Rywalizacja na wyjątkowym poziomie
Miałem przeczucie, że tam będzie crunch-time, z wszystkich środowych spotkań to wydawało mi się najbardziej intrygujące. Głównie ze względu na match-upy, a zwłaszcza ten pomiędzy Rudym Gayem i Kevinem Durantem. Prawdziwą gwiazdą był jednak niewątpliwie Zach Randolph, który trafił rzut za trzy z long-range na cztery sekundy przed końcem, tym razem jednak nie był w stanie zmienić losów tego spotkania.
Najpierw dagger Duranta z pół dystansu, potem kolejne cztery trafione osobiste OKC – Grizzlies bez kontuzjowanego Mike’a Conleya byli bliscy wydarcia zwycięstwa z rąk rywala. Po tym, gdy Thunder na początku drugiej kwarty zrobili run 10:0, Grizzlies zdołali jeszcze dwa razy odzyskać prowadzenie (za sprawą Randolpha) po przerwie. Na nic więcej im Oklahoma nie pozwoliła. De facto Russel Westbrook był w tym spotkaniu 0/13 FG, ale Durant, który po dwóch pierwszych kwartach trafił ledwie 1/7 FG, do spółki z Jamesem Hardenem wylewali z siebie siódme poty, by nie odpuszczać w ofensywie. Szczególnie przyjemne dla każdego konsumenta NBA były akcję post-up Kevina w high-post. Jego fade-away jumper to w istocie sztuka wykonywania rzutu.
Starcie między dwójką Gay-Durant nabrało smaku szczególnie w down the stretch, kiedy to właśnie oni mieli egzekwować rzuty swoich zespołów. Rudy trafił z półdystansu na około minutę do zakończenia spotkania, niwelując stratę do zaledwie dwóch punktów. Durant odpowiedział w swoim stylu także trafiając kontestowanego jumpera z mid-range. Pojedynki man-to-man tych panów na dłuższą metę mogą być coraz to ciekawsze. Dagger gwiazdora OKC był jednak decydującym, więc po raz kolejny to on zbiera zasługi zwycięstwa. Niemniej Rudy gra na przekór wszystkim niedowiarkom, którzy kwestionowali jego „wielkość” po odniesionej kontuzji – drugi mecz z rzędu zapisuje na konto double-double (19 pkt, 12 zb)
Niedźwiadki swoje pierwsze punkty z gry rzuciły osiem minut po rozpoczęciu spotkania, do tego czasu żyli na dziewięciu trafionych osobistych. Gospodarze w pierwszej kwarcie szukali swojej skuteczności, niestety bez rezultatu (4/21 FG), ale jako że 90% rozwiązuje się samo, efektywność przyszła wraz z kolejną odsłoną (12/22 FG). Odkąd Thunder odskoczyli rywalowi na około dziesięć oczek, Memphis mozolnie przez resztę kwarty minimalizowali straty, by móc podjąć atak w finałowej części. Trzeba przyznać, że oba zespoły w defensywie wyglądało w miarę solidnie, ale głównie dzięki indywidualnym zagraniom w tej rywalizacji zachodziły jakieś zmiany. A propos – warto wspomnieć w kilku słowach o zastępcy Conleya – Jeremym Pargo, który grając przeszło 37 minut zdobył 15 punktów, 2 przechwyty, 7 asyst i 4 zbiórki. Bardzo dobry występ tego gracza, jego drive’n’dish to jeden z rarytasów tej nocy.
Zespoły, których terminarz nie oszczędzał zaraz na starcie sezonu mogą odczuwać lekki dyskomfort w grze z tak sprawnie zbudowanym przeciwnikiem. Organizm każdego zawodnika wymagał małego przeprogramowania, więc skutkiem ubocznym może być zmęczenie. Zatem fenomen Thunder polega na tym, że mimo intensywniejszego początku sezonu – wyglądali na parkiecie mniej ospale od Grizzlies. Defensywa Memphis skupiała się bardziej w środku pola, zatem Oklahoma miała pole do popisu na perimeter, co było błędem gospodarzy (OKC trafiało 40% za trzy; 10/25 3PT). Komentator lokalnej stacji określił grę Grizzlies słowami: „good defense, better offense”.
„Bardzo dobrze dobrali do nas graczy. Rudy Gay wraca po kontuzji ramienia i radzi sobie bardzo dobrze, to samo dotyczy Zacha [Randolpha] oraz Marca [Gasola]. Miałem nadzieję, że nie podpiszę nowej umowy z nimi, ale to zrobił i mają naprawdę dobry zespół. Wszystko wskazuje na to, że za każdym razem, gdy się z nimi zmierzymy to będzie ostra walka, niemniej zawsze fajna” – powiedział po spotkaniu Kevin Durant, który we wszystkich trzech meczach OKC w tym sezonie zdobywał przeszło 30 pkt. Ostatnim, który dokonał tego samego był Carmelo Anthony dwa lata temu.
Memphis Grizzlies już w piątek rozegrają swoje trzecie spotkanie w sezonie przeciwko Houston, Thunder z kolei mają na jutro zaplanowany swój czwarty mecz w przekroju pięciu dni. Lockout, moi drodzy.










