RetroWtorek: Czy „Big Ben” trafi do Hall of Fame?

13/02/2018
Ben Wallace

Prawie miesiąc temu, minęła druga rocznica zastrzeżenia numeru „3” przez Detroit Pistons, a dokładnie jutro minie 6 lat, gdy Ben Wallace rozegrał spotkanie numer 1055, wyprzedzając Avery Johnsona na liście zawodników (niewybranych w drafcie) z największą liczbą meczów.

Wypisanie jego osiągnięć zajęłoby kilkanaście linijek, zaczynając się na tych najważniejszych, jak mistrzostwo NBA z roku 2004, a kończyło na tych najbardziej błahych, jak na przykład bycie twarzą gry ESPN NBA 2K5. Jednakże, nieubłaganie zbliżamy się do ogłoszenia grupy wybrańców, którzy we wrześniu bieżącego roku dołączą do Naismith Hall of Fame. Czy znajdzie się wśród nich Ben Wallace?

Wydawałoby się, iż cały etap kariery Wallace’a w NCAA i szkołach średnich można pominąć – owszem, jeśli chodzi o jego grę, raczej nie ujrzymy tam niczego szczególnego. Istotny staje się dopiero dzień draftu 1996 roku. Podczas gdy z wysokimi numerami zostali wybrani m.in. Allen Iverson, Stephon Marbury, Ray Allen, Kobe Bryant, Peja Stojakovic, czy Steve Nash, grający świetnie w obronie Wallace, czekał na informację do jakiej drużyny został wybrany. Czekał, i czekał. I się nie doczekał. Jako jeden z zaledwie sześciu zawodników w drafcie ’96, nie został wybrany przez żaden z zespołów. Mimo tego, swoimi umiejętnościami przekonał do siebie Washington Bullets, dla których grał przez pierwsze trzy sezony. Latem 1999 roku trafił do Orlando Magic, jednakże moment przełomowy w jego karierze, dopiero nadchodził.

Przed rozpoczęciem rozgrywek 2000-01, Wallace został wymieniony za Granta Hilla z Detroit Pistons. „Big Ben” świetnie wpasował się w przebudowywany zespół z Detroit, notując najlepsze średnie w karierze, właśnie w czasie gry w stanie Michigan. W sezonie 2002-03, zbierał średnio 15.4 piłki na mecz – jest to najlepszy wynik ostatnich lat, z którym walczy obecnie Ben Wallace w wersji 2.0, czyli Andre Drummond. Warto dodać, iż obaj zawodnicy są członkami Pistons, grają na tej samej pozycji, i przede wszystkim, prezentują praktycznie identyczny styl gry na parkiecie. Przeciętny, by nie powiedzieć zerowy poziom umiejętności rzutowych, doskonała gra na tablicach (wręcz kosmiczne średnie zbieranych piłek) i solidna obrona. W tym ostatnim aspekcie, mimo wszystko uważam, iż Wallace bije na głowę obecnego środkowego „Tłoków”. I nie mam na myśli tego, iż Drummond jest złym obrońcą. Nie. To Ben Wallace był na zupełnie innym poziomie gry defensywnej. „Big Ben” czterokrotnie zostawał najlepszym obrońcą ligi (2002-03, 2005-06), co udało się tylko Dikembe Mutombo. Z tą różnicą, że „Mr. Finger Wag” został wybrany w drafcie 1991 roku z czwartym numerem, a jak wspomniałem wcześniej, Wallace został w drafcie pominięty.

Był on również członkiem jednej z najlepszych ekip ostatnich lat, zbudowanych bez wielkich gwiazd. Jasna sprawa, Chauncey Billups, Rip Hamilton, Sheed Wallace czy Prince byli znakomitymi zawodnikami, ale nie mieli statusu „superstar”, jak Kevin Garnett, Kobe Bryant, Shaquille O’Neal, Tracy McGrady, czy Allen Iverson. Jednakże, było w nich coś, co przyniosło im mistrzostwo w sezonie 2003-04. Wyborna obrona – zarówno Wallace’a, jak i jego kolegów. Co więcej, ten zespół Pistons, jest jednym z zaledwie czterech w XXI wieku, któremu udało się doprowadzić czterech zawodników do Meczu Gwiazd (zrobili to jeszcze Celtics w roku 2011, Hawks w 2015 i Warriors w 2017 i 2018).

Na pewno do wielkich osiągnięć „Big Bena” można również dodać współudział w największej bijatyce na parkietach NBA, w ostatnich kilkudziesięciu latach, jeśli nie w historii ligi (za co z resztą utracił 400,000 dolarów wypłaty, oraz został zawieszony na sześć meczy). A mówiąc całkiem serio, sześć razy wybierany do All-Defensive Team, pięć razy wybierany do All-NBA Team. Kto mógł się spodziewać, że zawodnik, który nie został wybrany w drafcie NBA, osiągnie w tej lidze aż tak dużo.

Przed Wallace’m jest długa kolejka naprawdę wybitnych zawodników, którzy być może już w tym roku przystąpią do Hall of Fame. Ray Allen, Jason Kidd, Steve Nash, czy kolega „Big Bena” Chauncey Billups, z całą pewnością na to zasługują. Mam jednak wielką nadzieję, iż lider Detroit Pistons w blokach, w najbliższym czasie dostąpi tego zaszczytu.

Kopiuj link do schowka