Wymęczone zwycięstwo Orlando
Mimo, iż szans w tym meczu dla Charlotte Bobcats nie widział nikt, a bukmacherzy oferowali aż 11-krotną przebitkę za każdą złotówkę postawioną na gości, to ekipa, której właścicielem jest legendarny Michael Jordan poradziła sobie naprawdę przyzwoicie i napędziła sporo strachu Magikom.Ostatecznie jednak gospodarze wygrali 96-89.
To już drugie spotkanie tych drużyn w sezonie. Trzy tygodnie temu Magic wywieźli z Time Warner Cable Arena solidne zwycięstwo 100-79. Dzisiejszy mecz potoczył się jednak zupełnie inaczej. To ekipa SvG przegrała wyraźnie pierwszą kwartę i musiała gonić wynik. 24-17 w pierwszej „12-ce” to wina przede wszystkim ograniczonej gry Dwight Howard’a, który już po 4 minutach musiał zejść z boisko z powodu dwóch fauli. W drugiej kwarcie D12 powrócił, a Orlando dogoniło Bobcats i od tego momentu staliśmy się świadkami mocno zaciętego spotkania i gry punkt za punkt. I połowa zakończyła się wynikiem 53-50, a blisko swojego dziewiątego już double-double był Howard ,mający na swoim koncie, w tym momencie 14 punktów i 9 zbiórek.
Druga połowa do znudzenia przypominała pierwszą – znów Bobcats odskoczyli na kilka punkcików, a Magic musieli ich gonić. Mimo iż spotkanie zakończyło się 8-mio punktowym zwycięstwem gospodarzy to rozstrzygnięcie meczu było sprawą otwartą jeszcze na 120 sekund przed jego zakończeniem. Ostatecznie jednak Magic wygrali 96-88.
Bobcats byli w stanie dzisiaj powalczyć głównie dzięki świetnej dyspozycji dwóch rookies – Kemby Walker’a i Bismacka Biyombo. Ten drugi rozegrał najlepszy mecz w swojej karierze, notując 11 punktów [5/5 FG] i 10 zbiórek oraz aż 4 bloki. Szkoda, że trener Paul Silas tak długo trzymał na parkiecie mało produktywnego Byron Mullens’a, który prezentował się świetnie na początku sezonu, gdy walczył o miejsce w składzie, wchodząc z ławki. Odkąd zaczął grać w S5 jego zdobycze zmalały – dzisiaj tylko 8 pkt i 4 zbiórki w 23 minuty gry. Również w obronie przeciwko D12, o niebo lepiej prezentował się młody Kongijczyk.
Howard [gdy bronił naprzeciwko Mullens]: 13 pkt, 6/10 z gry , 11 zb, 2 faule
Howard [gdy obrońcą był Biyombo]: 8 pkt, 3/6 z gry , 5 zb ,4 faule
Bismack bardzo skutecznie odcinał Howard’a od podań,wymuszając faule [Howard zaliczył pierwszy w tym sezonie faul techniczny..wstrzymywał się aż 14 spotkań..trochę długo, nie sądzicie ?] ,a przy próbie zbiórek mógł liczyć na pomoc kolegów, którzy w niektórych momentach gry podwajali, a nawet potrajali obrońców zastawiających gwiazdę gospodarzy, uniemożliwiając mu skuteczną zbiórkę.
Mimo iż Bobcats są w wyraźnym dołku to widać, że na brak perspektywicznych centrów trener Rysi nie będzie mógł narzekać. 19 letni Biyombo i niewiele starszy Mullens to świetny materiał do budowania solidnej drużyny.
Jeśli chodzi o Kemba Walker’a to zaliczył kolejny dobry występ i całkiem ładną zdobycz punktową w postaci 15 oczek. Jego problemem wciąż jest zbyt wiele oddawanych rzutów, w sytuacjach, gdy w lepszej pozycji są partnerzy.Sześć wykańczających podań w 38 minut, skuteczność i przegląd pola gry pozostawiają jeszcze sporo do życzenia.
Magic przedłużyli swoja serię zwycięstw do 5, wskakując jednocześnie na drugą lokatę w Konferencji Wschodniej. Bobcats pozostają na przedostatnim miejscu , wyprzedzając jedynie Wizards. Gospodarzom dzisiejszego spotkania przyjdzie jutro zakończyć swoją serię b2b2b meczem z San Antonio Spurs , przy własnej publiczności. Paul Silas’a i jego zawodników czeka natomiast aż czterodniowa przerwa i wyjazdowa potyczka z Nets – o północy czasu polskiego, z niedzieli na poniedziałek.
ORL: Dwight Howard – 25 (17 zb, 4 blk), Hedo Turkoglu – 15, Ryan Anderson – 13, Jameer Nelson – 13, Von Wafer – 13, Glen Davis – 6, J.J. Redick – 5, Quentin Richardson – 2, Chris Duhon – 0
CHA: Gerald Henderson – 22, Kemba Walker – 15 (3×3, 6 as), D.J. Augustin – 13, Bismack Biyombo – 11 (10 zb, 4 blk), Boris Diaw – 9, Byron Mullens – 8, Tyrus Thomas – 7, Derrick Brown – 4, Matt Carroll – 0, Cory Higgins – 0









