Kolejna wygrana Clippers
Los Angeles Clippers pokonali na wyjeździe Portland Trail Blazers 103-90 i wygrali swoją pierwszą w tym sezonie serię meczów back-to back. Świetne spotkanie jak zwykle rozegrał Chris Paul, ale niemałą rolę w zwycięstwie swojej ekipy miał także DeAndre Jordan.
Było blisko
Po pierwszych 24 minutach Clippers prowadzili różnicą 21 punktów i wszystko wskazywało na to, że odniosą kolejne łatwe zwycięstwo. Po przerwie gracze Blazers zaczęli jednak w końcu trafiać z dystansu i po świetnej trzeciej kwarcie w wykonaniu Lillarda i Batuma (bardzo dobra defensywa na Chrisie Paulu) zbliżyli się do swoich rywali na dystans zaledwie 10 oczek.
Gdy czwartą kwartę w zespole Clippers rozpoczęli rezerwowi, podopieczni Terry’ego Stottsa zdołali nawet zmniejszyć straty do czterech punktów, jednak powrót do gry Chrisa Paula i DeAndre Jordana (o dziwo nie żartuje) pozwolił graczom z LA na powiększenie przewagi i wywiezienie cennego zwycięstwa z wypełnionej po brzegi hali Rose Garden.
Teraźniejszość vs Przyszłość
Najciekawszym pojedynkiem wczorajszego spotkania było bez wątpienia starcie dwóch rozgrywających – Chrisa Paula i Damiana Lillarda. Rookie z Weber State po raz kolejny pokazał, że w przyszłości może stać się jednym z najlepszych playmakerów w NBA (16pkt, 4ast, 3prz), jednak obecnie miano to bezsprzecznie należy się byłemu zawodnikowi New Orleans Hornets. Paul znowu był głównym motorem napędowym swojej drużyny, świetnie uruchamiał będącego w wysokiej formie DeAndre Jordana (o tym później) i ostatecznie skończył spotkanie z dorobkiem 21 punktów (9/17) i 6 asyst. Jak już wcześniej wspominałem Paula nie było na parkiecie, gdy w czwartej kwarcie Clippers trwonili swoją przewagę i Blazers zbliżyli się do nich na 4 punkty, jednak gdy lider gości wrócił do gry wszystko wróciło do normy i ekipa z Los Angeles do końca kontrolowała przebieg spotkania.
A co sądzi najlepszy rozgrywający ligi o swoim dzisiejszym vis-a-vis?:
„He can play. He is aggressive, not scared of anything. Portland better hold onto him. The Blazers have a prize possession for the future.”
Najsilniejsza ławka w lidze?
Przed sezonem Clippers znacząco wzmocnili swoją ławkę rezerwowych i już na początku rozgrywek przynosi to znaczące efekty. Jamal Crawford gra jak za swoich najlepszych czasów w Atlancie (Gdy jest na parkiecie, Clippers są +49), a fani zgromadzeni w Rose Garden mogli się tylko zastanawiać, gdzie jego forma podziała się rok temu, kiedy to grał jeszcze w barwach Trail Blazers i był jednym z największych rozczarowań całego sezonu. W ciągu pięciu spotkań Crawford wchodząc z ławki zalicza średnio ponad 21 punktów, co daje mu miejsce w pierwszej dziesiątce strzelców ligi.
Bardzo dobrze prezentują się także Eric Bledsoe i Matt Barnes, a zawodzi (bez niespodzianki) jedynie Lamar Odom, który ostatnio wydaje się chyba żyć w nieco innym świecie.
W meczu z Blazers second unit LAC zdobył 45 punktów (25 dodał sam Crawford), przy zaledwie 25 oczkach ławki Blazers (8 punktów i wsad nad Turiafem Meyersa Leonarda).
Problemy pod koszem
Gdy twoim podstawowym centrem jest J.J. Hickson to wiesz, że coś jest nie tak. Nie chcę tutaj krytykować byłego zawodnika Cavaliers, gdyż jak na ledwo 2-metrowego zawodnika radzi sobie na tej pozycji i tak całkiem nieźle (skacze chyba do każdej piłki na tablicach), to jednak we wczorajszym pojedynku ze świetnie ostatnio dysponowanym DeAndre Jordanem był po prostu bez szans. DJ zagrał dziś jedno z najlepszych spotkań w swojej karierze (21 punktów, 8 zbiórek, 8/10FG) i po świetnym występie przeciwko Spurs w Staples Center (20 punktów, 11 zbiórek, 10/12 FG), znowu był jednym z głównych autorów zwycięstwa swojej drużyny. W pewnym momencie Terry Stotts spróbował nawet zastosować taktykę hack-a-Jordan, ale DeAndre czuł się wczoraj na tyle dobrze, że trafił (kto wie czy nie rekordowe) 5/7 rzutów wolnych.
Blazers mają poważne problemy w polu trzech sekund i niemal co spotkanie przegrywają walkę na tablicach (31-44 w meczu z LAC) i w punktach spod kosza (30-56). Optymizmem może napawać fanów z Portland w końcu niezłe spotkanie Meyersa Leonarda, który jeśli utrzyma swoją formę z trzeciej kwarty wczorajszego spotkania, może wkrótce zastąpić J.J. Hicksona w s5.
Łokcie Griffina
Blake Griffin nie był sobą we wczorajszym spotkaniu i w ciągu 25 minut spędzonych na parkiecie zdobył zaledwie 7 punktów. Jego słabszą dyspozycję spowodowała prawdopodobnie kontuzja łokcia, z którą lider Clippers zmaga się od zeszłego sezonu, a która ostatnio staje się dla niego coraz bardziej uciążliwa (słowa Vinny’ego del Negro):
„It’s a little bit worse, there’s a little bit more swelling. He’s had that for a long time but this time it seems to be a little more than normal. It affects everything when you have a bunch of fluid in your elbow. It’s going to bother you but he’s going to fight through it and give us what he can.”
Miejmy nadzieję, że Griffin wkrótce wróci do swojej optymalnej formy, gdyż jak na razie początek sezonu w jego wykonaniu nie jest najlepszy. Uwagę zwraca przede wszystkim słaba skuteczność Blake’a, który w tym sezonie trafia na razie zaledwie 47% swoich rzutów.











