RetroWtorki: 1v1 z Gheorghem Muresanem

04/06/2018
Gheorghe Muresan

Boban Marjanović jest obecnie najwyższym graczem w NBA – ma 2,22 metra wzrostu. Jednakże bardzo daleko mu do bycia najwyższym w historii ligi. Jeśli wierzyć źródłom – dwóch zawodników mierzyło 2,31. Niektóre z nich utrzymują jednak, iż Manute Bol był z tej pary nieco niższy.

Koszykarz znany jako „Ghita” jest najwyższą żyjącą obecnie osobą pochodzącą z Unii Europejskiej i jednym z zaledwie czterech graczy w historii NBA o wzroście powyżej 230 centymetrów. Miałem przyjemność porozmawiać z byłym reprezentantem Washington Bullets, Największym Postępem sezonu 1995-96, obecnie szefem Giant Basketball Academy (www.giantbasketball.com) – Gheorghe’m Muresanem.

Zostałeś wybrany w drafcie 1993 roku przez Bullets z 30 numerem. Co to dla ciebie znaczyło? Czy był to moment, w którym spełniło się twoje marzenie?

Byłem bardzo szczęśliwy, ale nawet po tym, jak zostałem wybrany sądziłem, że nigdy nie zagram w NBA. Miałem bardzo dobry kontrakt w Barcelonie. Nigdy nie marzyłem o grze w NBA. Moim celem była ciężka praca i rozwój.

Jak wspominasz pierwszą wizytę w Waszyngtonie? Z twoim wzrostem ciężko przejść przez miasto niezauważonym.

Gdy tylko trafiłem do DC, od razu pokochałem to miejsce. Ciężko spamiętać wszystko; to było już 20 lat temu. Pamiętam jednak, że wszystko było znacznie większe i czystsze. Na ulicach były wspaniałe samochody, pogoda była raczej deszczowa. Natomiast dużym problemem była bariera językowa. Nawet nie na parkiecie, lecz poza nim. Byłem dosyć znany w Rumunii, a w Pau [siedziba klubu Élan Béarnais Pau-Orthez] stawałem się co raz bardziej popularny. Przyzwyczaiłem się już do braku anonimowości.

Jak odnalazłeś się w systemie Wesa Unselda? Czy czułeś presję związaną z jego osobą, z tym, że jest członkiem Galerii Sław?

Kiedy Wes Unseld był naszym trenerem w sezonie 1993-94, zespół był bardzo słaby. Nie czułem presji. Byłem skoncentrowany wyłącznie na doskonaleniu mojej gry i na ciężkiej pracy, by stawać się lepszym.

W roku 1994 przez krótki okres czasu miałeś okazję grać z Manute Bolem. Jak to wspominasz?

Manute Bol mieszkał w Waszyngtonie w trakcie lata. Co roku razem trenowaliśmy. W jednej drużynie graliśmy natomiast tylko przez 10 dni. Manute był niezwykle miłym człowiekiem, bardzo zabawnym. Nie lubił zbyt dużo mówić.

Twój najlepszy sezon przypadł na przełom lat 1995-96 (14.5 punktu, 9.6 zbiórki na mecz), kiedy otrzymałeś nagrodę Most Improved Player, deklasując swoich konkurentów w głosowaniu. Co pamiętasz z tamtych rozgrywek?

Przed sezonem 1995-96 w NBA był lockout. W tym czasie grałem we Francji, przez prawie dwa miesiące. Trenowałem bardzo ciężko i czułem, że jestem dobrze przygotowany. Byłem w świetnej dyspozycji. Każdego dnia miałem jeden i ten sam cel – stawać się co raz lepszym graczem.

Twoja średnia punktowa waha się w granicach 10 punktów na mecz, ale w 1995 roku zdobyłeś 31 punktów przeciwko Charlotte Hornets. Czułeś, że to był „twój dzień”?

Tak, to był po prostu lepszy dzień. Bardzo dobrze poruszałem się wówczas po parkiecie.

Na swój pierwszy awans do playoffs musiałeś czekać do roku 1997, gdy przegrałeś serię z Chicago Bulls. „Byki” wygrały trzy spotkania różnicą zaledwie 18 punktów. Czy uważasz, że mogliście urwać im jeden, lub dwa mecze?

Jasne, byliśmy przekonani o tym, że mamy szansę powalczyć z Bulls. Jak się okazało – nie. Nie mieliśmy zawodnika, który byłby w stanie powstrzymać Michaela Jordana. Był najlepszym graczem ligi w tym czasie. W trakcie tej serii byłem kontuzjowany. Wróciłem pod koniec sezonu, żeby pokonać Cleveland i awansować do playoffs. Kiedy graliśmy przeciwko Bulls musiałem mieć ciepłe okłady na plecy za każdym razem, gdy schodziłem z parkietu.

Potrafisz wskazać zawodnika, którego krycie było dla ciebie dużym problemem?

Każdy gracz NBA jest trudny do krycia. To są najlepsi gracze świata. Nie potrafię wskazać jednego z nich. Najtrudniejsze były mecze z dnia na dzień przeciwko graczom All-Star. Shaquille O’Neal był bardzo silny i dość szybki. Olajuwon był niezwykle utalentowany i miał wspaniałą pracę stóp. Alonzo Mourning był bardzo pracowity, Patrick Ewing doświadczony. Nie umiem wybrać jednego. Każdy mecz był inny i niesamowicie wymagający.

Kto był zawodnikiem, z którym najbardziej lubiłeś grać?

Najbardziej lubiłem grać z Chrisem Webberem i Rodem Stricklandem. Byli bardzo utalentowanymi podającymi i świetnymi graczami w ataku.

Co jest twoim najlepszym wspomnieniem z lat w Waszyngtonie? Czy jest jakiś mecz, który zapadł ci w pamięć?

Każdy mecz, który wygraliśmy, jest niezapomnianym przeżyciem.

Co sądzisz o obecnej NBA? Czy zawodnik o twoim wzroście miałby szanse się w niej odnaleźć?

Gra jest znacznie szybsza. Myślę, że ktoś taki jak ja mógłby wciąż grać skutecznie, ale takie hipotetyczne pytanie jest trudne do odpowiedzi.

Kopiuj link do schowka