Orlando vs Oklahoma, czyli One Team Show
Dwight Howard, Kevin Durant
Tak, to już dzisiaj. Dzisiejszej nocy po ponad półrocznej przerwie wróciła najpiękniejsza liga sportowa świata – koszykarska NBA. Po trzech solidnych porcjach basketu, przyszła kolej na następne danie, mecz Oklahomy City Thunder z Orlando Magic. Jedni z nich tracą status elity, drudzy to wschodzące gwiazdy. Jedni skazywani w tym sezonie na porażkę, drudzy na sukces. A jak przedsezonowe oczekiwania zweryfikowało boisko?
Całe Orlando przed sezonem drżało o ich najlepszego zawodnika Dwighta Howarda. Mnóstwo pogłosek o trade, tu do Los Angeles, tu do New Jersey. Został, i to wokół niego będzie bazować cała drużyna z gorącej Florydy. Na jak długo? Przynajmniej do lutego. Wokół niego solidni całkiem strzelcy, rozgrywający trochę jak jeździec bez głowy. A co w Oklahomie? Bojowe nastroje, wysokie morale. Klasyczna jedynka nowej generacji, ligowy superstrzelec i trochę chudszy niż zazwyczaj środkowy. Dobrzy zawodnicy dający zastrzyk energii z ławki. Wielkie nadzieje na zajęcie pierwszego miejsca w średnio dysponowanej w tym roku konferencji.
Zaczęło się. Hala w Oklahomie na pierwszy i ostatni rzut oka wypełniona po brzegi. Ostatnie przygotowania, podskoki i ruszamy. Pierwsze minuty meczu to prawdziwy festiwal punktowy, kiedy wpadło wszystkie 5 rzutów. Trzy punktowe Andersona i Thabo Sefoloshy, szybkie akcje podkoszowe Howarda i wynik 18-11 dla Magic po czterech minutach meczu, jeszcze zanim zdążyłem napisać to zdanie. A co z królem strzelców ligi Kevinem Durantem? Tylko jeden celny rzut na trzy próby. Kiepski początek Oklahomy i czas na prośbę trenera Scotta Brooksa. 40 punktów w cztery minuty? Zapowiadało się fantastyczne spotkanie.
Zaraz po time out poczuliśmy prawdziwy Grzmot. Trzęsienie ziemi? Nie, to tylko Russell Westbrook z Kevinem Durantem. Szybka trójka, przejęcie, wsad, remis. Czas tym razem dla Orlando. W ciągu 6 minut zdobyto tutaj więcej punktów niż przez całą ostatnią kwartę meczu Lakers – Bulls. Dla odmiany po przerwie zawodnicy zaczęli masowo pudłować – faule w ofensywie, straty. Zero punktów przez dwie minuty, a potem rzut dystansowy Hedo Turkoglu przełamał chwilowy marazm, a na tablicy wyników 21-18 dla Magic. Na parkiecie rezerwowi zawodnicy z obu stron, mecz stracił na szybkości, zyskał na nudności. Faule na super-rezerwowym z Oklahomy – Jamesie Hardenie. Wszystkie wykorzystane, następne dorzuca jeszcze Nazr Mohammed, czerwone cyferki pokazują okrągły wynik 22-24 dla gospodarzy. Harden faulowany znowu i znowu. Kolejne wolne, rezultat 22-27, a liderami punktowymi są Howard i Harden z siedmioma oczkami na koncie. Najlepszy center ligi również z pięcioma zbiórkami.
