Zadziwiająco jasne Słońca

Goran Dragic /fot. Flickr

Samo zwycięstwo z Denver Nuggets to jeszcze nic, ale sposób, w jaki Phoenix Suns je osiągnęli był naprawdę przyzwoity. Wreszcie z przyjemnością patrzyło się na ich grę.

Po tym spotkaniu jedynym niezadowolonym graczem może czuć się Marcin Gortat. Polak nie grał z taką energią jak w pierwszych meczach sezonu, ale to jest podyktowane większą liczbą minut gry. Odkąd nie gra Jermaine O’Neal, minuty Gortata wzrosły i regularnie gra po blisko 40 w każdym meczu.

Tym razem było ich właśnie 40, w tym czasie Marcin zagrał solidnie (12 pkt., 11 zb., 2 blk.), ale brakowało błysku. Trafił tylko 4 z 10 rzutów z gry, pudłując pierwsze 4 próby, nie był agresywny w walce pod własnym koszem i parę razy zgubił łatwo JaVale’a McGee w obronie.

Na jego szczęście reszta drużyny zagrał najlepsze spotkanie w sezonie. Odnalazł się Markieff Morris, który zaczyna zabierać minuty Luisa Scola na boisku. Argentyńczyk, pomimo swoich zalet w ataku, jest bardzo słabym obrońcą, którego regularnie ogrywał Kenneth Faried. Dopiero wejście Morrisa i jego poświęcenie w obronie(6 zb., 3 prz.), a także bardzo zespołowa gra w ataku (5 as.) dały oddech Suns.

Najważniejsza jednak dla Suns była mała liczba strat. Zanotowali ich zaledwie 6 w całym meczu, co jest ich najlepszym wynikiem w sezonie. Do tego zagrali bardzo zespołowo, zaliczając aż 29 asyst.


Z każdym meczem coraz lepiej wygląda Michael Beasley. Alvin Gentry chętnie ustawia go blisko kosza, a skrzydłowy Suns wykorzystuje tam swoje przewagi nad rywalami. Gdy dostaje niższego, to gra fizycznie, a gdy wyższego, to gra na szybkości. Na zakończenie jeszcze słowa pochwały dla Shannona Browna. Nie jest on moim ulubieńcem ze względu na ciągłe łamanie zagrywek i grę pod siebie, ale taki rezerwowy to skarb. Rzuca ponad 14 punktów na mecz, a większość z nich w czwartych kwartach.

Nuggets z kolei momentami wyglądali jak drużyna, która jeśli chce, to może rozjechać Suns 15 punktami. Ale a to głupie straty, a to pudła w łatwych sytuacjach, błędy w obronie powodowały, że nie mogli dobić gospodarzy. Imponująco wygladała ich współpraca na pick and rollach, gdzie po dobrej zasłonie na obwodzie do wchodzącego pod kosz zawodnika musiał wychodzić Gortat, zostawiając bez krycia swojego gracza. W ten sposób punkty raz za razem zdobywał McGee (8/12 z gry). W najważniejszych momentach meczu tego zabrakło, a za dużo było forsowania rzutów Danilo Gallinariego.

Suns teraz mają przed sobą jeden z trudniejszych okresów w sezonie. Czekają ich mecze z Bulls, Lakers i Heat, z czego dwa ostatnie dzień po dniu. Dopiero po nich dostaną 3 dni odpoczynku.

Piotr Zarychta @ Twitter

Komentarze

komentarzy