Knicks zatrzymani

Carmelo Anthony /fot. League Pass

Były powroty, jednych i drugich, ale wynik spotkania rozstrzygnął się i tak w ostatnich sekundach tego spotkania. Dallas Mavericks pokonali New York Knicks, którzy odnieśli swoją drugą porażkę w tym sezonie.

Był to pierwszy mecz dla Jasona Kidda w Teksasie po odejściu w letnim okienku transferowym do drużyny z Nowego Jorku. Zawodnik w tym spotkaniu trzymał się jednak z daleka od kosza swojej byłej drużyny oddając wszystkie swoje próby zza łuku. Trafił pięciokrotnie przy ośmiu rzutach.

W składzie Mavericks zaszła jedna zmiana w porównaniu z poprzednimi występami, mianowicie w pierwszej piątce wyszedł Troy Murphy, a z ławki mecz rozpoczął Elton Brand. Ten pierwszy pewnie jednak nie zagrzeje miejsca na nowej, ciepłej posadce zbyt długo, bo spudłował dziś wszystkie 3 rzuty a w efekcie i tak dostał mniej minut od Eltona.

Rotacja Knicks nie była dziś zbyt głęboka, a w meczu zagrało ledwie ośmiu zawodników. Ani minuty nie dostali chociażby Pablo Prignioni, Marcus Camby czy Kurt Thomas.


Spotkanie oglądało się bardzo przyjemnie, a to głównie ze względu na często trafiane przez zawodników rzuty. Z początku, Mavericks popełniali bardzo dużo strat, a Knicks czy to w kontrach, czy pozycyjnych atakach, raz po raz znajdowali chwilowo wolnego od krycia gracza, który bez zastanowienia oddawał rzut. Rzut, który w połowie przypadków w pierwszej połowie trafiał do kosza.

Już w pierwszych 24 minutach zaczęło się bombardowanie gospodarzy z dystansu. Trafili oni 9 razy zza łuku a łącznie siedem trójek zanotowało trio Kidd-Felton-Wallace. Natomiast jeśli chodzi o pojedynki podkoszowe, to Tyson Chanlder miał dzisiaj bardzo dobry dzień, rzucając w sumie 21 punktów (12 w pierwszej połowie).

Po przerwie Mavs próbowali szybko zniwelować stratę do gości, jednak jak tylko zbliżyli się na niewielką odległość (3 oczka), to najpierw Carmelo Anthony trafił swoje dwa rzuty, a następnie Jason Kidd z dystansu znów powiększył przewagę do 8 punktów. Później jednak role się zamieniły, bo to gospodarze zaczęli na potęgę trafiać za trzy punkty. Najpierw OJ Mayo, później Shawn Marion, znów Mayo i na koniec rewelacyjny dzisiaj Jae Crowder i z -8 zrobiło się +4. A Mavericks w tym sezonie, jeśli prowadzili po trzech kwartach, na 7 takich przypadków 6 zakończyli swoim zwycięstwem.


Kwarta ostatnia to uczta dla koszykarskiego kibica. Z początku, gospodarze kontynuowali świetną passę rzutami z dystansu, a głównym katem Knicks był Crowder, jednak to trójka Vince’a Cartera dała Mavericks najwyższe prowadzenie w meczu przy stanie 100-88. Jak przystało na zespół z najlepszym bilansem, nie wypadało tak po prostu się poddać i w efekcie, po kilku nieporadnych akcjach Mavs w ataku i sytuacjach 2+1 Knicks (Anthony, Chandler) udało się zmniejszyć stratę do ledwie 1 punktu.

Piłka dla Knicks.

Mike Woodson nie zaskoczył nikogo i ustawił ostatnią akcję pod Melo. Na zdjęciu widzicie moment, w którym Anthony powinien oddać swój rzut. Pomimo bardzo dobrej obrony Mariona, gracz Knicks popełnił tutaj mały błąd, ponieważ zamiast rzucić właśnie w tym momencie, zwlekał z tym jeszcze ułamek sekundy, który najprawdopodobniej zadecydował o niecelnej próbie.

Zbiórka Mavs. Trafione osobiste. Game over.

Dallas dzięki tej wygranej są w tej chwili 7-6, przed nimi jednak ciężka końcówka miesiąca. Czekają ich bowiem spotkania z Lakers u siebie i dwa wyjazdy na Wschód. Najpierw do Philadlephii, później do Chicago.

Knicks natomiast mają w listopadzie do rozegrania jeszcze 5 spotkań jednak pojedynki z Pistons czy Wizards, i to w dodatku u siebie, nie powinny im przysporzyć większych kłopotów. Najbliższy mecz rozegrają w piątek, przeciwko Rockets w Houston.

Wojciech Bielewicz

 

Komentarze

komentarzy