Powrót wielkiej dwójki Heat

Dwyane Wade/ fot. Flickr

LeBron James, Dwyane Wade i Jay-Z – trójka wielkich przyjaciół wyciągnięta prosto ze świata blichtru USA. Tej nocy byli razem i każdy z nich przyciągał oko kamery, o ile operatorzy nie skupiali się bardziej na urodziwej Beyonce. James i Wade zdobyli 53 ze 101 punktów Miami Heat i to z pewnością nie jest szczyt możliwości obu panów. Na ich współpracę w najcieplejszym miejscu na ziemi liczyli już od początków Wielkiej Trójki. D-Wade gra nieregularnie, gdy jednej nocy jest graczem z playoffów 2006, a drugiej zawodnikiem wymęczonym kontuzjami.

Atlanta Hawks gra dobry basket na początku tego sezonu. Są tacy, którzy budzą się, aby ich oglądać. Minionej nocy była na to bardzo dobra okazja. Heat musieli przerwać streak dwóch przegranych z rzędu, z kolei Hawks mogli sprawić im kolejną niespodziankę, zwłaszcza dzięki swojej dobrej grze w defensywie. Jastrzębie rozpoczęły to spotkanie od dobrego ball-movement, do czego Heat musieli się szybko zaadaptować. Zwłaszcza, że miał to być dla nich mecz, w którym zamkną buzię krytykom ich „mistrzowskiej” defensywy.

Nigdy wcześniej nie miałem okazji oglądać Atlanta Hawks, więc widząc ich rozciąganie ofensywy i multum możliwości na wykorzystanie niemal każdego gracza na parkiecie – pomyślałem, ze w końcu ktoś robi tam dobrą robotę. Jeff Teague rozwija się jako penetrująca jedynka z typowym dla siebie drive-and-kick, czyli oddaniem na obwód. W pierwszej kwarcie miał kilka takich sytuacji, gdzie podawał do DeShawna Stevensona, który trafił 4 ze swoich 11 prób z dystansu (2 trójki w pierwszej kwarcie).

Prócz starań Stevensona i Josha Smitha (4/5 za trzy – rekord sezonu) na dystansie, Hawks starali się zrobić, jak najwięcej miejsca w ataku, aby utrudnić Heat zamykanie pozycji, ale większość prób po prostu nie wpadała (32% za trzy). LeBron James w pomeczowym wywiadzie przyznał, że jest zadowolony głównie z tego powodu, iż w końcu defensywa Miami była skuteczna zarówno pod koszem, jak i na dystansie. Nie miał do końca racji, ale kwestionowanie prawdopodobnie najlepszego gracza aktualnie biegającego po parkietach – byłoby po prostu zbyt zuchwałe.


James zakończył ten mecz mając na koncie 27 punktów, 7 zbiórek i 6 asyst, trafił 10/16 FG. Dla konesera ciekawsza była jednak postawa Dwyane’a Wade’a, który świetnie ścinał z rogów i otrzymywał podania prosto w ręce. W końcu jeden z najszybszych zawodników w lidze zaczął wykorzystywać swoją przewagę nad innymi zawodnikami. Zagrywki, które kończyły się egzekucją posiadania przez Wade’a były jednym z lepiej sprawdzających się taktycznie założeń Spoelstry na ten mecz. Rzucający obrońca skończył mecz na skuteczności 11/13 FG i miał 26 punktów, radując swoją postawą serce Pata Riley’a.

Mimo faktu, że obie ekipy żmudnie konstruowały swój atak pozycyjny – to tempo spotkania było naprawdę dobre, o czym świadczy fakt, że przed przerwą prowadzenie przechodziło z rąk jednych do drugich aż czternaście razy. Jastrzębie grały sporo pick-and-rolli, a Heat dobrze je bronili podwajając krycie i zamykając pozycje pod koszem. Pozostając w temacie – bardzo ważne było zatrzymanie w post-up zarówno Ala Horforda, jak i Josha Smitha. W ostatecznym rozrachunku z pomalowanego goście zdobyli tylko 34 punkty, przy czym głównie za sprawą Horforda izolowanego z Chrisem Boshem. Naprawdę fajny match-up, który mógłby mieć ciekawą historię przy okazji serii play-off. Czas pokaże.

Po pierwszej połowie Heat wyszli znacznie bardziej umotywowani i rozszyfrowując ofensywę Hawks – zatrzymali gości na 38% z gry i 15% za trzy. Gospodarze z kolei rzucali w tym meczu na oszałamiającej skuteczności 58% z gry i 43% za trzy. Run 11:2 w trzeciej kwarcie załatwił sprawę, bowiem Jastrzębie do końca spotkania nie były w stanie zbliżyć się do rywala. Heat kontrolując mecz doskonale wykonali swoją robotę.

Michał Kajzerek @ Twitter

Komentarze

komentarzy