Niedźwiadki dostały z Byka

Pisząc zapowiedzi spotkań z dzisiejszej nocy ten mecz wybrałem na mecz dnia, sądząc, że będzie najbardziej wyrównanym. Pomyliłem się na całej linii, co nie znaczy, że oglądanie tego meczu nie było przyjemne. Bulls roznieśli Grizzlies na własnym parkiecie 40 punktami i były ofiary tego pogromu z obu stron.

Gracze z Chicago nie pozostawili żadnych złudzeń rywalom, wśród których od początku meczu widać było brak Mike’a Conleya. Akcje Grizzlies nie miały tempa, a świetna obrona Byków nie pozwalała im na nic. Jeremy Pargo ma za sobą jeden niezły występ w NBA i masę bardzo dobrych w Europie, ale pierwsza piątka to jeszcze zbyt wysokie progi dla niego. Dzisiaj z resztą wydawało się jakby te progi były za wysokie dla wszystkich graczy z Memphis.

Bulls byli lepsi od rywali pod każdym względem. Grali zgodnie z tym, co w tym sezonie jak mantrę przypomina im Tom Thibodeau, czyli szybki kontratak po świetnej defensywie. W całym spotkaniu zdobyli w ten sposób 33 punkty, przy 13 Grizzlies. Ograniczyli rywali do zaledwie 31% skuteczności z gry i 11% za trzy.

Nie było ani jednego momentu, w którym byliby zagrożeni, a momentami Omer Asik grał w ofensywie jak zawodnik na średnią 15 punktów na mecz. Jednak jeśli miałbym wybrać kogoś najlepszym graczem tego spotkania, to wybrałbym Ronnie Brewera. Co prawda to Carlos Boozer miał dzień konia i trafiał wszystko i zewsząd, ale to Brewer jest dla mnie największym zaskoczeniem w ekipie Bulls na początku sezonu.

W całym poprzednim sezonie trafił 6 z 27 rzutów za trzy (22.2%), w całej karierze przed tym sezonem trafił 47 z 202 rzutów (23.3%). W tym sezonie ma na razie 4/4. Ale nie chodzi o samą skuteczność, bo liczba rzutów na razie nie jest duża, tylko o pewność jego gry. Jeszcze w poprzednich rozgrywkach wielokrotnie gdy dostawał piłkę do rzutu, to się zastanawiał, męczył te rzuty, przez co jego skuteczność nie wyglądała najlepiej i w ten sposób też spowalniał ofensywę.

Teraz tego już nie ma. Jest nowy zawodnik, który się nie waha i trafia raz za razem. Bulls potrzebowali graczy na pozycjach 2-3, którzy będą rozszerzać strefę obronną swoim zasięgiem rzutu. Założę się, że samo przyjście Richarda Hamiltona nie było wystarczającym powodem, żeby zwolnić Keitha Bogansa. Gdy Thibodeau zobaczył z jaką łatwością gra i rzuca Brewer, nie miał wątpliwości co do zwolnienia doświadczonego gracza.

Bulls są teraz na fali. Z objazdówki po Kalifornii przywieźli 3 skalpy i tylko raz przegrali. Debiut we własnej hali wypadł niesamowicie. Podobne spotkanie pamiętam w finałach 1998 roku, gdy Bulls w meczu numer 3 wygrali 96:54 z Utah Jazz. Teraz mają dzień odpoczynku, po którym zagrają z Atlanta Hawks. Ci z kolei będą w back-to-back po potyczce z Miami Heat, więc można się spodziewać ich gorszej dyspozycji.

Jest tylko jeden problem dla Bulls. Nie wiadomo czy zagra C.J. Watson, który odniósł kontuzję ręki na początku czwartej kwarty i nie dograł meczu do końca. Zastąpił go John Lucas i nieźle sobie poradził, ale przeciwnik nie był wymagający.

Zaś co do Grizzlies, to mają bardzo ciężki start sezonu. Bilans nie jest dobry, a i kolejne mecze trudne. Po dniu przerwy zagrają 2 mecze dzień po dniu z Kings i z Wolves. Na szczęście informacje o stanie zdrowia Zacha Randolpha są obiecujące. Na początku drugiej kwarty zderzył się z Rudy Gayem i opuścił parkiet. Okazało się jednak, że to tylko lekkie zwichnięcie kolana i Z-Bo będzie mógł grać już w najbliższym spotkaniu.

CHI: Carlos Boozer – 17 (11 zb), Ronnie Brewer – 17 (7 zb, 5 as), Derrick Rose – 16 (6 as), Luol Deng – 11 (7 zb), Joakim Noah – 8 (7 zb), Omer Asik – 8 (8 zb, 3 blk), John Lucas – 8, Taj Gibson – 7, Kyle Korver – 6, C.J. Watson – 4, Jimmy Butler – 2, Brian Scalabrine – 0

MEM: Josh Davis – 10, Sam Young – 10, Marc Gasol – 8 (10 zb), Quincy Pondexter – 7, O.J. Mayo – 6 (5 as), Josh Selby – 6, Rudy Gay – 5, Jeremy Pargo – 4, Dante Cunningham – 4 (7 zb), Zach Randolph – 2, Tony Allen – 2

Śledź autora tekstu na Twitterze

Komentarze

komentarzy