Rekiny w akwarium ze śniętymi rybami – zapowiedź spotkań z 17 stycznia
Dziś w nocy przed nami 7 spotkań, z których jedno zapowiada się niezwykle emocjonująco. Zapraszamy na zapowiedź wszystkich i oczywiście zachęcamy do zarwania kolejnej nocy z NBA.
Kino nocne:
Miami Heat (8-4, 3-1 u siebie) – San Antonio Spurs (9-4, 0-4 na wyjeździe)
Żadna z drużyn NBA nie budzi u kibiców takich tak gorących namiętności jak Miami Heat. Od czasów „Bad boys” z Detroit nie było zespołu, któremu porażki życzyłoby zgodnie trzy czwarte Stanów Zjednoczonych i połowa Kanady. Potentatom z Florydy w ostatnich meczach trzy razy pod rząd podwinęła się noga, nie dziw więc, że cały koszykarski świat z nadzieją patrzy, czy czasem serii nie uda się kontynuować.
Naprzeciw stanie tym razem ekipa z San Antonio, która od lat (może poza kawałkiem Teksasu) wywołuje u kibiców z grubsza tyle emocji, ile u jej lidera Tima Duncana rzut z czterech metrów o tablicę. Jednak nawet po kontuzji międzynarodowego wzorca boiskowego cwaniactwa w postaci Manu Ginobilego, zespół Spurs potrafi każdemu narzucić swój styl gry. W efekcie, po cichutku, usadowił się w czołówce Konferencji Zachodniej.
Jak zatem wypadną rekiny w akwarium ze śniętymi rybami? Dziś w „Kinie Nocnym” polecam mecz Miami Heat – San Antonio Spurs (początek transmisji o godz. 1.30 polskiego czasu).
DJ Strawberry
Orlando Magic (9-3, 4-1 u siebie) – Charlotte Bobcats (3-11, 1-5 na wyjeździe)
Jaka jest drużyna, która najmniej będzie przeszkadzała Dwightowi Howardowi pod koszem? Charlotte Bobcats. Rysie nie mają podkoszowych, którzy mogliby chociaż spróbować zatrzymać Supermana. Ten jest po słabszym występie przeciwko Knicks, ale zakończonym wygraną. Za to kolejny plusik na konto Orlando w walce o zatrzymanie go na Florydzie na kolejne lata. Dzisiaj prawdopodobnie kolejny, bo kto niby miałby mieć kryptonit w Charlotte?
Cleveland Cavaliers (6-6, 2-1 u siebie) – Golden State Warriors (4-8, 1-4 na wyjeździe)
Cavs wracają do własnej hali po serii spotkań na wyjazdach i mają bilans, który przed sezonem braliby w ciemno. Przyjadą do nich jak zwykle osłabieni kontuzjami Warriors, ale na pewno powalczą o kolejną wygraną wyjazdową po sukcesie w Detroit. Przed Kyrie Irvingiem kolejny pojedynek. Tym razem będzie rywalizował z Monta Ellisem, bo Steph Curry nie zagra przynajmniej do czwartku.
Chicago Bulls (12-3, 5-0 u siebie) – Phoenix Suns (4-8, 1-4 na wyjeździe)
Marcin Gortat przeciwko najlepiej broniącym wysokim NBA. To będzie na pewno ciekawe, ale też bardzo trudne spotkanie dla naszego rodaka. Cała koalicja podkoszowych Bulls świetnie się rozumie i współpracuje w obronie. Na obwodzie jedyną nadzieją Suns na powodzenie będzie kolejny dzień odpoczynku Derricka Rose’a, o czym dowiemy się zapewne tuż przed meczem. Jeśli zagra, to można się spodziewać, że parę razy przegoni defensywę Suns po parkiecie kończąc akcje sam na sam z koszem.
Milwaukee Bucks (4-8, 4-0 u siebie) – Denver Nuggets (8-5, 6-2 u siebie)
Bucks mimo kolejnej porażki na wyjeździe, nieźle się zaprezentowali w Philadelphii. Bardzo zaimponował Andrew Bogut, po którym widać głód gry. Jego starcia z Nene i pozostałymi wysokimi Nuggets będą bardzo imponujące. Ciekawe czy Stephen Jackson i Brandon Jennings jak zwykle w tym sezonie na własnym parkiecie zagrają bardzo dobrze, choćby nie wiadomo jak słabo zagrali dzień wcześniej na wyjeździe. To oni będą kluczem do ewentualnej wygranej.
Houston Rockets (6-7, 4-1 u siebie) – Detroit Pistons (3-10, 1-5 na wyjeździe)
Kolejny trudny test przez Brandonem Knightem i Gregiem Monroe jako liderami nowych Pistons. Tym razem będą musieli się zmierzyć z Kyle’em Lowry i Luisem Scolą. Rockets nie grają porywającej koszykówki, ale są bardzo skuteczności i nabierają rozpędu w swojej grze.
Utah Jazz (8-4, 6-1 u siebie) – Los Angeles Clippers (7-3, 1-2 na wyjeździe)
Utah Jazz przebojem wdzierają się do czołówki drużyn zachodu. Na początku wygrywali tylko mecze z zespołami wyraźnie od siebie słabszymi, ale ostatnie zwycięstwo z Denver Nuggets stawia ich już w nieco innym świetle. Mecz z Clippers może potwierdzić, bądź zaprzeczyć tezie, że będą się bili o miejsca 4-6 na zachodzie. Clippers zagrają prawdopodobnie bez Chrisa Paula, który uskarża się na ból lewego uda. Będzie to dla nich kolejny sprawdzian. Na pewno warto się nastawić na ciekawą walkę podkoszowych obu stron.










