Kolejna pogoń Suns okazała się nieskuteczna. Spokojniejsi i bardziej wyrachowani w końcówce Bulls dowieźli zwycięstwo po dogrywce.
Był to ósmy z dziewięciu meczów w tym sezonie, w którym Suns na jednym z etapów meczu przegrywali 10 lub więcej punktami. W szczytowym momencie było ich 18, ale w końcu Phoenix odrobili już 26 punktów straty do Cavaliers, więc 18 z Bulls im nie straszne.
Do gry kolejny raz wrócili dzięki świetnej grze rezerwowych. Sebastian Telfair trafiał trójki, a P.J. Tucker walczył o zbiórki w ataku niczym Dennis Rodman. Do tego dołożył świetną obronę i za to wszystko został wynagrodzony zdobyciem punktów dających dogrywkę dla Suns.
Wreszcie dobry mecz rozegrał Luis Scola, ale gdy Argentyńczyk gra dobrze, nie wróży to najlepiej Suns. W wygranym meczach Scola rzuca zaledwie 9.8 punktu na mecz, a w przegranych wliczając spotkanie z Bulls 19.8. Tak więc Scola był długimi momentami nie do zatrzymania, walczył na tablicach (14 zbiórek), ale nie wytrzymał do końca meczu, spadając z boiska za 6 fauli.
Bulls to skrzętnie wykorzystali, grając najważniejsze akcje przez… Joakima Noah, który rzucał z 4-5 metrów na wprost kosza. Pomimo nienajlepszej techniki pchnięcia rzutu, Francuz trafiał, dzięki czemu Bulls wywieźli zwycięstwo.
Do gry wrócił w tym meczu Kirk Hinrich, co umożliwiło spokojniejszą grę Chicago. Nate Robinson mógł spokojnie wrócić na ławkę rezerwowych i stamtąd wyczyniać różne rzeczy, np. trafiać po minięciu rywala, polegającym na przejściu pomiędzy jego nogami. Telfairowi gratulujemy skoczności i polecamy starty w mitingach lekkoatletycznych, w biegach przez płotki.
Kolejny raz obok gry był Marcin Gortat. Polak jak zwykle starał się, grał dobrze w obronie, ale oglądając ten mecz miało się wrażenie, jakby jego rola była ograniczona do podobnej, jaką miał w Orlando Magic. Jedyna różnica to liczba minut. W ataku piłkę dostawał rzadko, tylko raz akcja była rozegrana pod niego. Dostał piłkę 3 metry od kosza z Carlosem Boozerem, którego ograł i zdobył 2 punkty.
Pozostałe zdobycze, to albo rzuty osobiste po zbiórce, albo z kontrataku, albo wynikające z braku pomysłu drużyny na rozegranie ofensywy. Jeśli Suns chcą wygrywać, muszą częściej z usług Gortata korzystać. Jego przewaga nad Beasleyem i Scolą jest taka, że nie miewa aż takich załamań rzutowych jak Ci dwaj.
This entry was posted by Piotr Zarychta on 15-11-2012 at 09:52, and is filed under Relacje, Slider. Follow any responses to this post through RSS 2.0.Both comments and pings are currently closed.