Jabłuszko do zera

Marcin Gortat /fot. Flickr

New York Knicks zachowali miano niepokonanych na własnym parkiecie. Kolejną ich ofiarą okazali się Phoenix Suns, ale nie oddali pola bez walki.

Suns kolejny raz zagrali bez Jermaine’a O’Neala, którego dopadła pierwsza w tym sezonie kontuzja. Ten mecz miał być papierkiem lakmusowym odnośnie tego, gdzie tak naprawdę są Suns i podobnie jak po poprzednich spotkaniach, jednoznacznej odpowiedzi nie poznaliśmy.

Z jednej strony, gdy na boisku byli Michael Beasley i Goran Dragic, Słońca grały szybko, ale beznadziejnie w obronie. Z drugiej, gdy do gry wszedł typowo defensywny skład, Suns zaczęli grać jak trzeba. Wygrali ostatnią kwartę 27:17, grając większość czasu ustawieniem Gortat – Tucker – Dudley – Brown – Telfair. Dzięki takiemu ustawieniu niwelowali przewagę szybkości rywali, ale narażali się na słabą dyspozycję na bronionej tablicy.

Zabrakło Markieffa Morrisa w dobrej formie, żeby ukraść ten mecz Knicks. W kilku ważnych momentach Gortat bardzo dobrze pomagał rozgrywającym, wymuszając pudła na wchodzących pod kosz graczach Knicks. Wtedy właśnie brakowało drugiego dobrze zbierającego, który mógłby pomóc przy zastawieniu. Takich okazji Tyson Chandler w tym meczu nie marnował.

Zanim jednak doszło do emocjonującej końcówki, przez trzy kwarty trwał popis Carmelo Anthony‚ego. Melo śmiał się w twarz kolejno Michaelowi Beasleyowi, P.J. Tuckerowi i każdemu, kto się trafiał naprzeciw niego. Rzucił 30 punktów w pierwsze 27 minut i w tym momencie Knicks prowadzili 17 punktami.


W ostatniej kwarcie Alvin Gentry dał pograć mniej znanym i niżej opłacanym graczom, co dało mu niespodziewaną szansę na zwycięstwo. Wciąż jednak dziwiły niektóre decyzje rzutowe. Po tym, gdy w trzech kolejnych akcjach trafiał Sebastian Telfair, a wcześniej dobrze szło Brownowi, piłkę nagle dostawał na lewym łokciu Luis Scola i próbował na siłę dostać się pod kosz. Skończyło się na dwóch pudłach i szybkiej zmianie Argentyńczyka.

Wśród Knicks na pewno trzeba pochwalić debiutanta Chrisa Copelanda, który wobec kłopotów z faulami Tysona Chandlera, ze zdrowiem Marcusa Camby i z samym sobą Rasheeda Wallace’a zagrał najlepszy mecz w karierze. Swoją drogą Wallace’owi zajęło zaledwie 84 sekundy otrzymanie dwóch fauli technicznych i opuszczenie boiska:

Dla Knicks było to już siódme zwycięstwo na 7 prób we własnej hali. Dzięki tak świetnemu bilansowi wciąż są na drugim miejscu na Wschodzie, tylko za Miami. Suns tymczasem spadli na trzynaste miejsce na Zachodzie, przegrali trzeci raz z rzędu i na wyjazdach mają bilans 2-8. To tym bardziej dla nich zła wiadomość, bo kolejny mecz, kończący sześciomeczową serię wyjazdów zagrają we wtorek na parkiecie w Memphis.

New York Knicks (12-4) – Phoenix Suns (7-11) 106:99

NYK: Carmelo Anthony – 34 (4×3), Raymond Felton – 23 (3×3, 7 as.), Tyson Chandler – 15 (13 zb.), Steve Novak – 12 (4×3), Ronnie Brewer – 8, Chris Copeland – 8, J.R. Smith – 4, Kurt Thomas – 2, Rasheed Wallace – 0, Pablo Prigioni – 0

PHO: Marcin Gortat – 18 (10 zb.), Shannon Brown – 17 (7 zb.), Sebastian Telfair – 11, P.J. Tucker – 10, Jared Dudley – 10, Michael Beasley – 9, Goran Dragic – 9 (5 as.), Luis Scola – 9 (8 zb.), Markieff Morris – 6

Piotr Zarychta @ Twitter

Komentarze

komentarzy