RetroWtorki: Co z tym MVP Finałów?

12/06/2018
Stephen Curry

Już po zwycięstwie w finałach 2017 roku Stephen Curry został dziewiątym zawodnikiem w historii, który ma na koncie minimum dwa pierścienie mistrzowskie i dwa tytuły MVP sezonu zasadniczego. Nie licząc Billa Russella, który grał jeszcze zanim wprowadzono nagrodę MVP Finałów, Steph jest jedynym z wspomnianej dziewiątki, który tego wyróżnienia nie otrzymał.

Warto wspomnieć, iż Curry został zaledwie trzecim zawodnikiem w historii NBA, który na przestrzeni czterech sezonów zdobył trzy pierścienie mistrzowskie i dwie statuetki MVP sezonu zasadniczego. Dokonali tego tylko Bill Russell (lata 1961-64), a także Michael Jordan (lata 1991-93, 1996-98). Trzeba jednak dodać, że legendarny środkowy Celtics grał w jednej drużynie łącznie z szesnastoma zawodnikami, którzy dziś są w Galerii Sław Jamesa Naismitha. Michael Jordan miał możliwość gry z pięcioma, jednak tylko trzech zdobyło wraz z nim pierścienie mistrzowskie. Byli to Scottie Pippen, Dennis Rodman i Robert Parish.

Sponsor serwisu

Co ciekawe, Curry dołączył również do bardzo wąskiego grona zawodników NBA, którzy w dwóch finałach z rzędu zdobyli mistrzostwo ligi, notowali powyżej 20 punktów na mecz, ale nie otrzymali ani razu statuetki dla MVP Finałów. Ostatnim, który tego dokonał jest Kobe Bryant w latach 2001-02. W finałach przeciwko 76ers i Nets zdobywał 25.7 punktu, jednak tytuł MVP za każdym razem przypadał ówczesnemu liderowi Lakers – Shaquille’owi O’Nealowi. Tego typu statystyki zanotował również Scottie Pippen. W trakcie serii przeciwko Portland Trail Blazers w 1992 i Phoenix Suns w 1993 roku uzyskiwał średnio 21.0 punktów, a jego Chicago Bulls zdobyli kolejno drugi i trzeci z rzędu tytuł mistrzowski.

Stephen Curry natomiast na przestrzeni dziewięciu spotkań rozegranych w ramach finałów 2017 i 2018 roku, notował 27.2 punktu, 7.0 zbiórek i 8.1 asysty. Trafił w nich również 41 ze 102 oddanych rzutów za trzy punkty (40.2%). Jednakże od czasu, gdy jego partnerem z drużyny jest Kevin Durant, statystyki i osiągnięcia Curry’ego przypisują mu rolę „wielkiego drugiego” – kogoś na miarę Pippena dla Jordana, czy Bryanta dla O’Neala.

Kopiuj link do schowka