Turnover Contest. Kolejna porażka Knicks w buczącym Madison Square Garden

Po fascynującym pojedynku w Madison Square Garden nowojorscy Knicks okazali się słabsi od Denver Nuggets. Po czterech kwartach na tablicy wyników widniał wynik 98-98 i koniecznie było rozegranie aż dwóch dogrywek, z których zwycięsko wyszedł zespół z Kolorado. Dla gospodarzy była to natomiast już piąta porażka z rzędu. Wynik końcowy to 119-114.

Przez niemal całe spotkanie Knicks prowadzili grę. Starali się trzymać gości na dystans i dopiero w czwartej kwarcie Nuggets wyrównali, a nawet wyszli na prowadzenie. Bardzo słaby mecz rozgrywał, ku uciesze fanów Bryłek, Carmelo Anthony, który przez trzy pierwsze części meczu trafił jedynie 3 z 17 oddanych rzutów. Ciężar jego obowiązków próbowali wziąć na siebie Landry Fields, debiutant Iman Shumpert oraz rezerwowy Bill Walker.

Nuggets nawiązali walkę z Knicks w czwartej kwarcie dzięki świetnej postawie Ala Harringtona. Zbierał piłki, ambitnie walczył w defensywie i trafiał bardzo dużo rzutów z przygotowanych pozycji. Jego 16 punktów w ostatniej ćwiartce doprowadziło do dogrywki. Dopiero w końcowym etapie meczu przebudził się lider Knicks Carmelo Anthony, który zaczął celniej trafiać z półdystansu i był niemal jedyną osobą, która dla gospodarzy zdobywała wtedy jakiekolwiek punkty.

Świetne spotkanie rozgrywał jednak włoski skrzydłowy ekipy z Kolorado, były gracz Knicks. Mowa tutaj oczywiście o Danilo Gallinarim, który z 37 punktami na koncie ustanowił swój nowy career-high. Był bardzo aktywny na tablicach i bezlitośnie wykorzystywał rzuty osobiste (18 na 20). Dla 24-letniego skrzydłowego było to z pewnością najlepsze spotkanie w dotychczasowej karierze.

Denver Nuggets rozpoczęli mecz w eksperymentalnym ustawieniu z dwoma niskimi rozgrywającymi: Andre Millerem, który dotychczas wchodził jedynie z ławki, oraz Ty Lawsonem. Trener George Karl zdecydował się na takie posunięcie dzięki świetnym występom 35-letniego Millera w ostatnich dwóch tygodniach. Dzisiejszy mecz pokazał, że był to ruch genialny – doświadczony rozgrywający zaliczył aż 12 asyst i 14 punktów, co było jego trzecim double-double w obecnym sezonie. Obronie gospodarzy szczególnie dał się we znaki akcjami pick’n’roll z Nene.

Gracze New York Knicks pokazali dzisiaj, jak niskie Basketball IQ może mieć koszykarz NBA. Ich decyzje rzutowe, w szczególności zza linii trzech punktów, określić można tylko jednym epitetem – fatalne, tudzież beznadziejne. Toney Douglas stracił dzisiaj miejsce w pierwszej piątce swojej drużyny i chciał bardzo pokazać, że należy mu się powrót do wyjściowego składu. Zrobił wrażenie diametralnie inne, rzucał niemal zawsze jak tylko dostał podanie. O dziwo, parę razy nawet trafił. W pewnym momencie spotkania nie zdziwiłbym się szczególnie, gdyby spróbował zdobyć punkty rzutem dystansowym spod własnego kosza. Kiedy na prośbę trenera D’Antoniego zaprzestał prób z absurdalnych pozycji, biegał wokół wszystkich zawodników przez 20 sekund i tracił piłkę. Występ zdecydowanie „na nie”.

Dzisiejsze spotkanie było koncertem strat z obu stron. Koszykarze obu zespołów popełniali dużo fauli w ofensywie, mieli problem z chwytem piłki i dokładnym podaniem. Przez cały mecz można było naliczyć się aż 45 strat, w tym 24 po stronie Knicks. Gracze mieli problemy z szybkim przejściem z obrony do ataku, przy kontratakach rozgrywający bardzo lubili kozłować sobie piłkę w nogi albo podawać do siedzących na trybunach fanów.

Siedmiu. Właśnie tylu zawodników desygnował dzisiaj do gry trener Bryłek George Karl. Żaden z nich nie grał krócej niż 25 minut i tak naprawdę to żaden z nich nie wyglądał na wyczerpanego pod koniec spotkania. Szczególnie dziwić może brak jakichkolwiek minut dla Rudy’ego Fernandeza (do tej pory grał średnio 23 minuty na mecz) i Chrisa Andersena w obliczu ich przyzwoitych występów w ostatnim tygodniu. Według mnie, Denver ma szanse być czarnym koniem tegorocznych rozgrywek, a głównym fundamentem może być szeroka, równo grająca ławka. Pomyśleć, że na początku kwietnia do drużyny mogą wrócić zawodnicy przebywający obecnie w Chinach.

Amare Stoudemire, po genialnym zeszłym sezonie, kiedy był jednym z najlepszych strzelców ligi, stracił status gwiazdy. W tym sezonie ani razu nie zdobył powyżej 25 punktów (jego średnia z poprzedniego sezonu), nie zbiera, nie jest już tak przebojowy, błyskotliwy. Razem z Carmelo Anthonym miał tworzyć duet na miarę finału konferencji. Na razie nie wiadomo, czy jego zespół zakwalifikuje się do tegorocznych playoff. Dzisiaj zdobył 14 oczek. Czy to tylko chwilowa słabsza forma, czy Stoudemire, którego znamy zaczyna się starzeć? Odpowiedź na to pytanie z pewnością poznamy w tym sezonie.

Dzisiaj Carmelo Anthony miał słabszy mecz, to wiemy na pewno. Po dziesięciu spudłowanych rzutach publiczność zgromadzona w Madison Square Garden zaczęła buczeć za każdym razem, kiedy popularny „Melo” dostawał piłkę. Szczerze mówiąc, nie widziałem tego na żadnej innej hali. Czyżby miejscowym kibicom zależało na tym, aby ich gwiazdor pudłował dalej? Knicks w Nowym Jorku mają bilans okropny i z pewnością w przełamaniu się nie pomogą im lokalni fani, którzy najwyraźniej nie życzą swojej drużynie zwycięstw. Na dokładkę, przy wyniku 114-111 dla Nuggets na minutę przed końcem drugiej dogrywki w Madison Square na trybunach siedział już tylko Baron Davis. Nie ma to jak wiara we własną drużynę.

 

DEN: Gallinari – 37 (11zb, 2ast); Harrington – 24 (11zb, 4×3); Mozgov – 16 (7zb, 3blk); Miller – 14 (12ast, 4zb); Nene – 12 (13zb, 5ast); Lawson – 10 (7zb, 8ast); Brewer – 6 (4zb, 1ast)

NYK: Anthony – 25 (10zb, 5ast); Fields – 18 (3ast, 7zb); Shumpert – 18 (4zb, 7ast, 2×3); Walker – 15; Stoudemire – 12 (11zb, 2ast); Douglas – 11 (4zb, 2ast, 3×3); Chandler – 8 (10zb, fouled out); Jeffries – 5 (2zb); Harrellson – 2 (6zb)