Suns w końcu zaświecili

Po dwóch porażkach w końcu przyszło zwycięstwo Phoenix Suns. Byłem tak zniesmaczony ich występem przeciwko Philadelphia 76ers, że zrezygnowałem z pisania o tym meczu, bo nie chciałem na nich tracić czasu. Dlatego też ciężko było mi dzisiaj się obudzić, żeby obejrzeć ich mecz. Jednak było warto.

Suns mieli okazję do rewanżu za mecz otwarcia sezonu, w którym przegrali z Hornets jednym punktem po koszu Erica Gordona. Tego Gordona, którego teraz zabrakło z powodu kontuzji, przez co siła ognia Szerszeni zdecydowanie spadła. Jednak pierwsza kwarta pojedynku nie zapowiadała końca, jakiego byliśmy świadkami.

Obie drużyny pudłowały na potęgę. Skuteczność była w okolicach 30%. Różnica między drużynami na koniec była taka, że Hornets na tym pozostali, a Suns nie. Gospodarze świetnie grali na deskach, zbierając łącznie ponad 20 piłek na tablicy atakowanej i ponawiając akcje w nieskończoność.

Dzięki takiemu atakowi deski nawet Marco Belinelli zebrał 10 piłek, ale przez swoją nieskuteczność nie zaliczył double-double. Po pierwszej kwarcie było równo i wejście na parkiet rezerw odmieniło sytuację. Konkretnie odmienił ją Shannon Brown, który w pierwszych dwóch meczach wyglądał tak, jakby nikt mu nie pokazał żadnej zagrywki, a dodatkowo zakrył oczy, tak jak robi się to koniom. Dostawał piłkę, głowa w dół i jedziemy pod kosz.

Teraz jednak trafiał. Szybko rzucił 9 punktów, kilka dołożył Hakim Warrick i nagle gra gości zaczęła dawać oznaki życia. Trzecia kwarta była w ich wykonaniu już bardzo dobra. Poprawili znacznie defensywę. Marcin Gortat trzykrotnie złapał rywali na faule ofensywne, do tego dobrze biegał do kontry, gdzie zdobywał łatwe punkty. Swoje też w końcu dołożył Jared Dudley, a asysty rozdawał jedną za drugą Steve Nash.

Hornets przez swoją skuteczność nie zbliżyli się na tyle poważnie do końca meczu, żeby zagrozić Suns. Na pewno będą się modlić do bogów koszykówki, żeby szybko zesłali z powrotem na parkiet Gordona, bo bez niego ich gra nie wygląda zbyt różowo.

Teraz przed Suns pierwszy duży test. Jadą do Oklahomy zagrać z najmłodszą drużyną w lidze. Dodatkowo będą w back-to-back, a Thunder będą po dniu odpoczynku. Ktoś odważy się na nich postawić?

NOH: Carl Landry – 17 (8 zb), Jarrett Jack – 12, Emeka Okafor – 10 (16 zb), Marco Belinelli – 8 (10 zb), Jason Smith – 8, Trevor Ariza – 7 (7 zb), Al-Farouq Aminu – 6 (7 zb), Chris Kaman – 4 (3 blk), Greivis Vasquez – 4 (5 as), Trey Johnson – 2, Cardell Johnson – 0, Lance Thomas – 0

PHX: Hakim Warrick – 18 (7 zb), Jared Dudley – 16, Marcin Gortat – 12 (7 zb, 4 blk), Shannon Brown – 11, Grant Hill – 10, Channing Frye – 10 (16 zb, 3 blk), Steve Nash – 7 (12 as), Robin Lopez – 4, Ronnie Price – 3, Josh Childress – 2

Śledź autora tekstu na Twitterze

Komentarze

komentarzy