Początek drugiej kwarty bliźniaczo podobny do pierwszej, z bardzo szybko zdobytymi punktami z obu stron. Grzmotowe trójki i kelnerski lay-up nowego zmiennika Howarda – Glena Davisa. Tablica wyników 26-35 dla Thunder i przerwa dla trenera Stana Van Gundy. Następne akcje „punkt za punkt”, a za każdym razem jak Kevin Durant umieści piłkę w koszu publiczność zebrana na meczu tworzy niesamowity wręcz hałas. Chwila nieuwagi i zawodnicy Oklahomy zaczęli w strasznie wysokim tempie odjeżdżać rywalom z Florydy. Rezultat to 31-48 i przerwa dla Magików. Zaraz może być po meczu, bo goście mocni w odrabianiu wielkich strat nigdy nie byli. Czyżbym jednak się mylił? Sześć oczek pod rząd dla Magików i Grzmotowa przerwa. Oklahoma swoją przewagę bardzo chłodno utrzymuje i kończy połowę efektownym alley-oopem. Wynik to 41-55. Liderem punktowym rzecz jasna Kevin Durant z liczbą „14” przy nazwisku.
Po zmianie stron ogólny stan rzeczy zdawał się nie ulec zmianie. Szybkie punkty zdobyli gospodarze, odjeżdżając Magikom na 20 punktów. Zawodnicy Thunder cierpliwie punktowali Orlando, z dużym wykorzystaniem indywidualnych umiejętności Kevina Duranta. Jednak za sprawą trzypunktowych akcji Jameera Nelson i Ryana Andersona udało się zniwelować różnicę do 12 oczek, szybka reakcja trenera Thunder i czas. Trójka Sefoloshy, lay-up Nelsona i 13 punkcików przewagi. Stosunkowo mało punktów i ciekawej gry z obu stron, na tablicy wyników przewaga Oklahomy 55-69 na trzy minuty przed końcem przedostatniej kwarty. Po time-out rezerwy gospodarzy spisały się jak najbardziej na plus, utrzymując przewagę, a nawet ją powiększając. Szybkimi wejściami pod kosz rozbijali oni całą defensywę zespołu z Orlando. Gdy syrena obwieściła zakończenie trzeciej kwarty, w prawym dolnym rogu naszych teleodbiorników widniał wynik 63-81. Osiemnastopunktowa zaliczka przed ostatnią kwartą wydawała się wystarczająca do odniesienia zwycięstwa.
Pierwsze trzy minuty finałowej ćwiartki to seria błędów z obu stron. Ilość punktów w tym czasie była równa zeru. Goście z Florydy uparcie próbowali rzutami dystansowymi z otwartych pozycji, jednak to był zdecydowanie ich dzień. Za linią siedmiu metrów królowali Harden, Westbrook i Durant. Pierwsze punkty Magic zdobyło dopiero upłynięciu czterech minut kwarty. Czas dla Stana van Gundy’ego na poukładania spraw i taktyki na końcowe fragmenty. Przerwa nie zmieniła wiele w poczynaniach Orlando. Większość piłek była kierowana do centra, bądź rzucana z dystansu. Na 4:30 minuty przed końcem przewaga OKC wynosiła 15 punktów. Pod koniec meczu Orlando nie próbowało już nawet walczyć i było pogodzone z porażką. Końcowy wynik meczu to 89-97. Najlepszym strzelcem drużyny gospodarzy został Kevin Durant z 30 oczkami, a gości Ryan Anderson z 25.
Oklahoma City Thunder: Durant – 30 (5 zb, 6as, 2 prz), Ibaka – 0 (6 zb), Perkins – 6 (4 zb, 1 blk), Sefelosha – 8 (3 zb), Westbrook – 14 (6 as, 7 zb, 3 prz), Harden – 19 (6 zb, 3 as), Collison – 4, Maynor – 8 (2 zb), Mohammed – 2 (7zb), Cook – 6
Orlando Magic: Turkoglu – 8 (4 zb, 3 as), Anderson – 25 (10 zb, 3 as), Howard – 11 (15 zb), Richardson – 2 (3 zb), Nelson – 18 (6as), Davis – 6 (5 zb), Redick – 8 (3 zb), Duhon – 0, Clark – 2, Richardson – 0, Wafer – 9









