Nash’s still alive! Suns pokonują Hawks

W dzień przed swoimi 38. urodzinami, Steve Nash odnotował znakomity występ w spotkaniu przeciwko Atlancie Hawks i poprowadził ekipę z Phoenix do jakże cennego zwycięstwa wyjazdowego 99-90

38 lat, a w kanadyjskim rozgrywającym nadal drzemie ogromny głód walki. Kto wie czy nie był to przedsmak jutrzejszego występu Nasha przeciwko Bucks? Jedyne co może popsuć jego święto to fakt, iż mecz odbędzie się w Milwaukee, a zarówno kibice jak i przede wszystkim sami zawodnicy tej drużyny pewnie nie będą chcieli sprawić mu prezentu w postaci wygranej Słońc.

Atlanta w ostatnim czasie znalazła się na delikatnej huśtawce formy. Trzy minione spotkania u siebie (wliczając dzisiejsze z Phoenix) zakończyli dość znaczącymi porażkami, najpierw różnicą 19 punktów z Grizzlies, następnie 11. z 76ers i w końcu dzisiaj 9. oczkami z Suns. Trochę może dziwić taka postawa Jastrzębi gdyż dopiero co wrócili z wyjazdowej podróży, podczas której, żeby było ciekawiej, na pięć rozegranych spotkań wygrali aż cztery. W nocy ze środy na czwartek czeka ich potyczka z Indianą Pacers, która zakończy serię czterech meczów z rzędu w Philips Arena.

Wróćmy jednak do tego, co wydarzyło się dzisiejszej nocy w Atlancie. To, co może nas delikatnie zasmucić to dość słaba postawa w spotkaniu Marcina Gortata, który niestety w żadnej statystyce nie osiągnął dwucyfrowej zdobyczy. Mecz zakończył z dorobkiem 8 punktów i 9 zbiórek jednak i bez jego double-double zespół potrafił sobie z rywalem poradzić.

Steve Nash i Channing Frye, ta dwójka zawodników Suns w największym stopniu przyczyniła się do końcowego sukcesu gości. Drugi z nich zdobył dzisiaj 19 punktów trafiając 8 ze swoich 16 rzutów z gry, w tym 3/8 za trzy. Jeszcze lepiej przedstawiają się statystyki Nasha: 24 punkty, 9/12 z gry i stu procentowa skuteczność na czterech oddanych rzutach za 3.

To, czego się obawiano przed meczem to matchup pomiędzy Frye’m a Joshem Smithem. Zawodnik Atlanty zanotował bardzo dobry występ zdobywając 18 punktów jednak PF Phoenix wykonał swoje zadanie nawet z delikatną nadwyżką.

Przewaga gości zaczęła się kształtować w kwarcie drugiej kiedy to odskoczyli swoim rywalom już na 16 oczek. Tę różnicę, za sprawą trójki Joe Johnsona, udało się zniwelować nawet do czterech punktów jednak wtedy przypomniał o sobie… Steve, trafiając znakomitego buzzera na przerwę powiększając przewagę Phoenix do siedmiu punktów.

Po przerwie, a będąc ściślejszym do stanu 60-58 dla Suns gra (a raczej wynik) była jeszcze dość wyrównana. Potem rozpoczął się stopniowy „odjazd” gości a największy udział mieli w nim nie kto inny jak Frye i Nash, którzy w trzeciej kwarcie zdobyli po 7 punktów. Na nieszczęście dla Hawks w tej części meczu punkty dla ich zespołu zdobyło ledwie trzech graczy i to okazał się gwóźdź do trumny ekipy z Atlanty.

W kwarcie ostatniej obaj trenerzy dali pograć rezerwowym, a na szczególną uwagę zasłużył po tej odsłonie Willie Green, który trafił 5 ze swoich rzutów w Q4 zdobywając 12 punktów dla Jastrzębi. Nie zmieniło to zbytnio sytuacji Atlanty, która ostatecznie przegrała różnicą tylko dziewięciu oczek. Co z tego, że „tylko” skoro porażka to porażka, nie ważne w jakim rozmiarze.

ATL: Josh Smith – 18, Joe Johnson – 17, Willie Green – 14, Ivan Johnson – 9, Marvin Williams – 8, Zaza Pachulia – 7 (8 zb, 3 prz), Jeff Teague – 6, Jannero Pargo – 5, Kirk Hinrich – 4, Tracy McGrady – 2, Vladimir Radmanovic – 0, Jerry Stackhouse – 0

PHO: Steve Nash – 24 (4×3, 11 as), Channing Frye – 19 (3×3, 9 zb), Jared Dudley – 10, Michael Redd – 10, Sebastian Telfair – 9, Marcin Gortat – 8 (9 zb), Markieff Morris – 7 (7 zb, 3 blk), Robin Lopez – 6, Josh Childress – 4, Grant Hill – 2 (5 as)

Śledź autora tekstu na Twitterze!