Nash uratował swój dzień
Miły prezent na urodziny dla Steve’a Nasha. Kto by pomyślał, że w wieku 38 lat rozgrywający będzie jednym z najbardziej atletycznych na swój urokliwy sposób graczy w całej lidze. Mecz z Bucks był potwierdzeniem, że emerytura to dla Nasha odległa perspektywa, teraz myśli o wygrywaniu meczy, ale czy chce robić to w Phoenix? Nic nie wskazuje na to, jakoby miał z tym jakiś problem.
W międzyczasie Słońca odniosły trzecie zwycięstwo z rzędu odseparowując się od najgorszej trójki zachodu. Dalej jednak potrzebują kolejnych serii wygranych, by nawiązać walkę z Memphis, Utah i Minnesotą. Niewiele się pomylę, jeżeli powiem, że dwóch najbardziej regularnych graczy w ekipie Alvina Gentry’ego to jubilat Nash oraz nasz Polski Młot z Łodzi. Marcin Gortat co prawda nie zdobył double-double dwa razy z rzędu (szok!), ale jego zbiórka na 24 sekundy przed końcem spotkania była kluczowym czynnikiem w zaledwie dwu-punktowym zwycięstwie.
Przez pierwsze dwie kwarty spotkania Bucks nie istnieli w defensywie, a Brandon Jennings przekreślił tym meczem swoje szanse na All-Star Game. Nie pomógł nawet powrót niesfornego ostatnio Stephena Jacksona, który rzucił 12 oczek. Suns zdobyli 48 punktów na deskach przy zaledwie 22 Bucks, ale to w gruncie rzeczy mogło ich pogrążyć w trzeciej kwarcie. Pierwsza piątka grała tak składną i ładną koszykówkę, że Scott Skiles załamywał ręce nad grą swoich podopiecznych. Nash poprowadził zespół z Phoenix do przeszło dwudziesto-punktowego prowadzenia. Miłego złego początki.
Gospodarze bez Andrew Boguta na środku grali niewyraźnie, ale pokładali nadzieje w swoich strzelcach, bo mają ich kilku. Zaufał im także Skiles. Trener Suns nie widział powodu, aby dalej grać wyjściową piątą i desygnował do gry rezerwowych, aby pobiegali kilka minut ściągając z krzyża kluczowych gracy zespołu nieco obciążenia. Bucks wykorzystując warunki i umiejętności rozpoczęli run, który z -21 wyprowadził ich na początku czwartej kwarty do +4 (32:9). Suns przez ten niecały kwadrans byli najgorszą drużyną w lidze, a Nash i Gortat przyglądali się kolegom z ławki nie wierząc własnym oczom.
Gentry opamiętał się w porę i sprowadził na parkiet z powrotem całą wyjściową piątkę. Dudley – Nash – Gortat – Frye – Hill mieli wspólnie sprawić, by te urodziny kanadyjskiego rozgrywającego nie skończyły się tak przykrą niespodzianką. Choć mecz do ostatnich sekund pozostawał nierozstrzygnięty – ekipa Słońc nie zawiodła swojego lidera albo on nie zawiódł ich trafiając floatera na pięć sekund przed końcem. W kolejnym posiadaniu Bucks dostarczyli piłkę w ręce Jacksona, lecz ten podwojony nie był w stanie oddać nawet rzutu. To najprawdopodobniej była największa defensywna akcja Phoenix w całym spotkaniu.
Tandem Gortat – Nash zdobył w tym spotkaniu 39 punktów, miał 13 zbiórek, 12 asyst, 1 blok i… 8 strat. Trafili łącznie 16/25 FG! Nash przestał się już zastanawiać, co pocznie w grze pick’n’roll bez Amare. Odpowiedź znalazł u swojego polskiego kolegi.











