Lakers nokautują Knicks
Dość ciekawego meczu byliśmy dzisiaj świadkami w Los Angeles, gdzie Lakers podejmowali Knicks. Obie ekipy sezon wystartowały średnio. Zespół z „Miasta Aniołów” w swoim pierwszym back-to-back-to-back dwa razy przegrał i raz cieszył się zwycięstwem. Natomiast drużyna nowojorska wygrała z Bostonem, ale następnie musiała zaznać smaku porażki w potyczce z przeciętnymi Golden State Warriors. Oznaczało to, że obie ekipy na gwałt potrzebują wygranej – recepta na świetne spotkanie.
Pierwsze mecze tego sezonu ukazały słabości obu zespołów. Lakers do tej pory bez klasycznego centra i bez partnera do gry dla Kobe Bryanta. Brakowało również impetu z ławki który zazwyczaj dostarczał Lamar Odom. Najwyżej przeciętna gra w ofensywie, brak rzutów dystansowych i dużo strat spowodowały dwie pierwsze porażki Jeziorowców. A co w Nowym Jorku? Dokładnie jak w zeszłym sezonie drużyna kończy się na Carmelo Anthonym i Amare Stoudemire. Grają całkiem nieźle w defensywie, ale jeśli wyżej wymieniona dwójka nie ma swojego dnia to Knicks nie istnieją. Byliśmy tego świadkami w Oakland, gdzie dobrze zorganizowana obrona skutecznie wyizolowała ten zabójczy duet od podań i rzutów. Również gra dystansowa pozostawia w ich wypadku wiele do życzenia. Jedynie cztery próby na 23 oddane zza linii siedmiu metrów. Przed meczem z Lakers z pewnością myśleli, jak poprawić ten aspekt gry.
Zaczynamy mecz. Pełna hala Staples Center, mnóstwo celebrities na trybunach, czyli rzeczy niezbędne to przeprowadzenia meczu w Los Angeles. Początek meczu zaczął się na spokojnie z wykorzystanymi rzutami przez Knicks i Lakers. Landry Fields rzucił za trzy, punkty również Stoudemire’a i Chandlera z linii rzutów wolnych. Drużyna z „miasta aniołów” z wykorzystaniem dystansowej gry Fishera i Bryanta. Potem piłka trafia do liderów ekipy nowojorskiej, co kończy się następnymi trzypunktowymi ze strony Carmelo i Amar’e. Jeziorowcy skupiają się na faulach i konsekwentnym wykonywaniu osobistych. Po sześciu minutach gry w pierwszej kwarcie na tablicy świetlnej wynik 19-14, a punktowym liderem Anthony z siedmioma oczkami przy swoim nazwisku, i jak dotąd bez pomyłki. Po przerwie bardzo ładne akcje Bryanta i Fishera z Joshem McRobertsem. Następnie szybki drive Kobe’go do linii i celny rzut z bliska. Cała przewaga utracona, na prowadzeniu Lakers, co skutkuje czasem dla trenera D’Antoniego. Time-out nie zmienił ogólnego obrazu ostatnich paru minut i Jeziorowcy spokojnie punktują ekipę przyjezdną. Kolejne akcje McRobertsa, Bryanta i dystansowy Steve’a Blake’a. Po pierwszej kwarcie wynik 24-31 dla gospodarzy. Za ciekawostkę można uznać kompletny brak punktów Knicks w polu pomalowanym.
Początek drugiej kwarty całkowicie dla drużyny z Los Angeles. Niemal wszystkie rzuty trafione, z dobrej strony pokazał się Jason Kapono. Lay-up Gasola po kontrze i sytuacja drużyny z Nowego Jorku zaczyna wymykać się spod kontroli. Czas dla Mike’a D’Antoniego przy wyniku 28-40 dla Lakers. Gospodarze po powrocie na parkiet dalej robią swoje konsekwentnie wykorzystując każdy błąd w defensywie gości. Popis gry w tej kwarcie daje Kobe Bryant, „bawiąc się” z obrońcami Knicks. Sytuacje nowojorskiej ekipy ratują w miarę często rzucane trójki. Na 5 minut przed przerwą profilaktyczny czas dla trenera Mike’a Browna. Rezultat to 36-47 dla Jeziorowców. Po przerwie trzy punkty Carmelo, jednak szybka odpowiedź Bryanta i Matta Barnesa. Przez następne minuty meczu sytuacja nie zmienia się. Spokojnie punkty zawodników z Los Angeles, od czasu do czasu odpowiedź ze strony Knicks. Najjaśniejszą postacią przyjezdnych z pewnością Carmelo Anthony dysponujący niewyczerpalnymi zasobami energii. Syrena obwieszcza zakończenie pierwszej połowy, a rezultat to 51-63 dla kalifornijskich graczy. Liderem punktowym Anthony z osiemnastoma oczkami.
