Retro NBA: LaBradford kontra MJ
LaBradfordSmith0001

Marzec 20th, 2017

Jest rok 1997. Mazowszanka Pruszków właśnie zdobyła drugi tytuł mistrzowski, ale żegna się ze swoją gwiazdą Jeffem Masseyem. Ale w jego miejsce przychodzi ktoś lepszy, ktoś kto rzucił Michaelowi Jordanowi 37 punktów w prawdziwym meczu NBA. LaBradford Smith to miała być gwiazda, jakiej PLK nie widziała. W dodatku z taką historią za pasem.

To były piękne czasy dla koszykówki w Polsce. Przyjeżdżały do nas uznane gwiazdy koszykówki europejskiej jak Ainars Bagatskis czy nawet tej z NBA jak właśnie LaBradford Smith. Polska liga miała być dla niego pestką. Do wciągnięcia jedną dziurką od nosa. Ile razy w końcu trafia się koszykarz, który rzucił 37 punktów Michaelowi Jordanowi? Nie przypominam sobie, żeby ktoś taki jeszcze się trafił.

Wczoraj, 19 marca wypadła 24. rocznica spotkania, w którym nie dość, że Smith zagrał najlepsze spotkanie w NBA w życiu, to ponoć zmobilizował Michaela Jordana jak nikt. Smith w całej swojej karierze, nie licząc tego spotkania miał rekord 22 punkty. W tym meczu miał ich 21 już w przerwie spotkania. Potem krycie nad nim przejął Jordan i koledzy Smitha niechętnie mu podawali, przez co w czwartej kwarcie nie rzucał dużo.

Ale w całym meczu trafił 15 z 20 rzutów z gry, łącznie na 37 punktów.

Ta historia ma jeszcze swój drugi akt. Zaledwie dobę później, czyli równe 24 lata temu Bulls przyjechali na rewanż do Waszyngtonu. Rozjechali rywali 25 punktami, a Jordan rzucił 47 punktów w 31 minut gry, trafiając 16 z 27 rzutów z gry i popełniając zaledwie 1 stratę. Jak sam potem mówił, budując własną legendę, chciał się zrewanżować Smithowi za to, że ten dzień wcześniej do swoich 37 oczek dorzucił trochę trash talku, irytując Michaela. To miała być jego zemsta.

Jak jednak przyznał potem Jordan, Smith do niego nic nie powiedział. To Michael lubił sobie wymyślać takie historie, żeby budować swoją spuściznę i jeszcze bardziej rozpalać wyobraźnię swoich fanów, a przede wszystkim dodawać sobie więcej motywacji. W końcu w 1993 roku nie było twittera, facebooka, nie było mikrofonów tak blisko boiska i nie dało się wielu rzeczy usłyszeć. Łatwo zatem tworzyć legendy.

Smith w rewanżu nie zagrał źle. Rzucił 15 punktów, trafiając 5 z 12 rzutów z gry i dokładając 5 wolnych. Swoją kartę w NBA zapisał na krótko, ale za to treściwie. W Polsce nie był taki przebojowy. Mazowszanki Pruszków do mistrzostwa nie doprowadził – ta w finale przegrała 3:4 ze Śląskiem Wrocław. Na kolejny sezon, nieco przecierając szlaki Kevinowi Durantowi odszedł do największego rywala, ale nie zasmakował tytułu mistrzowskiego, bo został zwolniony w trakcie rozgrywek.

Po przygodzie ze Śląskiem można znaleźć tylko jedną wzmiankę na jego temat. Przez rok grał dla Baltimore Bayrunners, drużynie z amerykańskiej ligi CBA.