Zablokowani Bobcats

Marcin Gortat /fot. Flickr

W Phoenix Suns pierwszy raz widać było chemię w grze i od razu przyszło zwycięstwo. Marcin Gortat, Shannon Brown i Michael Beasley to główni autorzy wygranej nad Charlotte Bobcats.

Po poprzednich dwóch porażkach fala krytyki spadła na głowę Beasleya. Ten odpowiedział w najlepszy możliwy sposób. Co prawda zdarzało mu się oddawać niepotrzebne rzuty z nieprzygotowanych pozycji (7/21 z gry), ale jest to wliczone w taktykę, pod warunkiem, że tak jak w meczu z Bobcats umie znaleźć partnerów na dobrych pozycjach.

A to akurat mu bardzo dobrze wychodziło (7 as.), na czym korzystał chociażby Marcin Gortat. Polak zagrał fantastycznie na bronionej tablicy. Zablokował 7 rzutów rywali, co jest jego rekordem życiowym i umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji najlepiej blokujących zawodników ligi (4.2 na mecz). Dodał do tego czwarte z rzędu double-double i zdobył najwięcej w tym sezonie – 23 punkty.

Tym razem większość z nich była po bardzo dobrych asystach kolegów z drużyny, którzy ewidentnie wreszcie dostrzegli bardzo wysoką formę Polaka i zaczęli to wykorzystywać.

Wciąż jednak widać w grze Suns duże przestoje. Dzięki nim Bobcats wrócili do tego meczu. W trzeciej kwarcie przewaga Słońc wynosiła nawet 14 punktów, ale rywale odrobili ją w ostatniej ćwiartce. Wtedy swój popis dał Shannon Brown.

Krytykowany za zbyt indywidualną grę tym razem był niesamowicie skuteczny. Łamał zagrywki regularnie, ale trafił 6 rzutów za trzy w samej czwartej kwarcie, ani razu nie pudłując. To pozwoliło Suns uciec rywalom w końcówce, w której bardzo ważne rzuty wolne trafił Gortat.

Gortatowi i spółce udało się uciec spod topora, bo Bobcats nie potrafili w najważniejszych momentach wykorzystać swoich szans. Jednak wygrana z tak słabą drużyną powinna być obowiązkiem dla mających plany związane z grą w play-off Suns.

Kolejny mecz Słońca zagrają w piątek, a ich rywalem będą Cleveland Cavaliers. Kyrie Irving i spółka są w trakcie objazdu zachodu NBA. Z trzech dotychczasowych spotkań wygrali jedno. Z identycznym bilansem z podróży po wschodnim wybrzeżu wracają do domu gracze Phoenix.

Piotr Zarychta @ Twitter