Podsumowanie sezonu: San Antonio Spurs

Tim Duncan /fot. Flickr

Jak zwykle byli za starzy, jak zwykle mieli przegrać, jak zwykle mieli być kontuzjowani. Tym razem jednak San Antonio Spurs udowodnili jak świetnym są zespołem i dotarli wreszcie do finału NBA, pierwszy raz od 6 lat.

Bilans w sezonie 2012/13: 58-24 (spadek o 5.0%)

Trener: Gregg Popovich (905-423 w trakcie 17 lat pracy)

Nie ma co tu wiele pisać. Gregg Popovich jest fantastycznym szkoleniowcem, który taśmowo wyprowadza na boisko świetnych graczy, ucząc ich wszystkiego, co potrzebne do wygrywania. W ostatnim sezonie wybuchły talenty Kawhi Leonarda i Danny’ego Greena, a w zbliżających rozgrywkach zapewne pojawi się ktoś jeszcze. Jakby tego było mało, Popovich dostarcza coraz więcej głównych trenerów do innych drużyn. Rok temu Jacque Vaughn trafił do Orlando Magic, teraz Mike Budenholzer do Atlanta Hawks, a Brett Brown do Philadelphia 76ers.

Najlepsi gracze:

Punkty:

Tony Parker – 20.3

Tim Duncan – 17.8

Zbiórki:

Tim Duncan – 9.9

Tiago Splitter – 6.4

Asysty:

Tony Parker – 7.6

Manu Ginobili – 4.6

Przechwyty:

Kawhi Leonard – 1.7

Manu Ginobili – 1.3

Bloki:

Tim Duncan – 2.7

MVP: Tony Parker

To był rok Tony’ego Parkera. Rozgrywający Spurs zagrał prawdopodobnie najlepszy sezon w karierze i niewiele zabrakło, a uwieńczyłby go MVP finałów. Przecież to on swoim fantastycznym rzutem w końcówce meczu numer 1 odebrał przewagę parkietu Miami Heat. Parker zdobywał 20.3 punktu, miał przy tym 7.6 asysty i trafiał aż 52.2% rzutów z gry. Poprawił się w rzutach za 3 punkty, notując 35.3% i ustanowił rekord kariery w skuteczności z linii – 84.5%.

Zanotował PER 23.0, co jest jego najlepszym wynikiem od rozgrywek 2008/09 i gdyby nie kontuzja uda w play-off, to prawdopodobnie o Spurs byśmy dzisiaj mówili jako o obrońcach tytułu. W postseason wciąż był fantastyczny, ale już nie tak skuteczny jak w sezonie zasadniczym. Mimo tego poprowadził Spurs do gry w finale NBA.

Rozczarowanie: Stephen Jackson

Jeden z ulubieńców Gregga Popovicha, który został ostatecznie poświęcony dla lepszej sytuacji salary cap i prawdopodobnie atmosfery w szatni. Rozgrywał swój najgorszy sezon od 11 lat, z gry trafiał na marnym poziomie 37.3%, a mimo to oddawał ponad 11 rzutów na 36 minut gry. Za 3 rzucał ze skutecznością zaledwie 27.1%, oddając ponad 3 rzuty na mecz. Rozbijał w ten sposób atak Spurs, zbyt mocno wierząc we własne umiejętności.

Ostatecznie zwolniony i pozostawiony bez klubu. Ciężko będzie mu znaleźć jeszcze pracodawcę w NBA, bo ma 34 lata i wielokrotnie pokazał, że najlepsze ma już za sobą. Na szczęście jest liga chińska, gdzie chętnie przyjmują takich jak on. Kto wie, może tym razem on zastąpi Tracy’ego McGrady’ego.


Najważniejszy moment w sezonie: Kontuzja Manu Ginobiliego

Wszystko szło idealnie do 29 marca i starcia z Los Angeles Clippers. Spurs mieli bilans 55-17 i walczyli o pierwsze miejsce w konferencji. Wtedy jednak Argentyńczyk doznał urazu, który uniemożliwił mu powrót do pełnej sprawności na play-off. Co prawda grał w nich od samego początku, ale jeśli gdzieś szukać winnego w finałowej serii, to właśnie był to Ginobili, który oczywiście nie jest do końca winien temu, że ograniczyły go urazy.

Przez tą kontuzję, właśnie w serii z Miami Heat zabrakło tego prawdziwego Manu. Tylko 3 razy przekroczył granicę 10 zdobytych punktów, jego średnia to co prawda było 11.6 punktu i aż 4.3 asysty, ale notował też ponad 3 straty.

Debiutanci:

Aron Baynes – nie dostał wielu szans, bo zaledwie 141 minut w sezonie, ale też dołączył do drużyny dopiero w końcówce stycznia. Ciekawy, bardzo inteligentny zawodnik, do tego niezbyt atletyczny, czyli dokładnie taki, jakiego szuka Gregg Popovich. Grał zbyt mało, żeby go ocenić.

Nando De Colo – wybrany w drafcie 2009, ale dopiero teraz doczekał się debiutu. Zdecydowanie po nim było widać, że jeszcze fizycznie nie jest gotowy na NBA. Będzie miał na to jeszcze jeden rok kontraktu, gdzie będzie musiał rywalizować o miejsce w kadrze z Marco Belinellim. Ocena: 3

Komentarze

komentarzy