Oddajcie piłkę Steve’owi
Sama porażka w meczu otwarcia nie jest czymś strasznym dla Lakers, podobnie jak seria 11 przegranych z rzędu. Gorzej, że wybrany na nowego reżysera zespołu – Steve Nash wyglądał jakby nie wiedział gdzie i jak ma grać.
Od momentu, gdy Mike Brown ogłosił, że Lakers będą grali w ataku tzw. Princeton Offense, wszyscy przyklasnęli, że to świetnie rozwiązanie, które pogodzi chęci posiadania piłki przez Kobe Bryanta z wielkimi umiejętnościami Steve’a Nasha. W pierwszym meczu to jednak nie wypaliło.
Oczywiście jeden mecz nie jest wystarczającym papierkiem lakmusowym, żeby oceniać grę całego zespołu, lecz przy braku materiału poglądowego jest jedynym punktem odniesienia. Z powodu urazów Dwighta Howarda, a także Kobe Bryanta, Lakers zagrali tylko jeden mecz przedsezonowy w pełnym składzie i spotkanie z Mavericks było dopiero ich drugim wspólnym występem.
Od początku meczu rzuciło się w oczy to, że Steve Nash pełni w tej drużynie rolę przeprowadzającego piłkę na drugą połowę boiska. Rozgrywającym był w największym stopniu Pau Gasol, który otrzymywał podanie w odległości 4-5 metrów od kosza i stamtąd grając tyłem do kosza decydował o dalszym rozwoju akcji.
Nie szło mu to źle, bo zaliczył w całym meczu aż 6 asyst, a kilka akcji z Dwightem Howardem, czy Jordanem Hillem było naprawdę dobrych, ale nie po to ma się w zespole zawodnika, który w 7 z ostatnich 8 sezonów notował średnio ponad 10 asyst na mecz, żeby zostawiać go z boku.
W grze Lakers było za dużo izolacji. Oczywiście gdzieś trzeba pogodzić indywidualne ambicje Gasola, Dwighta Howarda, Bryanta, czy Metta World Peace’a, ale czy trzeba to robić kosztem jednego z najlepszych rozgrywających NBA?
Przed Mike’iem Brownem duży zgryz, bo Lakers przede wszystkim muszą się zacząć nawzajem czuć. Nie było po nich widać chemii. Jest to typowe dla drużyn, które dopiero zaczynają ze sobą grać. Ich akcje były mechaniczne, jakby je dopiero ćwiczyli na treningu, podpowiadając sobie nawzajem, kto gdzie ma pobiec.
Z drugiej jednak strony, co ma powiedzieć Rick Carlisle, który w porównaniu z poprzednim sezonem ma aż 9 nowych zawodników, w trakcie przygotowań wypadli mu Dirk Nowitzki i Chris Kaman, a Eddy Curry dołączył do zespołu zaledwie kilka dni temu. On jednak nie ma problemu gwiazd, których apetyty trzeba pogodzić i to było widać.
Abstrachując jednak od źle ustawionego ataku, Lakers wielokrotnie puszczali akcje w obronie. O ile można było przyjąć za pewne, że szybcy rozgrywający, jak Darren Collison będą mijali z dużą łatwością Steve’a Nasha, to już ogrywanie Gasola i Howarda przez trio Elton Brand, Eddy Curry, Brandan Wright jest czymś niedopuszczalnym.
Obrona, podobnie jak atak potrzebuje czasu, żeby się zazębić, ale z drugiej strony wszyscy ci zawodnicy są doświadczeni, wiedzą jakie mechanizmy funkcjonują w koszykówce i powinni dużo lepiej grać w oparciu choćby o własne doświadczenie.
Jeśli jesteście kibicami Lakers, to nie załamujcie rąk. To tylko 1 mecz, co prawda 11 z rzędu przegrany, ale to wciąż tylko 1 mecz i to pierwszy w sezonie, a będzie 81 kolejnych. Drugi już najbliższej nocy z Portland Trail Blazers i będzie okazja do poprawy.










