RetroWtorki: „Dziesiątka”

10/07/2018
Dennis Rodman

Niespełna tydzień temu przypominaliśmy sylwetki graczy NBA, którzy występowali na ligowych parkietach z numerem „4”. Idąc tym samym sposobem wyboru liczby, dziś padło na „10”. Którzy zawodnicy mieli na koszulkach właśnie ten numer i jakie sukcesy osiągali?

Zacząć trzeba od obecnego komentatora meczy New York Knicks (rozgrywanych w Madison Square Garden). Walt „Clyde” Frazier przez dziesięć lat reprezentował barwy właśnie tej drużyny. Na przestrzeni lat 1967-77 był siedmiokrotnie wybierany do Meczu Gwiazd NBA, sześć razy znalazł się w All-NBA Team, a w 1975 roku otrzymał nagrodę All-Star Game MVP. Najważniejsze są dla niego z całą pewnością dwa mistrzostwa ligi, wywalczone w roku 1971 i 1973. Są to jedyne tytuły mistrzowskie w historii klubu. Frazier znajduje się oczywiście w Galerii Sław Jamesa Naismitha, do której dołączył w roku 1987.

Sponsor serwisu

Drugi na tej liście jest były zawodnik m.in. Boston Celtics, z którymi osiągnął największe sukcesy. Nieżyjący już Jo Jo White nigdy nie był legendą na miarę Larry’ego Birda, Michaela Jordana, czy Kobe’go Bryanta. Był jednak bardzo istotnym elementem układanki, której udało się zdobyć dwa pierścienie mistrzowskie w latach 70. ubiegłego stulecia. White siedmiokrotnie pojawił się w Meczu Gwiazd, a w 1976 roku za swój wkład w walce z Phoenix Suns, został nagrodzony tytułem MVP Finałów.

Przez całą karierę raczej był bohaterem drugiego planu i schowany był w cieniu największych gwiazd swoich zespołów. W Milwaukee był to oczywiście Kareem Abdul-Jabbar, a w Washington Bullets Elvin Hayes. Mowa o niskim skrzydłowym, Robercie L. Dandridge’u, znanemu fanom NBA jako Bob Dandridge. Wybrany dopiero z 45 numerem w drafcie 1969 roku szybko stał się wsparciem dla lidera swojego zespołu, wówczas jeszcze Lew Alcindora. Świetna gra „Bobby’ego D” została niejednokrotnie zauważona – cztery razy znalazł się w Meczu Gwiazd, a w 1979 roku zarówno w All-NBA, jak i All-Defensive Team. Do tego ma na swoim koncie dwa pierścienie mistrzowskie – po jednym zdobytym z Bucks i Bullets.

Kolejny na naszej liście jest ważący niespełna 70 kilogramów rozgrywający, który obecnie walczy o powrót do zdrowia po zabiegu transplantacji serca. Chodzi tutaj o legendę lat 70., Nate’a „Tiny” Archibalda. Warto wspomnieć tutaj o sezonie 1972-73, w którym zdobywał średnio 34.0 punkty i 11.4 asysty na mecz. Uprzedzając pytania, miał 185 centymetrów wzrostu, a na ligowych parkietach wciąż znajdowali się zawodnicy tacy, jak Wilt Chamberlain, Kareem Abdul-Jabbar, czy Wes Unseld. Sukcesy indywidualne Archibalda nie szły jednak w parze z osiągnięciami zespołowymi. Na swój jedyny pierścień mistrzowski przyszło mu poczekać do roku 1981 i mistrzostwa zdobytego w barwach Boston Celtics. Sześć razy w Meczu Gwiazd, pięć razy w All-NBA Team. Jedyne, czego można mu jeszcze życzyć, to dużo zdrowia.

Jeśli chodzi o najlepsze „dziesiątki” w historii, nie mogło zabraknąć Maurice’a Cheeksa. Legendarny rozgrywający Philadelphii 76ers już za kilkanaście tygodni dołączy do Galerii Sław im. Jamesa Naismitha, a jego osiągnięcia prezentują się następująco: czterokrotnie wybierany do All-Star Game, pięciokrotnie do All-Defensive Team. W 1983 roku był jedną z kluczowych postaci, które zapewniły pierścień mistrzowski Miastu Braterskiej Miłości. Warto dodać o średniej przechwytów na mecz na przestrzeni jego kariery, która wynosi 2.10 i jest dziesiątym najlepszym wynikiem w historii NBA.

Kiedy przygotowywałem ten tekst wiedziałem, że ten zawodnik musi się w nim znaleźć. „Worm”, „Psycho”, „Demolition Man”, czy „El Loco”. To tylko niektóre z pseudonimów Dennisa Rodmana, jednego z najlepszych obrońców, być może nawet w historii ligi. Mający „tylko” 201 centymetrów wzrostu, był nieoceniony w walce na tablicach. Stąd jego siedem z rzędu najlepszych średnich zbiórek na mecz w całej lidze. Mimo, iż większość kojarzy go z numerem „91”, to pierwsze dziewięć sezonów rozegrał właśnie z „dychą”. W tym czasie dwukrotnie znalazł się w Meczu Gwiazd, dwa razy został mistrzem NBA, siedmiokrotnie nominowano go do All-Defensive Team, a także dwukrotnie przyznano mu nagrodę dla Obrońcy Roku.

Pora na jedną z ciekawszych postaci lat 90. – członka legendarnego tercetu nazwanego na cześć słynnej grupy hip-hopowej, „Run TMC”. Chodzi oczywiście o Tima Hardaway’a Seniora, byłego zawodnika m.in. Golden State Warriors i Miami Heat. Już w swoim drugim sezonie znalazł się w All-Star Game, zdobywając średnio 22.9 punktu oraz 9.7 asysty na mecz. Świetnie zapowiadającą się karierę wyhamowała jednak kontuzja kolana, przez którą Hardaway opuścił cały sezon 1993-94 i już nigdy w swojej karierze do tak wysokiego poziomu gry nie zdołał powrócić. Myślę jednak, że wielu z nas chciałoby osiągnąć tyle co „Tim Bug” – pięć razy został wybrany do Meczu Gwiazd i All-NBA Team. Ciekawe, czy jego syn zdoła go kiedyś prześcignąć. Wszystkich fanów Tima Seniora przepraszam za to, że nie umieściłem w tym miejscu kompilacji z jego najlepszymi akcjami. Uznałem, że to krótkie nagranie również wiele o nim mówi.

Gracz, o którym zrobiło się w ostatnich tygodniach głośno głównie z powodu zdjęcia, na którym wygląda na znacznie bardziej umięśnionego, niż w trakcie lat spędzonych w NBA. Chodzi tutaj o Mike’a Bibby’ego, legendę Sacramento Kings, z którymi udało mu się dostać do Finałów Konferencji w roku 2002. Największy indywidualny sukces odniósł jednak w barwach Vancouver Grizzlies, gdy w sezonie 1998-99 został wybrany do All-Rookie Team. Obecnie trenuje zespół uczelni Shadow Mountain w Arizonie.

Na koniec dodam jeszcze krótką listę wyróżnionych zawodników, którzy nie zdołali się załapać do tego tekstu: B.J. Armstrong, Manute Bol, Darrell Armstrong, Sam Cassell, DeMar DeRozan, Eric Gordon, Bob Love i wielu, wielu innych.

Kopiuj link do schowka