RetroWtorki: Finały NBA 1993 – „Chuck” vs MJ

13/03/2018
Charles Barkley

Wielu zawodników marzyło nie tylko o obronie tytułu mistrzowskiego, ale o zdobyciu trzech pierścieni mistrzowskich pod rząd. Próbowali tego dokonać Wilt Chamberlain, Jerry West, Rick Barry, Julius Erving, Moses Malone, Larry Bird, Magic Johnson, Isiah Thomas – bezskutecznie. Aż do lat 90. trzeba było czekać na zespół, który nawiąże do legendarnych Boston Celtics Billa Russella i wygra trzy kolejne finały NBA. Ciężko tego dokonać raz, a co dopiero dwa razy w ciągu zaledwie ośmiu lat.

Michael Jordan przystępował do sezonu 1992-93 jako gracz spełniony. Miał już na koncie trzy tytuły MVP, dwa mistrzostwa NBA wraz z dwiema nagrodami MVP finałów, MVP Meczu Gwiazd 1988, oraz nagrodę dla Obrońcy Roku. Warto również dodać, iż MJ był świeżo po zdobyciu złota olimpijskiego w Barcelonie. To mu jednak nie wystarczało – Jordan chciał więcej. Przebieg sezonu zasadniczego wskazywał jednak na nieuchronne zmiany w składzie „Byków”. Zespół z wietrznego miasta zajął drugie miejsce w Konferencji Wschodniej, ustępując pozycji lidera graczom New York Knicks. To właśnie z ekipą Patricka Ewinga Bulls spotkali się w finale konferencji. „King Kong” nie zdołał zatrzymać Jordana, który pewnie kroczył ku rywalizacji decydującej o mistrzostwie ligi.

Jego oponenci, gracze Phoenix Suns, wcale nie byli na przegranej pozycji przed rozpoczęciem finałów. Latem 1992 roku pozyskali byłego silnego skrzydłowego Philadelphii 76ers – Charlesa Barkleya. Właśnie to wzmocnienie okazało się dla nich kluczowe. Sam MJ twierdził, iż w czasie igrzysk olimpijskich w Barcelonie to właśnie „Chuck” był najlepszym koszykarzem na świecie. Zespół z Kevinem Johnsonem, Danem Majerle, Dannym Aingem, Oliverem Millerem, Cedriciem Ceballosem i wreszcie z Barkley’em na czele, zdominował rozgrywki w sezonie 1992-93. „Słońca” zajęły pierwszą pozycję w Konferencji Zachodniej, notując przy tym najlepszy bilans w lidze, 62-20. Na przekór oczekiwaniom niektórych ekspertów, Charles Barkley otrzymał nagrodę MVP. Wraz z Michaelem Jordanem znalazł się w All-NBA First Team (jej skład uzupełnili Karl Malone, Hakeem Olajuwon i Mark Price). O ile Bulls dosyć szybko znaleźli się w finale NBA, o tyle zespół z Arizony musiał się przy tym sporo namęczyć. Po dwóch pierwszych spotkaniach w playoffs, „Słońca” były o krok od odpadnięcia z rozgrywek. Zdołali jednak wygrać trzy kolejne mecze z Los Angeles Lakers, a następnie pokonać po ciężkich bojach San Antonio Spurs 4-2, i Seattle Supersonics 4-3.

Sponsor serwisu

Ku zaskoczeniu kibiców w Phoenix, Suns stali się pierwszym zespołem w historii NBA, który stracił przewagę własnego parkietu, przegrywając obydwa spotkania otwierające rywalizację (stało się tak tylko w przypadku Orlando Magic w roku 1995). „Słońca” nie były w stanie znaleźć odpowiedzi na niebotyczny poziom gry Michaela Jordana. Barkley i spółka przebudzili się dopiero w meczu numer trzy, który rozegrano w hali United Center. Udało im się pokonać gospodarzy po morderczym, trwającym 63 minuty spotkaniu. Kevin Johnson ustanowił wówczas niepobity do dziś rekord minut spędzonych na parkiecie – 62. Na nic zdały się 44 punkty Jordana. Bulls przegrali 121-129. Mecz numer cztery to już absolutny popis umiejętności lidera chicagowskich byków. MJ uzyskał aż 55 punktów (co do dziś jest drugim najlepszym wynikiem w historii finałów), zapewniając „Bykom” wygraną 111-105. Ozdobą tego zwycięstwa był rzut Jordana w samej końcówce meczu. Faulowany przez Barkley’a zdołał złożyć się do rzutu i trafić do kosza. Warto dodać, iż rzucający obrońca Suns, Dan Majerle, wykorzystał tego dnia 6 z 8 rzutów za trzy punkty. Kibice ze stanu Illinois wierzyli w powtórkę z poprzedniego sezonu i zdobycie mistrzostwa NBA we własnej hali. Inne plany miał jednak „Chuck” i spółka. „Słońca” wygrały 108-98, wracając do Arizony z nadzieją na przedłużenie serii o jeszcze jedno starcie. Grając przed własną widownią w hali America West Arena w Phoenix, Suns nie dali rady powstrzymać Phila Jacksona i jego zawodników. Zwycięski rzut za trzy trafił po podaniu Horace Granta, John Paxson. Kevin Johnson miał jeszcze szansę, by zmienić losy tego spotkania, jednak jego rzut zablokował wcześniej wspomniany silny skrzydłowy Bulls.

Dzięki zwycięstwu w tych finałach, Michael Jordan stał się pierwszym zawodnikiem w historii ligi, który zdobył trzy tytuły MVP finałów pod rząd. MJ ustanowił również niepobity do dziś rekord NBA, notując w tej serii średnio 41.0 punktów na mecz, oraz zaliczając cztery mecze z rzędu mając na koncie 40 i więcej punktów. Jego 55 punktów zdobyte w spotkaniu numer cztery jest do dziś najlepszym wynikiem ostatniego pięćdziesięciolecia. Najbliżej tego wyniku był w 2001 roku Allen Iverson – 48 punktów.

Kopiuj link do schowka