RetroWtorki: WCF 2000 – SHAQ&Kobe na ratunek

29/05/2018
Kobe Bryant, Shaquille O'Neal

Już za kilka dni wystartuje najważniejsza rywalizacja w NBA – walka o trofeum Larry’ego O’Briena i tytuł mistrzowski. W ponad 70-letniej historii ligi wiele drużyn było bardzo blisko końcowego sukcesu, lecz zabrakło im trochę szczęścia lub chłodnej głowy. Z pewnością do takich ekip można zaliczyć graczy Mike’a Dunleavy’ego z sezonu 1999-00, Portland Trail Blazers. Do awansu do upragnionych Finałów zabrakło im około 10 minut.

Po fantastycznych rozgrywkach sezonu zasadniczego zarówno dla Shaquille’a O’Neal’a, jak i całego zespołu Los Angeles Lakers, „Jeziorowcy” byli głównym faworytem do walki o mistrzostwo NBA. Wbrew oczekiwaniom, już pierwszej rundzie Playoffs musieli stoczyć ciężki bój z Sacramento Kings Ricka Adelmana. Ostatecznie pokonali sąsiadów z Kalifornii 3-2. Kolejnym przeciwnikiem na drodze Lakers był zespół Phoenix Suns, który nie stawił im większego oporu. O’Neal i spółka nabierali rozpędu przed najważniejszymi spotkaniami w sezonie. W Finale Konferencji trafili na przeciwnika z górnej półki – Portland Trail Blazers. Po wcześniejszym wyeliminowaniu Timberwolves (3-1) i Jazz (4-1), zespół Mike’a Dunleavy’ego wcale nie był skazany na porażkę z Lakers, co udowodniły dwa pierwsze mecze pomiędzy tymi drużynami.

O ile w pierwszym z nich Blazers nie znaleźli odpowiedzi na 41 punktów i 11 zbiórek O’Neal’a, o tyle Lakers zderzyli się z tym samym problemem dwa dni później. 29 punktów i 12 zbiórek Rasheeda Wallace’a pozwoliło zawodnikom z Portland rozbić „Jeziorowców” w Staples Center 106-77. Wiele osób uznało utratę przewagi parkietu Lakers jako zwiastun klęski podopiecznych Phila Jacksona. Nic bardziej mylnego. Zmobilizowani wizją poważnych kłopotów w razie kolejnych niepowodzeń, dwukrotnie pokonali Blazers, odzyskując przewagę parkietu i wracając do Los Angeles z wynikiem 3-1.

Szala zwycięstwa przechylała się jednak z jednej na drugą stronę. 28 maja 2000 roku to Lakers byli o jedną wygraną od Finałów. Zaledwie pięć dni później Blazers znajdowali się w takim samym położeniu, po wcześniejszym wygraniu meczu numer pięć w Los Angeles i szóstego spotkania przed własną widownią w Portland. W tym drugim błysnął Bonzi Wells, który zdobył 20 punktów z ławki. Ciężko stwierdzić, czy przewaga parkietu Lakers w meczu numer siedem pomagała im, czy też nie. Z trzech rozegranych wcześniej spotkań w Staples Center, tylko raz zdołali pokonać Sheeda i spółkę.

Decydujący mecz rozegrany 4 czerwca 2000 roku pozostaje do dziś jednym z największych thrillerów w historii ligi. Jeszcze na 12 minut przed ostatnią syreną Blazers mogli czuć się finalistami NBA. Właśnie na początku czwartej kwarty Phil Jackson poprosił o przerwę na żądanie. Jak wspominał sam Shaquille O’Neal, to był moment, który odmienił losy spotkania. Lakers rozbili podopiecznych Dunleavy’ego w decydującej kwarcie aż 31-13, co zadecydowało o końcowym sukcesie gospodarzy. Warto wspomnieć o fantastycznej grze Kobe’go Bryanta, który uzyskał tego dnia 27 punktów, 11 zbiórek, 7 asyst i aż 4 bloki. Do tego świetne wsparcie zapewnili im Glen Rice, Robert Horry i Brian Shaw. „Jeziorowcy” zdołali uniknąć wielkiego rozczarowania i porażki w Finałach Konferencji. Czekający już na nich gracze Indiany Pacers nie byli w stanie zatrzymać największej gwiazdy NBA sezonu 1999-00, Shaquille’a O’Neal’a. Lakers wrócili na szczyt NBA po 12 latach niepowodzeń.

Kopiuj link do schowka