Seria trwa

Blake Griffin/ fot. Flickr

W Time Warner Arena po wyrównanym i trzymającym w napięciu do ostatnich minut spotkaniu Los Angeles Clippers pokonali Charlotte Bobcats. Oba zespoły podtrzymały swoje passy, Clippers zwyciężając ósmy raz z rzędu natomiast Bobcats ponieśli dziewiątą porażkę.

Drużyna prowadzona przez Vinny’ego Del Negro po spadku formy w końcówce listopada wróciła już na dobre tory i ich gra wygląda z każdym spotkaniem lepiej. W zupełnie innym położeniu znajdują się Rysie, gdyż właśnie w drugiej połowie listopada notowali bardzo dobre występy wygrywając sześć z dziesięciu spotkań. Następnie jednak coś po spotkaniu na trudnym terenie w Oklahomie „pękło” w drużynie i od tamtej pory nie potrafią przełamać fatalnego impasu. Koszykówka jaką prezentuje młodzież z Charlotte jest z pewnością godną wyróżnienia i obecny bilans drużyny nie jest miarodajną oceną ich potencjału i umiejętności.

Od początku spotkania Clippers starali się przejąć kontrolę nad wszystkimi wydarzeniami i decydować o losach i przebiegu tego meczu. Mozolnie zdobywali punkty, a głównymi ich autorami był duet Chris Paul & Blake Griffin. Rozgrywający drużyny z Miasta Aniołów od początku pojedynku starał się mocno współpracować z silnym skrzydłowym obsługując go alley-oopami, na które gracze gospodarzy nie potrafili znaleźć sposobu. Pomimo przewagi jaką skrupulatnie wyrabiali sobie goście koszykarze z Północnej Karoliny nie chcieli pozostawać im dłużni, indywidualne akcję Kemby Walkera oraz bardzo dobra gra podkoszowych Byrona Mullensa i Bismacka Biyombo pozwalała utrzymywać się stosunkowo blisko Clippers.

Na wyróżnienie z graczy pierwszych piątek zasługuje również Michael Kidd-Gilchrist, który bardzo dobrze radził sobie dziś w obronie. Pomimo niskiej skuteczności rzutowej z gry zdobył 11 pkt dołożył do tego również 8 zbiórek. Jeśli chodzi o takie statystyki w starciu z Clippers to rookie Bobcats wstydzić się nie musi. Kemba Walker zdobył w tym spotkaniu 17 pkt oraz rozdał 6 kluczowych podań. Jego dorobek punktowy jest o tyle ważny, ponieważ na 21 rozegranych spotkań w tym sezonie Walker w 20 zdobywał powyżej dwucyfrowej liczby punktów. Pierwsza kwarta natomiast zakończyła się dwupunktowym zwycięstwem faworytów tego pojedynku i wcale nie zapowiadało to łatwej przeprawy w dzisiejszym spotkaniu. Kwarty numer dwa i trzy była niemalże lustrzanym odbiciem początku spotkania. Los Angeles uzyskiwali kilku punktową przewagę i gdy wydawało się, że Bobcats już nie wrócą do gry Rysie w szybkim tempie odrabiały straty.


Przed spotkaniem można było sądzić, iż ławka gości zdecydowanie pokona interesującą rotację Charlotte. Patrząc się na potencjał rezerwowych Clippers wygrana 46:37 nie jest wielkim osiągnięciem, aczkolwiek miała niebagatelne znaczenie w kwestii końcowego wyniku. Gerald Henderson zdobył 12 pkt i był to jego czwarty w ostatnich pięciu meczach występ kiedy to wchodząc na parkiet jako rezerwowy przekraczał granicę 10 pkt. Ramon Sessions dołożył 11 pkt oraz 3 asysty, Ben Gordon zdobył 8 pkt, natomiast Brendan Haywood 6 pkt i 6 zbiórek(w tym 4 ofensywne, 1/3 wszystkich ofensywnych zbiórek Bobcats).

Wyżej wymieniona czwórka pomimo solidnych występów nie sprostała sile ofensywnej zmienników Del Negro. Jamal Crawford pomimo dość słabego jak na niego występu (9 pkt 2/12; było to jego pierwsze spotkanie w tych rozgrywkach, gdy nie przekroczył granicy 10 pkt) ustanowił w obecnym sezonie swój rekord pod względem asyst rozdając aż 8 kluczowych podań. Lamar Odom chyba już nigdy nie odzyska swojego blasku i formy w której był podczas pobytu w Lakers. Pomimo powrotu do Los Angeles silny skrzydłowy nie potrafi odnaleźć się na parkiecie, a jego występy nie napawają optymizmem. Inny z byłych już graczy największego rywala Clippers Matt Barnes znajduje się na zupełnie przeciwległym biegunie.

W czwartej ćwiartce dzisiejszego spotkania to właśnie dzięki skrzydłowemu Clippers zachowywali przewagę, którą dowieźli do końca spotkania. W całym spotkaniu Matt zdobył 19 pkt z czego aż 11 w ostatniej kwarcie(połowa wszystkich punktów zdobytych przez drużynę z Los Angeles). Kto wie jakby potoczyły się losy tego spotkania, gdyby nie tak cenne punkty w ostatniej odsłonie zdobytej przez Barnesa, na którego recepty nie potrafili znaleźć gracze Rysi. Kolejne bardzo dobre spotkanie zanotował również rozgrywający Eric Bledsoe. Zdobył on 13 pkt(5/9 z gry) oraz rozdał 8 asyst.

Bobcats kolejny już raz pomimo wyrównanego pojedynku i dobrej koszykówki z ich strony schodzą z parkietu jako pokonani. Być może drużynie potrzeba czasu na zebranie cennego doświadczenia, którego brakuje jak wody na pustyni szczególnie w końcówkach spotkań. Okazja do przełamania tej fatalnej serii porażek już dziś w nocy, kiedy to podejmować ich będą popularne Jastrzębie. Jeżeli chodzi natomiast o Clippers, mają oni dwa dni odpoczynku po których czeka ich wyjazd do Milwaukee. Bardzo realnym wydaje się więc podtrzymanie świetnej serii zwycięstw i umocnienie się na prowadzeniu w dywizji.

Komentarze

komentarzy