John Wall przegrywa nawet z trzecim rozgrywającym Bulls
Flip Saunders przed meczem z Bulls powiedział, że lider jego drużyny, John Wall grał w zbyt wielu meczach w trakcie offseason, przez co nie ma odpowiedniej formy na początku sezonu. Trudno się z tym nie zgodzić patrząc na zdobycze pierwszego numeru ubiegłorocznego draftu. Co gorsza, dzisiejszej nocy pozostał w cieniu Johna Lucasa III, który grał tylko dlatego, że dwaj gracze będący wyżej w hierarchii byli kontuzjowani.
Bulls przystąpili do tego meczu bez Derricka Rose’a, który narzeka na kontuzję palca nogi. Jego pierwszy zmiennik, C.J. Watson jest wyłączony z gry od ponad tygodnia, w związku z czym Lucas, który jeszcze w poprzednim sezonie błąkał się w lidze chińskiej dostał swoją szansę i ją wykorzystał.
Wszyscy na niego patrzyli w tym spotkaniu, bo dostawał naprzeciw siebie gracza, który ma trafić w najbliższych latach do czołówki rozgrywających ligi. No i Lucas, którego zmiennikiem był w tym meczu Mike James, zakontraktowany na 2 godziny przed startem meczu rozegrał mecz życia. Na parkiecie spędził blisko 46 minut, schodząc z niego dopiero w samej końcówce, gdy wynik był rozstrzygnięty.
Zdobył 25 punktów, miał po 8 zbiórek i asyst, przy zaledwie 2 stratach. Można mu wybaczyć niezbyt wybitną skuteczność 11 z 28 rzutów, bo to on poprowadził Byki do wygranej. Luol Deng nie miał dnia, trafiając zaledwie 5 z 21 rzutów z gry, Carlos Boozer oddał zaledwie 7 rzutów w ciągu 25 minut gry.
W tej sytuacji grę przejęli Bench Mob, w osobach Kyle’a Korvera, Omer Asik i Taj Gibson. Razem z Lucasem uzbierali 56 z 78 punktów drużyny. To oni przebywali najdłużej na parkiecie i to oni wymusili na Wizards skuteczność na poziomie 31% i zdobycz zaledwie 64 punktów.
W tym wszystkim bardzo zagubiony był John Wall, który trafił tylko 4 z 13 rzutów z gry i jedyne co go ratowało, to 8 asyst. Od początku sezonu notuje średnio 33.8% z gry i przypomina pod tym względem regres, jaki w poprzednim sezonie zanotował Brandon Jennings.
Tak się zacząłem nawet zastanawiać czy Wizards nie grają, żeby zwolnić trenera, choć jest to trik z polskiej ekstraklasy piłkarskiej, to ciężko mi w to uwierzyć. Ale patrząc z drugiej strony ciężko znaleźć zawodnika, który chociaż utrzymałby poziom z poprzednich rozgrywek, które i tak były bardzo słabe.
Jedynym pewnym graczem wydaje się być JaVale McGee, który kręci życiowe statystyki, ale on jest zadaniowcem. Drużynę mieli ciągnąć Wall, Andray Blatche i Nick Young pod względem punktowym, tymczasem żaden z nich nie trafia więcej niż 39% z gry. Trudno się dziwić, że w tej sytuacji każdy chce przeciwko nim grać.
Chicago Bulls (10-2) – Washington Wizards (1-9) 78:64
CHI: John Lucas – 25 (8 zb, 8 as), Kyle Korver – 14, Luol Deng – 12 (15 zb, 3 prz), Taj Gibson – 9, Omer Asik – 8 (14 zb, 5 blk), Carlos Boozer – 4, Joakim Noah – 4, Ronnie Brewer – 2, Jimmy Butler – 0, Brian Scalabrine – 0
WAS: Jordan Crawford – 14 (3×3), John Wall – 11 (8 as), JaVale McGee – 10 (14 zb, 5 blk), Trevor Booker – 8 (10 zb), Chris Singleton – 8, Rashard Lewis – 6, Nick Young – 5, Shelvin Mack – 2, Jan Vesely – 0, Kevin Seraphin – 0










