No Bosh, No Problem

W pierwszej połowie wszyscy byli przekonani, że dla Miami to będzie zupełnie inna historia niż z New York Knicks. Tak, to na pewno będzie zupełnie inna historia niż z Knicks, bo Pacers są zwyczajnie lepszym zespołem na każdej płaszczyźnie. Choć brakuje im jednego elementu – gracza, który byłby w stanie wykończyć mecz, tzw. closera. Dla ekipy z Big Apple był to Carmelo Anthony, kto miałby pełnić tę rolę w Indianie? Danny Granger? Roy Hibbert? Oni nie są gotowi, by w pojedynkę pociągnąć zespół.

To będzie główna bolączka tego zespołu podczas całej serii i dała się Pacers we znaki już w drugiej połowie, gdy Heat prowadzeni przez MVP i Dwayne’a Wade’a rozpoczęli swój zmasowany atak i dominacje na tablicach. Przed spotkaniem LBJ został oficjalnie przedstawiony jako Najbardziej Wartościowy Gracz sezonu 2011/2012. W pełni zasłużone wyróżnienie, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Nie zgodzić mogą się jednak fani Oklahomy City Thunder, bowiem jego bezpośrednim rywalem był Kevin Durant. James zadedykował jednak nagrodę swojemu zespołowi i fanom, którzy jednak… zawiedli.

Gdy mecz się rozpoczynał w AmericanAirilnes Arena było mnóstwo pustych miejsc, nawet w pierwszych rzędach. Energia z trybun w ogóle nie docierała do graczy, którzy rozpoczęli ten mecz ospale. Defensywne braki gospodarzy, doskonale wykorzystali Pacers, zwłaszcza pod koszem, gdzie Hibbert nie za wiele robił sobie z obrony Chrisa Bosha. Dobry ball-movement, więcej podań niż zbędnego kozłowania i Pacers potrafili trzymać Miami na dystans. U boku Roya dobre zawody grał David West. Człowiek, bez którego Pacers nie osiągnęli by w tym sezonie tak wiele. Jestem przekonany, że to najlepszy transfer, jakiego dokonał Larry Bird przed rozpoczęciem rozgrywek.

Przewaga Pacers choć raz topniała, a raz się podnosiła – pozwoliła przetrwać im pierwszą połowę z dobrą perspektywa na kolejne 24 minuty. Erik Spolestra jednak zmotywował swoich graczy i przygotował dla Pacers niemiłą niespodziankę w drugiej połowie w postaci dwójki James –Wade. Panowie zdobyli razem 42 punkty i rzucali na poziomie 50% FG (W DRUGIEJ POŁOWIE!). Tym razem obrona gości nie znalazła na nich żadnej odpowiedzi. Wcześniej LeBron James nawet w izolacjach miał pewne problemy, ale raz jeszcze udowodnił, że współpraca z Dwyanem Wadem jest środkiem do osiągnięcia celu, jakim jest oczywiście zdobycie mistrzostwa.

Gospodarze zdobyli w drugiej połowie 26 punktów na tablicach, przy zaledwie 12 Pacers. Sam James zebrał dziewięć piłek i był tą samą bestią, która wykończyła Knicks. Nawet kontuzja Chrisa Bosha, która ostatecznie okazała się niegroźna – w żaden sposób nie ograniczyła siły Żaru do tego stopnia, aby mogli oddać to spotkanie. Tymczasem Danny Granger, który miał stanowić odpowiedź, zdobył w tym meczu 7 punktów i był 1/10 FG. Tutaj w głównej mierze zadziałała – tłamsząca rywala – defensywa Heat. Na ten moment Pacers wyglądają na bezradnych, ale to dopiero początek serii.

Kolejne spotkanie pomiędzy tymi ekipami odbędzie się w środę o 1:00.

Śledź autora tekstu na twitterze