LeBron James prowadzi Miami Heat do zwycięstwa
Miami Heat wygrywa po raz szesnasty z rzędu przez własną publicznością, tym razem udowadniając swoją wyższość nad zespołem Philadelphii 76ers – 93:99. LeBron James ustanawia swój prywatny rekord sezonu zdobywając 41 punktów.
To właśnie James, pod nieobecność Dwyane’a Wade’a, ciągnął grę gospodarzy w najważniejszych momentach. Przełamał tym samym swoją niemoc punktową z ostatnich dwóch tygodni (jedynie 22.8 punktu na mecz). Tym razem nie wbijał na siłę pod kosz, a okazji rzutowych szukał przede wszystkim na półdystansie. To był zdecydowanie jego dzień, trzeba jednak oddać, że w tym spotkaniu sprzyjała mu wyjątkowo fatalna defensywa Szóstek.
Gospodarze wyszli dzisiaj w bardzo eksperymentalnym ustawieniu. LeBron James został przesunięty na dwójkę, pozycję niskiego skrzydłowego zajął Shane Battier. Joela Anthony’ego na centrze zmienił natomiast Ronny Turiaf – trzeba przyznać, że w swoim pierwszym meczu w Starting Five pokazał się z bardzo dobrej strony i niewątpliwie trener Erick Spoelstra zdecyduje się na takie rozwiązanie również w najbliższych meczach Heat.
Philadelphia była godnym przeciwnikiem dla Miami jedynie w pierwszej połowie. Z bardzo dobrej strony pokazywał się szczególnie Evan Turner, zdobywca 26 punktów. Turner w przeciągu kwart numer jeden i dwa nękał gospodarzy rzutami z półdystansu – do obrony przeciwko niemu został oddelegowany sam LeBron James. Od tego czasu ciężar zdobywania punktów dla gości przejął na siebie Lou Williams, brakowało jednak systematyczności i celności.
Po raz kolejny ważnym ogniwem zespołu Heat był Mario Chalmers. Rozgrywający Heat potwierdził zarówno strzeleckie umiejętności, jak i swoją niesamowicie ważną rolę w ekipie gospodarzy. Przez większość spotkania był ważnym partnerem Jamesa – widocznym po obu stronach parkietu. Podczas 32 minut na parkiecie Chalmers zdobył 19 punktów. Warto dodać, że miał za co się rehabilitować – ledwie przedwczoraj zaliczył kompromitujący występ przeciwko Celtics w Bostonie.
Nie wiadomo, jak długo potrwa przerwa Dwyane’a Wade’a na leczenie bolących kolan, jednak, co zauważyli już eksperci, Heat bez Wade’a grają po prostu lepiej. Co prawda więcej spoczywa na barkach LeBrona, koniec końców wychodzi to ekipie z Florydy na plus. W ostatnich tygodniach sprawiali wrażenie wyeksploatowanych i zmęczonych sezonem – parę zmian w rotacji spowodowało, że dzisiaj widzieliśmy Heat o wiele szybszych i dokładniejszych. Może małe odświeżenie składu poprawi morale drużyny przed play-offs i poprawi jej zgranie? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.
MIA: James – 41 (6zb, 4ast, 3prz); Chalmers – 19 (6zb, 4ast, 2prz); Bosh – 17 (5zb, 2prz); Turiaf – 6 (6zb, 2blk); Haslem – 6 (11zb, 2blk); Battier – 4 (4zb, 3ast, 3prz): Harris – 4 (2zb); Cole – 2 (3ast, 2prz); Anthony – 0; Jones – 0
PHI: Turner – 26 (8zb); Williams – 18 (5zb, 5ast); Hawes – 12 (5zb, 2blk); Iguodala – 11 (5zb, 2prz); Brand – 8 (6zb, 4prz, 3blk); Holiday – 8 (6ast); Young – 8 (7zb); Meeks – 2












James i Wade gdy graja razem, to bez wątpienia jest bardzo efektowne, ale można odnieść wrażenie, że nie bardzo wiadomo wtedy, kto jest liderem tej ekipy. Jeden i drugi to wielkie gwiazdy, indywidualności. Ale chyba nie tutaj jest problem Miami, a tym problemem są podkoszowi i ławka rezerwowych. Bosh gra przeciętnie, zdarzają mu się mecze dobre, a nawet bardzo dobre, ale nie przypomina tego Bosha z Raptors. Nieźle zagrał Turiaf, ale czy będzie potrafił trzymać wysoki poziom, jeśli jego rywalami będą np. Bulls? I rezerwowi- jeśli bywają mecze, że trio- James, Wade, Bosh, rzucają 80pkt w meczu, to plus dla nich, ale tez pokazuje słabość ławki rezerwowych. Nie ulega wątpliwości, że duuużo silniejsze rezerwy mają ich rywale na Wschodzie-np. Chicago Bulls. Trzeba też przyznać, że mecze z Miami, inne drużyny traktują inaczej niż mecze np. z Bobcats, inna mobilizacja, chęć wygranej itd,itp. Generalnie, moim zdaniem na play off, Heat będą zupełnie inną(lepszą) drużyną niż w ostatnich paru meczach. Szkoda, że Wade ma ciągle problemy ze zdrowiem, wg mnie to mimo wszystko on jest liderem Miami Heat, nawet jeśli James ma lepsze statystyki. Czas pokaże, czy Spoelstra załata jakoś braki i w pełni wykorzysta potencjał ,,Wielkiej Trojki” i …(a może szczególnie) rezerwowych.