Mistrzowie na kolanach

Carmelo Anthony /fot. Flickr

Nowojorczycy wciąż jeszcze nie mogą się pozbierać po tragicznych wydarzeniach związanych z huraganem Sandy. Wczoraj odrobinę radości dali im jednak gracze Knicks, pewnie wygrywając z aktualnymi mistrzami NBA: 104-84.

Śledź ZkrainyNBA na Twitterze

W Nowym Jorku wciąż pada

Miami Heat powinni opuszczać wczoraj Madison Square Garden w towarzystwie właśnie tej piosenki. Knicks trafili minionego wieczora aż 19 trójek, przy niesamowitej skuteczności na poziomie 52%. Gdy tylko wydawało się, że ekipa z Florydy zaczyna gonić wynik, to któryś z graczy Knicks odpalał dwie trójki z rzędu i mecz ponownie stawał się jednostronny. Najczęściej rywali nękał oczywiście Steve Novak (5/8), który w końcu powinien dostać zaproszenie do konkursu rzutów za trzy punkty, ale swoje cegiełki dorzucili także Carmelo Anthony (4/8), Raymond Felton (3/7), Jason Kidd (3/5) i JR Smith (2/4).

Stary człowiek i może

Kontuzja Imana Shumperta miała być jednym z poważniejszych zmartwień Mike’a  Woodsona przed rozpoczęciem tego sezonu. Obrońca Knicks może pauzować nawet do końca stycznia, a jego świetna gra w defensywie miała być poważnym brakującym ogniwem w ekipie z Nowego Jorku. W meczu z Heat jego absencja była jednak niemal niewidoczna, a to wszystko za sprawą świetnej gry Jasona Kidda, który wczorajsze spotkanie rozpoczął w pierwszej piątce. Jak się okazało był to świetny ruch ze strony Mike’a Woodsona. Kidd szybko wpasował się w ofensywny tryb swojej drużyny, trafiając trzy trójki, a w obronie skutecznie odcinał od podań Dwyane’a Wade’a, w konsekwencji czego, gwiazdor Heat oddał zaledwie 10 rzutów (w zeszłym sezonie Wade oddawał ich średnio 17). Jeśli były zawodnik Nets i Mavericks utrzyma tak wysoką formę, to Iman Shumpert będzie mógł w spokoju wracać do zdrowia.


Nowy Scalabrine

Rasheed Wallace po 2 latach postanowił wrócić do Najlepszej Ligi Świata i z miejsca stał się ulubieńcem wszystkich fanów w Nowym Jorku. Choć widać, że do dobrej formy fizycznej jest mu jeszcze daleko, to jednak Mike Woodson za namową fanów z MSG, zdecydował się wpuścić go do gry na 3 minuty przed końcem spotkania i z pewnością tego nie pożałował. Sheed wszedł na parkiet, trafił trójkę i cała hala wybuchła. Brian Scalabrine będzie miał godnego zastępce:

Felton > Lin ? 

Fani Knicks szybko zapomnieli o Jeremym Linie. Raymond Felton zagrał wczoraj naprawdę solidne spotkanie i choć fałdka tłuszczu wciąż skacze mu przy próbach przedzierania się przez zasłony, to jednak były zawodnik Bobcats i Blazers robi to na tyle skutecznie, że ten brak fizycznej formy można mu w jakimś stopniu wybaczyć. Felton zdobył ostatecznie 14 punktów i zaliczył 9 asyst, co w ekipie, w której piłkę przez dłuższy czas trzyma Carmelo Anthony jest niemałym osiągnięciem.

Co z tą ofensywą?

28 – tyle rzutów oddał wczoraj Melo, co pokazuje, że Knicks swoją ofensywę znowu będą opierali głównie na izolacjach dla swojego lidera. W pierwszej kwarcie wyglądało to bardzo dobrze (Melo miał 16 punktów i ten niesamowity rzut kończący pierwsze 12 minut), jednak później zaczęły się same problemy. Anthony znowu spowalniał akcje swojego zespołu i rzucał szalone trójki przez ręce rywali, ostatecznie trafiając zaledwie 35% swoich prób. Być może zadziałały Dwyane’a Wade’a, ale jeśli Mike Woodson nie zmieni czegoś w ofensywie swojego zespołu, to Knicks mogą mieć niemały problem kiedy powróci kontuzjowany Amar’e Stoudemire.

Podsumowując

Heat momentami wyglądali tak, jakby nie chcieli wygrać spotkania w Madison Square Garden. Knicks od początku zbudowali przewagę i mecz tak naprawdę w żadnym momencie nie trzymał w napięciu. Nowojorczycy wygrali wczoraj dzięki swojej świetnej skuteczności za 3 punkty, ale jak mówi stare koszykarskie przysłowie: You can live by the Three and you can die by the Three. Zobaczymy więc, czy podopieczni Mike’a Woodsona utrzymają formę zza łuku i czy Carmelo Anthony zrozumie w końcu, że odpalanie 30 rzutów na mecz nie jest dobrą taktyką do zdobycia tytułu.

Krzysztof Uzdowski@Twitter

Komentarze

komentarzy