Niedźwiadki zatrzymane

Danilo Gallinari /fot. Flickr

Kto by się spodziewał, że grający słabo od początku sezonu Danilo Gallinari i JaVale McGee będą tymi zawodnikami, którzy najbardziej się przyczynią do pierwszej porażki Grizzlies w tym sezonie. Nuggets byli lepsi 97:92.

Jaki jest sposób na Grizzlies? Pokonać ich pod względem atletyczności i sprowokować do gry nie w swoim systemie. To pierwsze nie jest trudne, bo poza Rudy Gayem nie ma w Memphis graczy, którzy skaczą wysoko, są piekielnie silni fizycznie. Te braki nadrabiają sprytem, dobrym ustawianiem się i inteligencją. Na Nuggets było tego jednak za mało.

Denver są jak dotąd najbardziej chimeryczną drużyną tego sezonu NBA. Mają za sobą trzy serie, najpierw 3 porażek, następnie 4 wygranych i znowu trzech porażek. Nikt nie gra tak nierównej koszykówki na początku sezonu jak oni. Nie wiadomo kto nagle odpali, kto zagra świetny mecz, a kto przejdzie obok niego. To broń obusieczna, którą dzierży George Karl i póki co manewruje nią trochę po omacku.

Kluczem Nuggets do wygranej było ulubione słowo trenerów od obrony, czyli hustle. Atakowali tablicę Grizzlies jak natchnieni, zbierając aż 21 piłek, do tego wymusili 17 strat i często dostawali się na linię osobistych. Ten ostatni element był bardzo ważny w ostatniej kwarcie, bo Grizzlies swój piąty faul złapali już na 4 minuty przed końcem meczu. Musieli odpuścić twardszą walkę na tablicach, gdzie i tak nie mieli zbyt dużych szans, bo Karl wpuścił na końcówkę McGee i Farieda.

Problemem Grizz w końcówce okazał się Rudy Gay, który jako jedyny trzymał równy poziom przez cały mecz. Trafiał regularnie (8/13), nie popełniał głupich błędów, aż do ostatniej akcji, w której zamiast spróbować dostarczyć piłkę pod kosz do Randolpha chciał grać jeden na jednego z Andre Iguodalą i przegrał ten pojedynek.


Nie udało się meczu uratować w obronie, gdy Danilo Gallinari trafił daggera na 12 sekund przed końcem, zaprzeczając wczorajszej krytyce. Grizzlies byli na tyle rozbici, że nie potrafili dostarczyć nawet piłki w ostatniej akcji do Gaya. Jerryd Bayless wyrzucił ją w aut i było po zawodach.

Niedźwiadki nie przypominały siebie w tym meczu. Brakowało tak klasycznej dla nich gry pick and pop między Mike’iem Conleyem, a Marciem Gasolem. Hiszpan grał bardzo dużo tyłem do kosza, podobnie jak Zach Randolph, przez co atak był bardzo statyczny. Brakowało ruchu, ścięć po linii końcowej Tony’ego Allena, który uparł się na rzucanie z dystansu.

Nie było też wsparcia ze strony ławki rezerwowych. Dziwi brak w drugiej połowie Wayne’a Ellingtona, który nie wyszedł nawet na sekundę. No i najważniejsza rzecz, czyli przegrana tablica własna. Obie ekipy podzieliły ją po połowie, zbierając po 21 piłek pod koszem Grizzlies. Punkty z ponowień zabiły Grizzlies i odsunęły marzenia o nowym rekordzie klubu pod względem kolejnych wygranych z rzędu.

Grizzlies mają teraz kilka dni wolnego. W piątek podejmą u siebie LA Lakers, a potem dostaną Cavaliers, Raptors i Pistons, czyli dość łatwe mecze. Nuggets z kolei czeka wyjazd w środę do Minnesoty, a potem dwa mecze u siebie z Warriors i Hornets. Szanse na serię 4 wygranych są duże.

Piotr Zarychta @ Twitter

Komentarze

komentarzy