RetroWtorki: WCF 1993 – „Round Mound of Rebound”

02/10/2018
Charles Barkley, Shawn Kemp

Na przestrzeni ponad 70-letniej historii NBA mieliśmy okazję obserwować wiele spektakularnych występów w siódmych, decydujących meczach serii playoffs. Z całą pewnością jednym z nich pozostaje do dzisiaj popis Charles’a „Sir” Barkley’a w starciu z Seattle SuperSonics w roku 1993.

Historia „Chucka” w Suns rozpoczęła się zaledwie kilka miesięcy wcześniej – latem 1992 roku. Jeszcze przed igrzyskami olimpijskimi w Barcelonie (na których zdobył złoty medal), Barkley trafił w wyniku wymiany do Phoenix. W zamian za to, do Filadelfii powędrowali Jeff Hornacek, Andrew Lang i Tim Perry. Ruch ten okazał się strzałem w dziesiątkę – Barkley poprowadził „Słońca” do najlepszego bilansu zarówno w Konferencji Zachodniej, jak i całej NBA. Co więcej, dziennikarze biorący udział w głosowaniu do tytułu MVP sezonu zasadniczego uznali, iż to właśnie on zasłużył na tę nagrodę – bardziej niż Michael Jordan. Mimo tego, Suns bardzo szybko otarli się o bolesną klęskę. Przegrywając dwa pierwsze mecze z Los Angeles Lakers (ósmym numerem Konferencji) znaleźli się w niezwykle trudnej sytuacji. Zdołali jednak wygrać trzy kolejne mecze i wyeliminować „Jeziorowców”. Znacznie mniej powodów do obaw dali swoim kibicom w Półfinałach Konferencji, pokonując San Antonio Spurs w sześciu meczach.

Sponsor serwisu

W walce o mistrzostwo Konferencji Zachodniej musieli stawić czoła graczom Seattle SuperSonics. Podopieczni George’a Karla stoczyli dwa bardzo ciężkie boje we wcześniejszych rundach playoffs – łącznie rozegrali maksymalną ilość meczy (12), eliminując kolejno na swojej drodze Utah Jazz wynikiem 3-2 i Houston Rockets 4-3. Warto wspomnieć, iż Sonics uzyskali w sezonie zasadniczym bilans 55-27, co było najlepszym rezultatem od roku 1980, gdy prowadzeni przez Lenny’ego Wilkensa polegli w Finałach Konferencji. Mimo, iż był to dopiero czwarty sezon, w którym George Karl przewodził zespołowi, który awansował do playoffs, wcale nie był na straconej pozycji w starciu ze „Słońcami” z Arizony. Miał przecież w swoim składzie Shawna Kempa, Gary’ego Paytona, Sama Perkinsa, czy Ricky’ego Pierce’a.

Pierwszy mecz serii rozegrano 24 maja w Phoenix, a bohaterem dnia został Cedric Ceballos. Skrzydłowy Suns zdobył 21 punktów trafiając przy tym 8 z 12 rzutów z pola, co zapewniło gospodarzom zwycięstwo 105-91. Zaledwie dwa dni później SuperSonics zdziałali zdecydowanie więcej – 34 punkty zdobyte przez Pierce’a dały gościom niezwykle cenną wygraną na wyjeździe i powrót do Seattle Center Coliseum z korzystnym rezultatem, 1-1. Niemal identyczny przebieg miały dwa kolejne spotkania – Suns i Sonics podzielili się zwycięstwami, a sprawa awansu do finałów NBA wciąż pozostawała otwarta.

Starciem wagi ciężkiej należy określić piątą odsłonę serii, w której na poziomie MVP zaprezentował się Charles Barkley. „Chuck” uzyskał imponujące triple-double składające się z 43 punktów (16-22 z pola), 15 zbiórek i 10 asyst. Warto również wspomnieć o ogromnym wkładzie Dana Majerle, który wreszcie pokazał pełnię swoich możliwości – jego 34 punkty (8-10 za trzy punkty) znacząco przyczyniły się do triumfu „Słońc” i objęcia prowadzenia w serii. Sonics nie mogli pozwolić na zakończenie serii na ich parkiecie i tak się nie stało. Wyjściowa piątka drużyny George’a Karla (Kemp, McKey, Perkins, Pierce i Payton) zdobyła aż 99 ze 118 punktów całego zespołu, doprowadzając do siódmego meczu, który miał zostać rozegrany w America West Arena w Phoenix.

W nim górą byli gospodarze, a dokładnie ich lider, Charles Barkley. MVP sezonu zasadniczego nie pozostawił żadnych złudzeń Seattle SuperSonics, kończąc spotkanie z dorobkiem 44 punktów i 24 zbiórek. „Słońca” uzyskały przewagę już w pierwszej kwarcie, a prowadzenia nie oddały do ostatniej syreny. Na nic zdał się gościom genialny występ rezerwowego, Eddie’go Johnsona, który w czasie 26 minut zdobył aż 34 punkty. Co ciekawe, trzech graczy wyjściowego składu, Payton, Pierce i McKey zdobyli razem…22 punkty. Suns po raz drugi w historii klubu (1976) awansowali do finałów NBA, a fani SuperSonics musieli się pogodzić z trzecią kolejną porażką w Finałach Konferencji (1980, 1987).

Kopiuj link do schowka