Suns nie potrafią grać razem

J.J. Redick /fot. Flickr

Nie chodzi już nawet o serię porażek. Mam nieodparte wrażenie, że Alvin Gentry nie potrafi wykorzystać swoich zawodników i używając ich w rotacji kieruje się pewnymi schematami – zamiast instynktem. Niemniej siódma porażka stała się faktem, tym razem ekipę z Aiizony pokonali Orlando Magic.

Mecz runów, co nie świadczy najlepiej o jego jakości. Obie ekipy nie mają na tyle zbilansowanego składu, aby pozwolić sobie grać ławką rezerwowych w ten sam sposób, co pierwszą piątką, dlatego obserwowaliśmy cały czas zmianę tempa i co za tym idzie zmianę regularności w egzekwowaniu ofensywnych założeń. Mimo to Magic trafiali 52% z gry, bardzo dużo akcji wykańczając pod koszem. Głównie miało to miejsce, gdy Marcin Gortat siedział na ławce rezerwowych. Poza tym obrona Phoenix Suns to nadal dobry close-out na obwodzie, ale nieumiejętność pokrycia zawodnika uciekającego do spot-up, lub ścinającego po zasłonach do pull-up jumperów z wysokiego półdystansu lub za trzy punkty.

W ten sposób fenomenalne spotkanie zaliczył J.J. Redick, który za chwilę może stać się bardzo przydatnym narzędziem w rękach Generalnego Menadżera Orlando Magic. Zawodnik jest nie tylko kandydatem do nagrody Most Improved Player, ale przede wszystkim zerwał z siebie łatkę zadaniowca i przejął rolę lidera zespołu, który miał mieć problem z określeniem swojej tożsamości po odejściu Dwighta Howarda. Jacque Vaughn spieszy się powoli i podejmuje decyzje w głównej mierze oparte o talent swoich graczy, nie schematy będące pomysłem sztabu trenerskiego. Redick dzięki dobrej grze bez piłki i kreowaniu pozycji zdobył w tym meczu 20 punktów i miał aż 9 asyst. Magic byli + 19, gdy przebywał na parkiecie.

Początek meczu dla Słońc wyglądał naprawdę obiecująco, gdy po dobrym ball-movement piłka trafiała w ręce Marcina Gortata, który tym razem nie wahał się, co ma z nią zrobić i wykańczał dobrze pod koszem. Polak stanął dzisiaj naprzeciw Nikoli Vucevica, czyli centra dopiero pracującego na swoje nazwisko w NBA. Nie było to zatem wielkie wyzwanie dla Polaka. Jego relatywnie dobry występ i świetna współpraca z Jaredem Dudleyem, który po penetracjach dostarczał mu piłkę pomiędzy obrońcami – zdeterminował fakt, że w zasadzie żaden obrońca Magic nie kwapił się do help-defense. Polak dobrze radził sobie również w izolacjach, trafiając kilka razy z odchylenia. Zakończył to spotkanie mając na koncie 12 punktów, 6/8 z gry, 6 zbiórek i 2 bloki. Na parkiecie z kolei spędził niecałe 32 minuty, o kilka za mało.


Gospodarze grali dzisiaj bez Gorana Dragicia, który jest chory. W pierwszej piątce zastąpił go Sebastian Telfair. Miał co prawda 8 asyst, grając season-high 37 minut, ale jego zadania opierają się głównie na dostarczaniu punktów, czego dzisiaj zabrakło. Trafił tylko 1 ze swoich 7 rzutów. Gentry wyrwał z niego jego naturalne przystosowanie i kazał przede wszystkim robić to, co Dragic. Telfair był +8, gdy przebywał na parkiecie, więc nie możemy go za nic obwiniać. Po prostu chciałbym zobaczyć, jak poszczególni zawodnicy wykorzystują to, co mają w sobie najlepsze, nie będąc ograniczanymi przez trenera patrzącego im na ręce. To jest kolejna kwestia, która nie podoba mi się w prowadzeniu Suns przez Gentry’ego – nie pozwala ona na odrobinę improwizacji, a jest ona nieodłącznym elementem basketu. Z kolei Telfair bardzo dobrze czuje się, gdy jest uwolniony ze smyczy.

Dobre spotkanie rozegrał Jared Dudley. Skrzydłowy wyszedł w pierwszej piątce, trafił 6/13 FG, miał 15 punktów, 4 asysty, 3 zbiórki i przechwyt. Dudley ożywiał ofensywę swojego zespołu, był jej katalizatorem na początku meczu, gdy dostrzegał partnerów na otwartych pozycjach, lub sam rzucał w sytuacjach spot-up. Grał na tyle dobrze, że Magic w końcu postawili przy nim obrońcę nie schodzącego do środka przy help-defense, bo wiele razy Suns w ten sposób dostarczali do niego piłkę. Dlatego też Jared z 4 prób za trzy punkty – trafił tylko jedną.

Dagger, który zakończył spotkanie trafił na minutę przed końcem Arron Afflalo – gdy z bardzo trudnej pozycji po otrzymaniu piłki na obwodzie trafił nad obrońcą, powiększając przewagę Orlando Magic do 9 punktów. Magic wracają teraz do domu na starcie z Atlantą Hawks, z kolei Suns u siebie podejmą Memphis Grizzlies.

Michał Kajzerek @ Twitter

Komentarze

komentarzy