Niedźwiedzie sprowadzają Rakiety na ziemię

Zach Randolph /fot. Flickr

Po bardzo emocjonującym spotkaniu w hali FedEx Forum, drużyna gospodarzy pokonała Houston Rockets. Pomimo siedmio punktowej straty po pierwszej kwarcie, Memphis zdołało z nawiązką odrobić dystans dzielący ich do „Rakiet”, choć losy zwycięstwa ważyły się do końca czwartej kwarty.

Skrzydłowi prowadzą Grizzlies ku zwycięstwu

Grizzlies dzięki świetnej postawie w tym meczu Zacha Randolph i Rudy’ego Gay’a, zdołali odnieść czwarte w tym sezonie zwycięstwo. Występujący na pozycji silnego skrzydłowego Randolph osiągnął w tym spotkaniu double-double na poziomie 15 punktów i 14 zbiórek, ponadto dołożył do tego 3 bardzo cenne bloki. Gay pomimo nie najwyższej skuteczności w tym spotkaniu(zresztą jak cała drużyna) dołożył od siebie 21 punktów. Najsłabiej za to zaprezentował się inny ważny element układanki Lionela Hollinsa Marc Gasol, który będąc ponad 30 minut na parkiecie, trafił jedynie 3 rzuty na 12 prób.

Rezerwowi kluczem do sukcesu

Starterzy „Miśków” mogli tego dnia liczyć na wymierną pomoc graczy z ławki, czego nie można już powiedzieć o graczach z Houston. Sam Jerryd Bayless, który zdobył 12 pkt, miał jedynie trzy punkty mniej niż cała ławka rezerwowych Rockets razem wzięta.


Słabszy brodacz, słabsze Houston

Wszyscy sympatycy NBA zachwycali się początkiem sezonu „Rakiet” a dokładniej James’em Harden’em. Były gracz Oklahoma City Thunder nadawał ton grze drużynie z Toyota Center „kręcąc” licznik na granicy 40 pkt. W spotkaniu z Memphis zauważalne jest znacznie obniżenie lotów przez Ardena który trafił jedynie 4 rzuty na 18 oddanych(!), należy jeszcze dodać do tego aż 5 strat jakie zanotował w tym spotkaniu(na równi z Omerem Asikiem przodowali w tym elemencie gry).

Strata goni stratę

Nie od dziś wiadomo, iż Jeremy Lin liczbę asyst ma mniej więcej na takim samym poziomie jak liczbę strat. Jego partnerzy z drużyny niestety podążają tą samą drogą. Liczba 20 strat w tym spotkaniu i średnia ponad 19 na każdy mecz jest co najmniej zatrważająca. Sądzę, że gdyby nie masa straconych piłek po których gracze gospodarzy zdobywali szybkie i łatwe punkty, Rockets mogliby się dziś pokusić o zwycięstwo.

Koszykarze z Houston, którzy 5 min przed końcową syreną przegrywali 12 punktami rzucili się do odrabiania strat. Warto dodać, iż udało im się zniwelować straty do stanu 87:85, kiedy to jednak na dwie minuty przed zakończeniem spotkania Mike Conley, przesądził o losach spotkania trafiając za trzy punkty.

Komentarze

komentarzy