Następna połowa zaczyna się od spokojnych punktów Pau Gasola, ale zaraz dwa razy rzuca Amare Stoudemire, zdobywając swój 15 punkt w meczu. Następnie szybka odpowiedź Bryanta, który swoimi podaniami i rzutami trzyma Knicks na dystans. Cała trzecia kwarta to koncert strat z obu stron, piłkę na początku traci McRoberts, potem Stoudemire, następnie Bryant, jednak żaden zespół nie jest w stanie przełożyć tego na punkty. Na tablicy wyników widnieje 59-70 na pięć minut przed końcem trzeciej kwarty. Punktowymi liderami Kobe i Carmelo. Po time-out kolejny trafiony rzut lidera gospodarzy. W tej części meczu nie dzieje się praktycznie nic poza całymi tonami spudłowanych prób obu zespołów i mnóstwem strat. Gra jest brutalna i siłowa z masą fauli. Tuż przed zakończeniem kwarty obrońcy fantastycznie oddalili Kobe’go Bryanta od kosza, 24 sekundy upływają, więc lider Jeziorowców zdecydował się na rzut niemal z połowy boiska. Trafił z faulem. Potem jeszcze raz po próbie z półdystansu i świetnym wsadzie po kontrze. Jedynym zawodnikiem nowojorskiego zespołu który mógł przeciwstawić się sile Bryanta był Carmelo Anthony, z 23 oczkami. Przed syreną za trzy trafia zawodnik gości Steve Novak, redukując różnicę punktową do zaledwie ośmiu. Trzecia kwarta, którą komentator amerykańskiej telewizji nazwał „very ugly”, kończy się wynikiem 72-80 dla Lakers. Na pewno w czwartej kwarcie czekają nas jeszcze emocje.

Zaraz po rozpoczęciu ostatniej kwarty celną próbą z półdystansu popisał się Jason Kapono, który podczas dzisiejszego występu w 9 minut gry zdobył aż 9 punktów. Następny rzut trafia Pau Gasol. Czwarta ćwiartka meczu nie różniła się jednak znacząco od poprzedniej – była nawet jeszcze gorsza. W ciągu ponad 5 minut rzucono jedynie pięć punktów, cztery z nich autorstwa Los Angeles Lakers. Po przerwie na prośbę trenera D’Antoniego za trzy trafia Steve Blake, a także Pau Gasol i wsadem Matt Barnes powiększając przewagę Lakers do rekordowych dzisiaj szesnastu punktów. Potem następne trójki Barnesa i Blake’a robią przewagę dwudziestopunktową. Tak, zdecydowanie jest już po meczu. Zespół z Nowego Jorku przez 10 minut ostatniej kwarty rzucił jedynie dwa razy. Gra do końca nie zmieniła się, mecz był bardzo nudny. Z obu stron na parkiecie przebywali rezerwowi, którym nie zależało już na zmianie wyniku. Rezultat końcowy to 82-99 dla Lakers. Najlepszym punktującym całego meczu został Kobe Bryant z 28 oczkami, a drużyny gości Carmelo Anthony z 27.
Dzisiejsze spotkanie obnażyło plusy i minusy obu drużyn. Zespół z Nowego Jorku w dalszym ciągu masowo pudłuje rzuty dystansowe. Na początku jeszcze im to wychodziło, w dalszej fazie meczu było już tylko gorzej. Aż 22 próby za trzy, rzutów udanych jedynie 6. Mam również inne interesujące spostrzeżenie odnośnie spotkania – otóż kiedy Carmelo Anthony nie przebywał na parkiecie Knicks nie byli właściwie w stanie nie tylko zdobyć punktu, ale także skutecznie obronić akcji przeciwnika. Zdecydowanie ten zespół jest zbyt uzależniony od formy popularnego „Melo”, a Amare Stoudemire nie daje mu wystarczającej pomocy, jaką jeszcze dawał w zeszłym sezonie. Co do Lakers, bardzo dobrze wychodziły im dzisiaj rzuty trzypunktowe, zdecydowanie lepiej niż rywalom, trafili aż 9 z 16 prób. Z coraz lepszej strony pokazuje się ławka rezerwowych, pokazując, że nawet jak podstawowi gracze odpoczywają, mogą pociągnąć zespół, utrzymać przewagę, a nawet ją powiększyć. Na minus, podobnie jak w Nowym Jorku, cały zespół nie stanowi jednego solidnego monolitu, a jest skupiony według jednego zawodnika. Kobe Bryant już się starzeje i chociaż cały czas jest w świetnej kondycji i formie nie będzie mógł być podporą dla zespołu w ciągu całego sezonu. Lakersi bardzo dobrze grają na tablicach, nie pozwalając rywalom na ofensywne zbiórki, a samemu je zdobywając. Potrafili skutecznie zablokować jednego z gwiazdorów drużyny przyjezdnej. Za ten mecz należą im się duże brawa.
LAL: Kobe Bryant – 28 (6 as), Pau Gasol – 16 (10 zb, 5 as), Steve Blake – 11 (3×3), Josh McRoberts – 10 (3 prz), Ron Artest – 9, Jason Kapono – 9, Matt Barnes – 7, Derek Fisher – 5, Troy Murphy – 4 (7 zb), Devin Ebanks – 0, Luke Walton – 0, Andrew Goudelock – 0
NYK: Carmelo Anthony – 27 (7 zb, 5 as), Amare Stoudemire – 15 (3 prz), Tyson Chandler – 13 (11 zb, 3 prz), Steve Novak – 6, Landry Fields – 5, Toney Douglas – 5 (5 as), Josh Harrelson – 3, Renaldo Balkman – 3, Mike Bibby – 2, Jeremy Lin – 2, Bill Walker – 1 (3 prz), Jerome Jordan – 0











„Dość ciekawego meczu byliśmy dzisiaj świadkami w Nowym Jorku, gdzie Los Angeles Lakers podejmowali Knicks”
zdanie nie dość że niezbyt po polsku to jeszcze z błędem merytorycznym!