Historia o Howardzie „Bezlitosnym” i Gortacie „Bezradnym”

Nie tak polscy fani wyobrażali sobie spotkanie pomiędzy Los Suns i El Magic. Szczególnie interesująco wyglądać miał pojedynek dwóch centrów, którzy jeszcze kilkanaście miesięcy temu grali pod wspólną flagą Magic. Niestety Suns przegrali 103-93, a największym rozczarowaniem tej nocy okazał się właśnie Gortat

Orlando prowadzili w tym meczu od samego początku, nie dając gościom jakichkolwiek złudzeń na zwycięstwo w żadnym momencie spotkania. Wszystkie elementy układanki SvG ułożyły się w  całość  – znakomita gra w strefie podkoszowej, i to nie tylko DH12, ale także Glen „Big Baby” Davis’a, oraz doskonała skuteczność rzutów zza łuku – 11/23, czyli 48% skuteczności.

Znakomite spotkanie rozegrał zwłaszcza Ryan Anderson, który już w I kwarcie trafił trzy „trójki”, ustawiające dalszy przebieg gry. 9/16 FG i aż 7/12 celnych prób zza linii 7,24 m to jeden z najlepszych występów tego młodego zawodnika, którego szanse w wyścigu o tytuł Most Improved Player rosną z każdym kolejnym meczem.

Zaskakująco dobrze należałoby także ocenić grę rezerwowego PF/C Magic-  Glen Davis’a. W 21 minut zaliczył bardzo solidny występ, zdobywając 16 punktów, przy 50% skuteczności FG i dorzucając do tego 7 zbiórek.  Złe wrażenie mógł co najwyżej pozostawić spudłowany dunk z II kwarty meczu…

 

I oto nadeszła chwila, w której chciałbym opisać historię wspaniałej gry Gortata w ataku i jego świetnej obrony przeciwko Howard’owi, która pomogły Suns odnieść spektakularne zwycięstwo na Florydzie. Tak się niestety nie stanie… Suns nie wygrali, Gortat spudłował niemalże wszystkie rzuty, a pod koszem Phoenix, Howard go po prostu „zmiażdżył”.

Marcin trafił zaledwie 1/7 rzutów z gry, dorzucając do tego 2 wykorzystane osobiste. 4 punkty w wykonaniu najlepiej punktującego w tym sezonie zawodnika drużyny Suns [15,7 ppg] to zdecydowanie za mało. Należy oczywiście dodać, że pick’n'roll’e w wykonaniu duetu Nash-Gortat obrosły już legendę i żadna drużyna grająca z Suns nie lekceważy tego, stawiając sobie jako priorytet odcinanie Gortata od podań po zasłonie, co znakomicie było widać we wczorajszym spotkaniu. Gortat odcięty od podań musiał samemu wywalczać sobie pozycje rzutowe, a to nie wychodziło mu tego dnia zbyt dobrze, zwłaszcza, gdy w III kwarcie znalazł się niemalże na linii „3-punktów” i mimo tego oddał rzut. Efekt? Naprawdę niezły air ball

Bardzo zawiedli się także ci, którzy liczyli, że Polish Hammer weźmie przykład z Joakima Noah i będzie naprawdę twardo bronić przeciwko Howardowi. Howard nie miał jednak w tym spotkaniu żadnych kłopotów, a z Marcinem zrobił to samo co z 80% pozostałych centrów w tej lidze. DH trafił ostatecznie 11/16 FG, zdobywając 28 punktów i zbierając 16 piłek.

 

Dla Suns dwie porażki z rzędu oznaczają, że marzenia o PO trzeba na chwile odłożyć na bok. Przewaga zajmujących obecnie ósme miejsca Rockets wynosi już 2.0 GB, a mając na uwadze nadchodzące spotkania Suns z Pacers, Spurs i Clippers sytuacja wygląda bardzo nieciekawie. Orlando natomiast ze swoim bilansem 30-18, solidnie okopali się trzecim miejscu konferencji wschodniej, i ani myślą stamtąd ruszyć w którąkolwiek stronę.

 

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=-qRL1RlZXpE

ORL: Ryan Anderson – 29 (7×3), Dwight Howard – 28 (16 zb, 3 blk), Glen Davis – 16 (7 zb), J.J. Redick – 10, Jameer Nelson – 9, Hedo Turkoglu – 7, Quentin Richardson – 2, Chris Duhon – 2, Jason Richardson – 0 (5 as), Ish Smith – 0, DeAndre Liggins – 0, Justin Harper – 0, Earl Clark – 0

PHO: Jared Dudley – 17, Robin Lopez – 14 (8 zb), Steve Nash – 12, Shannon Brown – 10, Sebastian Telfair – 10, Channing Frye – 9, Markieff Morris – 9, Grant Hill – 6, Marcin Gortat – 4 (9 zb, 3 blk), Ronnie Price – 2, Michael Redd – 0