Warriors pokonują kolejnych faworytów
Przyjeżdżanie przez faworytów rozgrywek do Oakland robi się coraz bardziej niebezpieczne. Porażki zaliczyli tam już Chicago Bulls, New York Knicks, a teraz Miami Heat. Wojownicy potrzebowali dogrywki, żeby odprawić z kwitkiem wielką trójkę, ale udało im się dzięki świetnej grze swojej czwórki graczy.
Warriors przystąpili do meczu bez kostek Stephena Curry, który skręcił je już trzy razy w tym sezonie, co gorsza za każdym razem tą, która była operowana w offseason. Jedyne pocieszenie jest takie, że nie ma trwałego urazu, ale jest na razie wyłączony z gry. Termin powrotu jest określony jako zakończenie rehabilitacji.
W jego miejsce w pierwszej piątce wyszedł debiutant Charles Jenkins, ale dostał tylko 11 minut gry. W związku z tym rozgrywaniem zajęli się Monta Ellis i Nate Robinson. Jeszcze w poprzednim sezonie możnaby w tym momencie od razu odwrócić się na pięcie i odejść przy takich rozgrywających, ale nastąpiła pewna zmiana.
Nate grał bardzo dojrzale, świetnie wymuszając faule, dzięki którym zdobył 14 łatwych punktów. Dołożył do tego 5 asyst i 4 przechwyty, w tym ten najważniejszy na minutę i 9 sekund przed końcem na LeBronie Jamesie, który na łatwe punkty zamienił wsadem Dorell Wright.
Wright jest kolejnym bohaterem tego spotkania. To on był bardzo nielubiany przez Pata Riley zgodnie z tym, co napisał w swojej książce Shaquille O’Neal i ma na pewno duży żal do Brylantowego Pata o to, że nie jest już częścią Heat. Z tego też powodu gra z dużo większą mobilizacją przeciwko swoim byłym kolegom z drużyny. Tak było i teraz.
Przed tym meczem Wright trafił zaledwie 5 z 27 rzutów za trzy. I wychodzi taki gracz na mecz i trafia 6 z 11 rzutów, w tym kluczową trójkę na 105:104 w dogrywce. Nie byłoby jednak tego zwycięstwa gdyby nie pogoń Wojowników z przełomu trzeciej i czwartej kwarty. Heat prowadzili wtedy maksymalnie 17 punktami.
Heat z kolei mieli po swojej stronie Dwyane’a Wade’a, który wrócił po kontuzji i zagrał bardzo dobre spotkanie, kończąc z 34 punktami. Widać jednak było, że gdy jest na boisku, to LeBron James traci wiele ze swoich możliwości. Najlepiej to widać na liczbach. Gdy obaj panowie byli na boisku, LBJ w ciągu ponad 26 minut gry zdobył tylko 9 punktów, oddając zaledwie 10 rzutów, a gdy był na parkiecie bez Flasha, to rzucił 17 punktów w 17 minut. Różnicę widać od razu.
Golden State Warriors (3-6) – Miami Heat (8-2) 111:106
GSW: Nate Robinson – 24 (5 as, 4 prz), Monta Ellis – 22 (3 prz), Dorell Wright – 20 (6×3, 10 zb), David Lee – 20 (14 zb, 4 prz), Kwame Brown – 8, Brandon Rush – 8 (3 blk), Klay Thompson – 4, Charles Jenkins – 2, Chris Wright – 2, Dominic McGuire – 1, Ekpe Udoh – 0 (7 zb)
MIA: Dwyane Wade – 34 (4 prz), LeBron James – 26 (11 zb, 7 as), Chris Bosh – 16, Mario Chalmers – 12 (3 prz), Udonis Haslem – 9 (10 zb), Norris Cole – 6, Joel Anthony – 2 (7 zb), Shane Battier – 1 (3 prz), Dexter Pittman – 0, James Jones – 0











