RetroWtorki: Finały NBA 2005 – Mistrzowscy Spurs

28/08/2018
Duncan Spurs Nathaniel S. Butler/NBAE via Getty Images

Cytując LeBrona Jamesa: „dwa najwspanialsze słowa – Game Seven”. Niejednokrotnie byliśmy świadkami decydującego meczu w serii o mistrzostwo NBA.

Za świetny przykład mogą tu posłużyć niezwykle wyrównane finały 2016, 2013, czy 2010 roku, w których ostatnie sekundy decydowały o tym, kto zakończy sezon jako mistrz NBA. Z pewnością do tej listy można dorzucić finał pomiędzy San Antonio Spurs i Detroit Pistons.

Mimo, iż w 2005 roku Tim Duncan był już dwukrotnym mistrzem NBA ani razu nie udało mu się obronić tytułu. Zarówno w 2000, jak i 2004 roku musiał uznać wyższość swoich rywali z Konferencji Zachodniej (Phoenix Suns i Los Angeles Lakers). Szczególnie dramatyczny musiał być dla Timmy’ego rzut w piątym meczu Półfinałów Konferencji przeciwko Lakers, który jak się wydawało, dawał Spurs wygraną. Inne zdanie na ten temat miał jednak Derek Fisher, oddając celny rzut w zaledwie 0.4 sekundy. W 2005 roku podopieczni Gregga Popovicha rozbili w pierwszej rundzie playoffs prowadzonych przez Carmelo Anthony’ego Denver Nuggets. Większego problemu „Ostrogom” nie sprawił również duet Ray Allen & Rashard Lewis. Wraz z pozostałymi graczami nieistniejącego już dzisiaj Seattle Supersonics (obecnie Oklahoma City Thunder) zdołali przedłużyć rywalizację do sześciu spotkań. W Finałach Konferencji Spurs nie pozostawili cienia wątpliwości, kto był wówczas najsilniejszym zespołem Zachodu. Bez większych przeszkód wyeliminowali MVP sezonu zasadniczego Steve’a Nasha i jego Phoenix Suns, 4-1.

Natomiast w Konferencji Wschodniej o drugą w historii klubu obronę tytułu mistrzowskiego (po latach 1989-1990). Ekipa złożona z Bena i Rasheeda Wallace’a, Ripa Hamiltona, Tayshauna Prince’a i Chauncey Billupsa zajęła drugie miejsce na Wschodzie, wygrywając 54 z 82 spotkań. „Bad Boys” bez większych problemów rozprawili się z Philadelphią 76ers i jej liderem Allenem Iversonem, a także z Indianą Pacers Reggiego Millera w dwóch pierwszych rundach fazy playoffs. Dużym wyzwaniem na drodze zespołu z Michigan okazało się starcie z Miami Heat. Wade i spółka zmusili Pistons do rozegrania siedmiu meczy, z których zwycięsko wyszli podopieczni Larry’ego Browna. Po raz pierwszy od przełomu lat 80. i 90. Pistons awansowali do finałów NBA dwa razy pod rząd.

Posiadający przewagę parkietu gracze Spurs bezbłędnie wykorzystali każdy błąd „Bad Boys”. Ku uciesze kibiców w San Antonio, gospodarze wygrali dwa pierwsze mecze serii, nie pozwalając Pistons na zdobycie przynajmniej 80 punktów w żadnym z nich. Zespół Larry’ego Browna powrócił do gry przed własną widownią. Dzięki dopingowi w hali Palace of Auburn Hills w dniach 14-16 czerwca wygrali dwa spotkania pod rząd, doprowadzając do remisu. Kluczowym dla przebiegu serii okazał się mecz numer pięć, wygrany przez Spurs po dogrywce. Swój geniusz pokazał w nim wieczny „role player”, wykonawca czarnej roboty – Robert Horry. „Rob” zdobył w nim 21 punktów (5-6 rzutów za trzy punkty), w tym pięć punktów w ostatnich minutach spotkania, czym znacząco przyczynił się do zwycięstwa „Ostróg”, 96-95. Kibice Spurs oczekujący przypieczętowania zdobycia kolejnego tytułu mistrzowskiego już w meczu numer sześć musieli obejść się smakiem. Dzięki świetnej grze Richarda „Ripa” Hamiltona Pistons zdołali pozostać w grze o trofeum Larry’ego O’Briena, doprowadzając do decydującego starcia – Game 7.

W nim lepsi okazali się gospodarze z Teksasu. Prowadzeni przez Manu Ginobiliego i Tima Duncana podopieczni Popovicha zdołali wygrać 81-74. Fatalnie spisali się kluczowi zawodnicy Pistons (Hamilton, Billups i Prince), którzy wykorzystali zaledwie 13 z 39 prób rzutowych (1-9 za trzy punkty). „Tłoki” do końcowych sekund walczyły o zmniejszenie strat, co było możliwe głównie dzięki świetnej defensywie, która wymusiła na Spurs 13 strat, notując przy tym tylko 6. Dla Pistons był to ostatni udział w walce o mistrzostwo NBA aż po dzień dzisiejszy. W latach 2006-2008 trzykrotnie meldowali się w Finałach Konferencji Wschodniej, jednak musieli uznać wyższość Miami Heat, Cleveland Cavaliers i Boston Celtics. Od tego czasu bezskutecznie walczą o powrót na szczyt ligi. Warto jeszcze dodać, że po zakończeniu kariery przez Manu Ginobiliego, Tony Parker pozostaje jedynym zawodnikiem zarówno Spurs, jak i Pistons, który grał w Finałach 2005 roku i wciąż pojawia się na ligowych parkietach.

#GraciasManu

Kopiuj link do schowka