Thriller w Oakland

David Lee / fot. Flickr

Już po raz trzeci w tym sezonie Warriors i Nuggets stoczyli arcyciekawy i emocjonujący pojedynek. W dwóch pierwszych spotkaniach pomiędzy tymi drużynami triumfowali w tym sezonie podopieczni George’a Karla, jednak wczorajszy wieczór okazał się  szczęśliwszy dla ekipy z Bay Area, która ostatecznie pokonała w Oracle Arena zespół gości 106:105.

W spotkaniu nie brakowało kontrowersji i przez ostatnie 5 sekund sędziowie aż cztery razy (!) musieli sięgać po pomoc powtórek. Dwukrotnie nawet ona nie pomogła im w podjęciu, wydaje się, właściwej decyzji, i tak najpierw trzy rzuty wolne ‚gratis’ otrzymał Andre Iguodala, a potem na 0,5 sekundy do końca spotkania, Nuggets dostali piłkę mimo, że na powtórce dość wyraźnie było widać, że ostatni dotykał jej Ty Lawson.

Na szczęście dla fanów zgromadzonych w Oracle Arena ostatnia i najważniejsza w tym spotkaniu decyzja sędziów była już po ich myśli i ostatni rzut Andre Iguodali, który dałby zwycięstwo drużynie ze stanu Colorado, nie został już (z resztą słusznie) zaliczony:

Wojownicy to zupełnie inna ekipa niż ta sprzed kilku lat, której to występy oglądało się z lekkim uśmiechem politowania na twarzy. Mark Jackson wprowadził do swojej drużyny dyscyplinę, co widać przede wszystkim po defensywnej stronie parkietu – Wojownicy kojarzeni głównie z chaosem w szeregach obronnych wreszcie zaczęli bronić, co pokazali chociażby w ostatniej kwarcie wczorajszego spotkania, kiedy to zatrzymali rozpędzonych Nuggets i pozwolili im na trafienie zaledwie czterech z dziewiętnastu oddanych rzutów.


Wielkim plusem wymiany z udziałem Monta Ellisa okazuje się być (jak na razie) nie samo przybycie Andrew Boguta, a właśnie odejście byłego lidera ekipy z Bay Area. Ellis zabierałby miejsce w składzie młodemu Klayowi Thompsonowi, który ostatnio w końcu zaczyna grać równo (miał z tym dotychczas spory problem w tym sezonie) i w ciągu ostatniego tygodnia notuje średnio 21 punktów na wysokiej, ponad 50-procentowej skuteczności.

Brak Ellisa, wbrew pozorom, daje także Wojownikom o wiele więcej opcji ofensywnych. Trudno mi sobie wyobrazić, aby z nim na parkiecie piłkę tak często otrzymywał chociażby David Lee, który w meczu z Nuggets zanotował swój najlepszy występ w tym sezonie (31pkt., 9zb., 6as., 13/15FG.).

Podopieczni Marka Jacksona wyglądają jak na razie naprawdę dobrze i z bilansem 9-6 zajmują pierwsze miejsce w Pacific Division, przed dwiema ekipami z Los Angeles. Trudno sobie wyobrazić, aby taka sytuacja utrzymała się do końca rozgrywek, jednak Warriors powinni być w stanie powalczyć o miejsca 7-8 na Zachodzie, dzięki czemu po pięciu latach przerwy powróciliby do playoffów.

Ze składu Nuggets należy z kolei wyróżnić Kennetha Farieda, który zanotował career-high 5 bloków, w tym jeden, który ostatecznie wybił z głowy Harrisonowi Barnesowi kolejne nieudane próby dostawania się pod kosz rywali:

Mimo to obrona Bryłek nie wyglądała w tym spotkaniu najlepiej, o czym może świadczyć wysoka skuteczność z gry ich rywali (51.2%). Sam Faried nie wystarczy na obronę całej strefy podkoszowej, a JaVale McGee, który miał stworzyć z Manimalem niesamowicie energiczny i utalentowany duet wysokich, jak na razie przegrywa rywalizację o miejsce w pierwszej piątce z Kosta Koufosem.

Krzysztof Uzdowski@Twitter

Komentarze

komentarzy