Nie ma Rondo, Nets harcują

Deron Williams i Brook Lopez / fot. Flickr

Przed wczorajszym spotkaniem Celtics wygrali 17 z ostatnich 19 meczów z Nets. Brooklyn okazał się być dla nich jednak mniej przyjazny niż New Jersey i po zaciętym spotkaniu, podopieczni Doca Riversa musieli uznać wyższość gospodarzy, przegrywając 97-102.

No Rondo = problem.

Rajon Rondo skręcił kostkę w środowym spotkaniu z Utah Jazz i nie mógł przez to wystąpić we wczorajszym pojedynku z Nets. Lidera Celtów w pierwszej piątce zastąpił Leandro Barbosa i choć Brazylijczyk zaliczył naprawdę solidny występ (17 pkt, 5/11 FG), to jednak w grze gości widać było brak ich podstawowego rozgrywającego. Ofensywa Celtics nie działała momentami (głównie w pierwszej połowie) tak jak powinna, a zespół, który jest w tym sezonie w Top5 asyst, zanotował ich wczorajszego wieczora zaledwie siedemnaście.

Głównym playmakerem stał się Jason Terry (6 asyst), jednak większość punktów Celtowie zdobyli dzięki indywidualnym akcjom Leandro Barbosy (17pkt 5/11 FG) i Paula Pierce’a (22 pkt 8/12 FG).

Śledź ZkrainyNBA na Twitterze!

Brook(lyn)

Bohaterem tego spotkania po stronie gospodarzy był z pewnością Brook Lopez (24 pkt, 11/14 FG). Center Nets, którego przed tym sezonem wiele osób widziało już w Orlando Magic pokazuje, że po ofensywnej stronie parkietu jest jednym z najlepszych big-manów w lidze (69% FG w tym sezonie). Problemem wciąż pozostaje dla niego walka na tablicach – w meczu z Celtics przez 35 minut zebrał ledwie 6 piłek – jednak gdy w drużynie ma się Reggiego Evansa (9 zb) i Krisa Humphriesa (13 zb) można mu to wybaczyć.

Dobrym sygnałem dla fanów Nets może być także coraz lepsza współpraca na linii Lopez-Williams, co owocuje akcjami chociażby takimi jak ta poniżej:


Trzecia kwarta

Nets po raz kolejny w tym sezonie stracili swoją przewagę z początku spotkania. Wczoraj nie skończyło się to dla Nowojorczyków tak tragicznie jak chociażby w meczu z Minnesotą Timberwolves, jednak na 12 minut przed końcem spotkania, fani zgromadzeni w Barclays Center znowu mieli poważne powody do obaw.

Na przestrzeni trzeciej kwarty goście zaliczyli ‚run’ 20-2, a po dość słabej pierwszej połowie meczu obudził się Paul Pierce, zdobywając w tej odsłonie aż 11 ze swoich 22 punktów.

Celtowie w końcu zaczęli lepiej grać na tablicach i przestali pozwalać gospodarzom na łatwe punkty z ponowienia (w pierwszych 24 minutach Nets zebrali na atakowanej tablicy aż 15 piłek, w drugiej połowie już tylko 3). Doc Rivers skutecznie zmotywował swój zespół w szatni i spotkanie trzymało w napięciu do samego końca.

Rzuty Wolne

Celtics mieli w końcówce szanse na wygranie tego spotkania, jednak na linii dwukrotnie mylili się kolejno Paul PierceJason Terry. Zawiódł szczególnie ten pierwszy, który po świetnej trzeciej kwarcie, w niecharakterystyczny dla siebie sposób zniknął gdzieś na ostatnie 12 minut i popełniał głupie błędy, które ostatecznie kosztowały Celtics zwycięstwo.

Poskutkowała także znana z Euroligowych parkietów taktyka Avery’ego Johnsona, który w końcówce spotkania, zamiast pozwolić rywalom na oddanie skutecznej próby za trzy, polecił swoim zawodnikom faulować przeciwników zanim ci zdołają w ogóle pomyśleć o rzucie zza łuku.

Krzysztof Uzdowski@Twitter

PS. Na koniec jeszcze krótki filmik pokazujący, jak powinno zakładać się klasyczny, zapaśniczy krawat:

 

Komentarze

komentarzy