko, to na złożoną kartkę. Znowu boisko, znowu kartka. Obok siedzi jakiś pomagier, z elegancką teczką, dokumentami w koszulkach. A Earl ma jedną jebaną kartkę, złożoną w pół, i co chwila na nią zerka. Zamiast reagować. Co się na kartce znajduje?

-podanie o pracę w NBDL

-papiery uwierzytelniające, że EW jest w USA legalnie – gratuluję Trumpowi, niech czyści towarzystwo

-punktacja z fantasy, dzięki czemu Earl wie, który gracz ma mu natrzepać najwięcej punktów tej  nocy

Po drugiej strony barykady jest równie radośnie. W najgorszych starterach ligi na pf umieściłem Trevora Bookera, gdyż widzę w nim „potencjał”. 2 kwarta, Chriss wychodzi na 9 metr, Trevor nie daje mu nawet 0,5 metra. W sytuacji, gdy Suns targają 3 obwodowych na parkiecie, deska jest niezabezpieczona a Chriss generalnie woli robić wkrętki na 3 metr, niż rzucać za 3, Trevor wiernie dotrzymuje mu kroku. Kto go obrony uczył, pies ogrodnika? Nie wie po tych latach w lidze, że krycie na radar gościa nie mającego jeszcze jaj na rzucanie seryjnych trójek jest wysoce wskazane?

Suns mieli tak mocno wyjebane na obronę, że:

Len często zostawał sam na 3-4 metrze od kosza, by powalczyć o ofensywną zbiórkę, gdyż reszta już dawno spakowała wrotki i po oddanym przez kogokolwiek rzucie wracali na swoją połowę

Wspomniany Len wracał raz równolegle ze wspomnianym Bookerem, który przytulił zbiórkę, zrozumiał sytuację, zrobił coast 2 coast i za pomocą super skutecznego floatera zdobył 2 łatwe punkty. Bo Len uznał, że lepiej biec za Trevorem, niż przed nim. A pozostali gracze uznali, że kto jak kto, ale Booker w tym coast to coast ze 2 razy piłkę zgubi. Guess what bitches

102-100 dla Nets, 4 minuty do końca, i niczym Wołoszański z placu bitwy:

D.Booker robi c2c, w 6 sekundzie akcji odpala niemal airballa (pozdro)

T.Booker robi podobnie, czyli c2c, 6 sekunda i rzut. Różnica jest taka, że Trevor rzuca z 20 cm od kosza i trafia.

EB uspokaja akcję i jak rasowy rozgrywający w 10 sekundzie odpala niecelną trójkę. W tej samej akcji Warren odpoczywał z rękami na kolanach, a Devin i Len ustawiali się do zbiórki na 4 metrze. Takie iso odjebali.

Elmer Fudd vel J.Dudley fauluje trevora, gdyż Nets wreszcie zrozumieli, że Earl w całej swej nieskończonej mądrości nie potrafi wsadzić Bendera na parkiet, który sobie z Trevorem radził.

Niekryty Dudley nie trafia narożnej trójki.

Dudley fauluje po raz kolejny…

Warren =  pudło w 7 sekundzie akcji.

Trevor w koźle mija Dudleya (!), robi kontakt z Lenem i trafia. A następnie pręży muskuły, gdyż rozumie, jak łatwo na tle duetu Len/Dudley wyglądać na solidnego gracza.

Kolejne podanie EB do Lena, tym razem podanie kozłem. I tym razem również piłka dla Nets, bo Lex do smarowania rąk zamiast pudru użył wazeliny.

Trójka Lopeza, bo Len nie wie, że Brook trafia trójki. To taaaakie novum..

Najazd kamery na ławkę Nets, gdzie Lin wygląda jak niezła dupa. WTF?

Trevor po raz kolejny ogrywa super duo Suns.

Chriss airball, jakiś bolek z Nets trafią niekrytą trójkę i tak oto dopiero na 47 sekund do końca Chriss dokłada pięknego putbacka.

3:13. Tyle czasu nie mogłem trafić w żyłę. Tyle czasu Suns potrzebowało na zrobienie wyniku ze stanu 100 na 102. Nets w tym czasie natrzaskali 17 punków.

Rozumiesz, Orzeł?




Kopiuj link do schowka