Hibbert przyćmiony przez Gasola, Grizzlies wygrywają z Pacers

Ciężko myśleć o wygranej kiedy to, co jest znakiem rozpoznawalnym całego zespołu przestaje nagle funkcjonować. Tylko dwójka starterów Indiany Pacers przekroczyła zdobycze 10 punktowe w przegranym meczu 92-98 z Memphis Grizzlies. 

Danny Granger i David West, to oni wiedli dzisiaj prym w ofensywie gości z Indiany jednak 19 punktów tego pierwszego oraz 22 oczka drugiego nie uchroniły Pacers od drugiej z rzędu porażki.

Właściwie można powiedzieć, że wynik końcowy w ogóle nie oddaje tego, co działo się dzisiaj na parkiecie w Memphis. Tak przynajmniej wygląda to z mojej perspektywy. Goście mieli duży kłopot z Marc Gasolem, który raz po razie zatrzymywał próby rzutów najpierw Roya Hibberta (5 pkt, 1/7 z gry) a potem – choć już w mniejszym stopniu – wracającego po 13-meczowej przerwie Jeffa Fostera (6 pkt, 2/3 z gry).

Szansę gry w pierwszym składzie Miśków po raz trzeci z rzędu otrzymał Quincy Pondexter jednak za wiele się dzisiaj nie nagrał, gdyż na parkiecie przebywał ledwo 16 minut podczas których zdobył 6 punktów. Do gry powrócił natomiast po 3-meczowej absencji Tony Allen. Podobnie jak Pondexter zakończył mecz z sześcioma oczkami, ale był bardzo efektywny na własnej tablicy zbierając aż 8 piłek.

Warte uwagi po dzisiejszej rywalizacji są wyniki poszczególnych kwart, a mianowicie od 1-3. Dlaczego? A dlatego, że w każdej z tych odsłon drużyny rzucały po tyle samo punktów (!). Kolejno 22 w pierwszej, 25 w drugiej i 26 w trzeciej. Ostatnia część meczu to dość wyraźna przewaga gospodarzy, których do ostatecznego zwycięstwa poprowadził nie kto inny jak Rudy Gay (21 pkt, 8/15 z gry).

Przenieśmy się teraz na zupełnie przeciwległy biegun, czyli w słowach kilku o tym, kto dzisiaj zawiódł. Na pierwszy ogień musi pójść gracz Indiany Paul George, który spudłował aż 11 ze swoich 13 oddanych rzutów a biorąc pod uwagę jego występ przeciwko Atlancie dwa dni temu i łącząc rzuty z tych dwóch meczów, to na 22 próby trafił… 3. Nic więc dziwnego, że przy tak słabej dyspozycji jednego z liderów całej ekipy, drużyna odnotowuje dwie porażki.
Również mało produktywny był dzisiaj, wspomniany już nieco wcześniej, uczestnik nadchodzącego All-Star Game Roy Hibbert. Matchup z innym zawodnikiem, który dostał się do drużyny gwiazd, a mowa tutaj o Marcu Gasolu, miałbyć wisienką na torcie dzisiejszej rywalizacji. Niestety nie był. 14% trafionych rzutów z gry, 50% przy rzutach osobistych? Zdecydowanie za mało aby myśleć o końcowym sukcesie.

Jak już mówimy o mało przyjemnych rzeczach, wspomnieć trzeba o drobnym „incydencie”, który miał miejsce w trzeciej kwarcie a jego głównym bohaterem/aktorem był Dante Cunningham (2pkt, 1/3 z gry). W krótkim odstępie czasu popełnił dwa faule techniczne, które były równoznaczne z wykluczeniem go z gry. Dlaczego słowo incydent zostało wzięte w cudzysłów? Dlatego, że między zawodnikami nie było jakiejś szczególnie napiętej atmosfery. Dante wyleciał z gry na swoje własne życzenie, a na pewno nie został przez nikogo sprowokowany do takiego posunięcia.

Memphis dzięki tej wygranej znów legitymuje się w tabeli z bilansem powyżej .500 a Indiana doznała dziś dziewiątej porażki w 26 spotkaniu i w efekcie musiała oddać 4 miejsce w konferencji jakie zajmowała przed potyczką z Grizzlies na rzecz Hawks, którzy pokonali Orlando Magic po dogrywce.

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=Ep7-PgGQPsc

MEM: Rudy Gay – 21, Marreese Speights – 19 (9 zb), Marc Gasol – 15 (7 zb, 3 blk), Mike Conley – 15 (6 as), O.J. Mayo – 13, Quincy Pondexter – 6, Tony Allen – 6 (8 zb), Dante Cunnningham – 2, Hamed Haddadi – 1, Jeremy Pargo – 0

IND: David West – 22 (13 zb), Danny Granger – 19 (4×3), Dahntay Jones – 10, Darren Collison – 9 (5 as), Paul George – 8 (10 zb), Tyler Hansbrough – 7, Jeff Foster – 6 (7 zb), Roy Hibbert – 5 (7 zb), Lance Stephenson – 4, A.J. Price – 2

Śledź autora tekstu na Twitterze!