Warriors psują powrót Cavs do The Q
Cleveland Cavaliers mieli uczcić swój powrót do Quicken Loans Arena po 7-meczowym tournee wyjazdowym, efektownym zwycięstwem nad GS Warriors. Niestety, podopieczni Marka Jacksona trzymali w ryzach nerwy i okazali się lepsi wygrywając 105-95. Duża w tym zasługa Davida Lee (29 punktów), który pociągnął zespół w czwartej kwarcie, w warunkach, gdy nieco słabiej radził sobie Monta Ellis, a Stephena Curry’ego nie było wcale.
W szeregach Cavs także zabrakło etatowej dwójki, czyli Anthony’ego Parkera, który uskarżał się na ból pleców (ma być gotowy na kolejny mecz przeciwko Bulls). Mecz od początku był wyrównany, w pierwszej kwarcie aż ośmiokrotnie drużyny doprowadzały do wyrównania stanu meczu. Zaledwie 9-osobowa rotacja gospodarzy (co zapowiadał przed meczem coach Scott) dzielnie trzymała się rywali, wśród których nieco ospały był Monta Ellis, a Davida Lee powstrzymywał Omri Casspi, który wymienił się pozycjami z Antawnem Jamisone.
Warto dodać, że bardzo dobrze zaprezentował się odziwo Semih Erden. Wracający po kontuzji Turek zaliczył bardzo obiecujące 15 minut gry, w których zaliczył 14 oczek, w tym 10 w pierwszej odsłonie. Podczas ostatnich wyjazdów, kibice Winno-Złotych raczej byli bliżsi wyrwania sobie włosów ze złości niż składania dłoni do braw, aby nagrodzić zagrania swego centra. Tymczasem, takie akcje dla 13-tysięcznej widowni w The Q wydawały się być chlebem powszednim. To dziwne, bo nikt nie wiedział, że „on jeszcze może”:
Mimo to, to Warriors prowadzili do przerwy i wydawali się stabilniejsi w swoich poczynaniach.
W drugiej połowie, miejscowi zaliczyli kolejną dobrą trzecią kwartę, co dziwi, bo przez ostatnie lata (nawet w erze Jamesa) była to ich pięta Achillesowa. W końcu masowo zaczęły wpadać trójki. Następnie akcję 2+1 zrobił Varejao i wydawać się mogło, że marsz Kawalerzystów ciężko będzie zatrzymać tej nocy. Jednak jeszcze przed końcem tej kwarty, dobrą zmianę dał Nate Robinson, który także w ostatniej ćwiartce dał się we znaki Cavs, wbijając przysłowiowego gwoździa do trumny na nieco ponad minutę przed końcem:
Rozgoryczenia po końcowym rozstrzygnięciu nie krył Byron Scott: „Nie mogę zaakceptować takich rzeczy. To był czwarty mecz Warriors w przeciągu pięciu dni, a my tego nie wygrywamy. Przegraliśmy przez nieumiejętność kontrataków i to, że ciągle traciliśmy piłkę”.
Porażka dla Cavs boli tym bardziej, że teraz przed nimi są mecze z: Bulls, Heat i Knicks i o poprawienie bilansu oraz utrzymanie się w strefie playoffs będzie niezwykle ciężko. Mecz z Bykami w piątek o 1:30 także w The Q.









