Mavericks w końcu zagrali swoje

fot. Flickr

Tak jak pisałem wczoraj w zapowiedzi, jak się przełamywać to z najlepszymi. Tak też zrobili Mavericks, pokonując na własnym parkiecie Oklahoma City Thunder. Dirk Nowitzki znowu był tym samym zabójczym strzelcem, co w finałach konferencji i podobnie jak wtedy mnóstwo punktów dostarczyła ławka rezerwowych.

Zmieniły się na niej nazwiska, ale co ważniejsze dla kibiców z Teksasu znowu pojawiła się u nich duża zdobycz. Łącznie 47 punktów, czyli prawie połowa tego, co zdobyła cała drużyna. Mavs znowu grali głęboko pod kosz, zdobywając aż 56 punktów z pomalowanego. Serge Ibaka i Kendrick Perkins nie zdominowali strefy podkoszowej w obronie, nowy/stary duet środkowych Brendan Haywood/Ian Mahinmi uzbierał razem 16 punktów i 17 zbiórek.

Mavs w końcu odnaleźli dobre ustawienia z Nowitzkim. Z nim na boisku byli +24 w 36 minut gry. Jason Kidd ponownie rządził i dzielił oddając zaledwie 1 rzut w całym meczu, w dodatku niecelny. Miał jednak 9 kończących podań.

Rumakom udało się uciec spod topora, bo wynik 1-5 po 6 meczach byłby dla nich katastrofą. Co ciekawe, pomimo wieku potrafili się zmobilizować i zagrać najlepszy mecz w tym sezonie, mimo że było to dla nich czwarte spotkanie w przeciągu zaledwie pięciu dni.

„Ten zespół jest tak ustawiony, że będzie grał lepiej z każdym miesiącem. Powinniśmy być najefektywniejsi w marcu, kwietniu i jeszcze później, ale już teraz musimy znaleźć sposób na wygrywanie spotkań. Ten zespół ma duży potencjał, z wieloma strzelcami, z wieloma weteranami którzy wiedzą jak grać. Możemy być bardzo groźną drużyną.” - tak skomentował sprawę MVP finałów.

Nie ma się co mu dziwić. Wczoraj przeczytałem gdzieś, niestety nie pamiętam gdzie, że Mavericks mają w tym sezonie więcej talentu w składzie niż w poprzednim sezonie, tylko brakuje jeszcze zgrania, tego team spirit. To się buduje właśnie takimi wygranymi. Najbliższe spotkania pokażą czy Mavs pójdą ten kolejny krok dalej, czy ten mecz był tylko odstępstwem od reguły.

Jeśli chodzi o Thunder, to możemy raczej spokojnie przyjąć, że ta przegrana była wkalkulowana w koszty. „Od samego początku byliśmy bez energii. Potrzebujemy jej. To zmienia obraz gry w całym meczu. Musimy grać z większym zaangażowaniem. Wszyscy patrzą w moim kierunku, a ja muszę lepiej wchodzić w mecz.” – krytycznie skomentował Kevin Durant.

Zdobył co prawda 27 punktów, ale nie był agresywny w grze, zebrał tylko 2 piłki z tablicy, nie miał żadnej asysty. Z resztą cała gra Oklahomy była mocno nakierowana na indywidualizm. Przy 31 celnych rzutach z gry zaliczyli tylko 13 asyst, nikt więcej niż 3.

Mavericks teraz zagrają w środę z Phoenix Suns, z którymi powinni sobie poradzić bez większych problemów, a Thunder już dzisiaj zagrają w back-to-back z Portland Trail Blazers i na pewno nie będzie im łatwo o wygraną.

Dallas Mavericks (2-4) – Oklahoma City Thunder (5-1) 100:87

DAL: Dirk Nowitzki – 26, Shawn Marion – 17, Jason Terry – 15 (3×3), Vince Carter – 14, Ian Mahinmi – 10 (9 zb), Lamar Odom – 8, Brendan Haywood – 6 (8 zb), Delonte West – 4, Jason Kidd – 0 (9 as), Rodrigue Beaubois – 0, Brian Cardinal – 0, Dominique Jones – 0

OKC: Kevin Durant – 27 (3×3), Russell Westbrook – 18 (8 zb, 3 prz), James Harden – 16 (7 zb), Serge Ibaka – 10 (8 zb), Eric Maynor – 9, Kendrick Perkins – 7, Thabo Sefolosha – 0, Nick Collison – 0, Lazar Hayward – 0, Nazr Mohammed – 0, Reggie Jackson – 0, Cole Aldrich – 0

Śledź autora tekstu na Twitterze

Komentarze

komentarzy