Spokojna niedziela

Rajon Rondo /fot. Flickr

3 stosunkowo wczesne oraz 3 nocne spotkania. Tak rozkłada się dzisiejszy plan w NBA. Szałów, jeśli chodzi o pojedynki dzisiaj nie ma, ale może drużyny znów Nas czymś zaskoczą ?

Mecz dnia: Brooklyn Nets (7-4) – Portland Trail Blazers (6-6) – godz. 21:00

Ciężko było wybrać mecz, który powinien przykuć najwięcej uwagi. Jednak pojedynek Nets z Blazers będzie obfitować w wiele interesujących match-upów, na czele z Damianem Lillardem wychodzącym przeciwko jednemu z najlepszych rozgrywających ligi, Deronowi Williamsowi.

Goście w dniu dzisiejszym rozpoczynają długą, bo aż siedmio-meczową wycieczkę wyjazdową po USA. Jak na razie na 5 spotkań poza Portland wygrali 2. Z kolei Brooklyn będzie szukał w tym meczu szóstego zwycięstwa w sezonie, w swoim siódmym meczu w Nowym Jorku.

Dzisiaj Nasze oczy powinien przykuć pojedynek obu backcourtów. Deron Williams i Joe Johnson kontra niezwykli w tym sezonie Damian Lillard i Wesley Mathews. Kluczem będzie również to, na ile Brooka Lopeza będzie w stanie zatrzymać J.J. Hickson. Center jest najlepiej punktującym Nets w tym sezonie, zdobywając średnio blisko 20 punktów w meczu.


Warto zobaczyć: Orlando Magic (5-7) – Boston Celtics (7-6) – godz. 0:00

Orlando po dobrym i obiecującym starcie sezonu zaczęło systematycznie pogarszać swoją dyspozycję, jednak w Amway Center to wciąż bardzo wymagający przeciwnik, bo na 6 spotkań, wygrali tutaj 4. Są również zdecydowanie bardziej efektywni w ataku zdobywając w domu ponad 10 punktów więcej niż na wyjeździe.

Z kolei Celtics, po niezłym występie przeciwko Thunder będą chcieli powoli usystematyzować swoją formę i na stałe zadomowić się w górnej części tabeli. Nie zmienia to faktu, że obrona Bostonu nadal jest daleka od ideału, bo w trzech kolejnych meczach dali wrzucić sobie 100 punktów.

Oczy będą tutaj głównie zwrócone na Rajona Rondo, który już dzisiaj ma szansę zrównać się z Johnem Stocktonem w liczbie meczów z 10 lub więcej asystami z rzędu. Rozgrywający Celtics ma ich w tej chwili 36, a do liderującego Magica Johnsona brakuje mu w tej chwili 10 spotkań. Patrząc na dyspozycję Rondo w ostatnim czasie, nie powinno to stanowić większego problemu.

Dla twardzieli: Philadelphia 76ers (7-6) – Phoenix Suns (6-7) – godz. 0:00

Jeśli ktoś wytrzyma po wczesnych meczach Knicks czy Nets czy też Spurs to może się załapać na kolejną beznadziejną pierwszą połowę Suns i możliwy powrót w trzeciej czy czwartej kwarcie.

Drużyna Marcina Gortata jest na jakiejś piekielnej huśtawce formy, która nie wiadomo kiedy osiągnie swoje maksymalne wychylenie, a kiedy zacznie opadać. Póki co, Nas może martwić słaba dyspozycja Marcina i dobre występy z ławki Jermaine’a O’Neala. Dobrym znakiem jest też świetna postawa Markieffa Morrisa, który już zaczął się łapać do pierwszego składu.

Z kolei w szeregach gospodarzy znów łańcuszek zmartwień, który jak zwykle prowadzi najlepszy kręglarz z Philadelphii, Andrew Bynum. Póki co, jego kolana są w fatalnym stanie i nie wiadomo czy gracz w ogóle będzie w stanie założyć koszulkę 76ers w najbliższym czasie. Wygląda na to, że jednak nie.

Philadelphia jest bardzo systematyczna w tym sezonie. Pomijając pierwszy mecz z Nuggets, od drugiego spotkania sezonu przeciwko Knicks notują następujące serie: 2 porażki – 3 wygrane – 2 porażki – 3 wygrane – 2 porażki. Czy Suns zepsują im ładny wzorek ?

Wojciech Bielewicz

Komentarze

komentarzy