Pielgrzymka do Mekki – zapowiedź 18 stycznia

fot. DJ Strawberry

Dla koszykarza wystąpić w Madison Square Garden to tyle, co dla piłkarza zagrać na Camp Nou czy Old Trafford. Jeśli Marcin Gortat chce potwierdzić swoje aspiracje do udziału w All Star Game to nie znajdzie lepszego miejsca niż kultowy obiekt na Manhattanie. Musi też wreszcie udowodnić, że jego dobre statystyki indywidualne są w stanie przekładać się na zwycięstwa drużyny z Arizony.

Nowojorczycy sławni są z wielu powodów, ale na pewno nie z racji żelaznej obrony. Akurat pod koszem mają jednak Tysona Chandlera, który w poniedziałek bez wysiłku zatrzymał samego Dwighta Howarda (8 pkt i 10 zbiórek). Czy w pojedynku przedstawicieli wymierającego gatunku klasycznych centrów Polak przebije niedawny występ Supermana?

Dziś w Kinie Nocnym polecam mecz New York Knicks – Phoenix Suns (początek o godz. 1.30 polskiego czasu)

DJ Strawberry

 

Philadelphia 76ers (10-3) – Denver Nuggets (9-5)

Początek o 1:00 czasu polskiego. Philadelphia gra z każdym meczem coraz lepiej, ale dzisiaj napotka na swojej drodze podobnie budowaną drużynę. Też bez klasycznego lidera i też zbudowaną o wyrównany skład z długą ławką rezerwowych. Oba zespoły są w czołówce ligowej jeśli chodzi o ofensywę, więc można się nastawić na wysoki wynik punktowy.

 

Washington Wizards (1-12) – Oklahoma City Thunder (12-2)

Początek o 1:00 czasu polskiego. Jedyne co może zastanawiać przed tym meczem, to rozmiary wygranej Thunder. Inny wynik nie wchodzi w ogóle w grę. Wizards jak ostatnio pisaliśmy są w rozsypce i to chyba gorszej niż rok temu byli Cleveland Cavaliers.

 

Orlando Magic (10-3) – San Antonio Spurs (9-5)

Początek o 1:00 czasu polskiego. Magic zaczynają łapać odpowiedni rytm i grają coraz lepiej. Z kolei Spurs mimo niezłego meczu w Miami przegrali z Heat i na pewno nie będzie im łatwo grać z Magic bez odpoczynku. Dwight Howard kontra Tim Duncan to pojedynek numer jeden, oczywiście do momentu, w którym Duncan straci siły.

 

Boston Celtics (4-8) – Toronto Raptors (4-10)

Początek o 1:30 czasu polskiego. Celtics grają seriami i to coraz dłuższymi. Przegrali 3 mecze, potem wygrali cztery, by znowu przegrać 5 kolejnych. Czyżby teraz był czas na wygranie 6 następnych? Pierwsze 3 z tej ewentualnej serii nie wydają się specjalnie trudne. Na początek Toronto Raptors z poprawioną defensywą, ale bez efektu w postaci oszałamiającego bilansu.

 

New Jersey Nets (3-11) – Golden State Warriors (5-8)

Początek o 1:30 czasu polskiego. Warriors kontynuują podróż po wschodniej konferencji i zawitają dziś do New Jersey. Tam spotkają nazbyt gościnnych Nets, którzy wszystkich przyjezdnych witają chlebem i wodą, a następnie pozwalają im wywieźć zwycięstwo. Warriors wygrali dwa ostatnie mecze i chętnie zabiorą ze sobą też kolejne.

 

Atlanta Hawks (10-4) – Portland Trail Blazers (8-5)

Początek o 2:00 czasu polskiego. Obie drużyny mają duży potencjał, którego póki co nie mogą w pełni wykorzystać. Wydawało się, że obie świetnie wystartowały, ale nagle Hawks stracili Ala Horforda, a Blazers ni z tego, ni z owego przegrali kilka spotkań z rzędu. Teraz jedni i drudzy zawalczą o przedłużenie serii zwycięstw.

 

New Orleans Hornets (3-10) – Memphis Grizzlies (6-6)

Początek o 2:00 czasu polskiego. Grizzlies złapali swój rytm i zaczęli wygrywać nawet z drużynami z czołówki, jak z Chicago Bulls. Ich kolejny przeciwnik zdecydowanie nie należy do wymagających. Hornets przegrali 9 z ostatnich 10 meczów i nie mogą znaleźć swojej gry, co jeszcze dodatkowo utrudnia im seria kontuzji w drużynie.

 

Minnesota Timberwolves (5-8) – Detroit Pistons (3-11)

Początek o 2:00 czasu polskiego. Wolves mają szansę wygrać drugie spotkanie z rzędu, jednocześnie potwierdzając, że pewien pułap już osiągnęli. Jeśli uda im się wygrać po raz szósty, to w porównaniu do zeszłego sezonu będą potrzebowali aż 9 spotkań mniej, żeby osiągnąć taką liczbę zwycięstw. Ricky Rubio zmierzy się z kolejnym zdolnym rozgrywającym – Brandonem Knightem. Pod koszem pojedynek dwóch kandydatów do miana ostatniego gracza tygodnia. Kevin Love kontra Greg Monroe.

 

Sacramento Kings (4-10) – Indiana Pacers (9-3)

Początek o 4:00 czasu polskiego. Faworyt tego spotkania jest jeden. Pacers grają bardzo dojrzałą i odpowiedzialną koszykówkę. Kings swoje nadzieje opierają w łapiących coraz lepszą formę DeMarcusie Cousinsie i Tyreke’u Evansie. Na rywali z Indiany może to jednak nie wystarczyć.

 

Los Angeles Clippers (7-4) – Dallas Mavericks (8-6)

Początek o 4:30. Pobytu Dallas Mavericks w Kalifornii ciąg dalszy. Tym razem ich rywalami będą Clippers, którzy są po ciężkim nokaucie ze strony Utah Jazz i na dodatek grają bez Chrisa Paula, czyli jak bez ręki. Mavericks jeśli nie powtórzą fatalnej skuteczności z meczu z Lakers, to mają spore szanse wyprzedzić Clipps w tabeli konferencji zachodniej. W drużynie Mavs zabraknie Vince’a Cartera.