Heat rozstrzelali Spurs
San Antonio Spurs widziałem w tym sezonie już 4 razy. I szczerze powiedziawszy nie widziałem ich w lepszej formie niż w meczu z Miami Heat. I to nawet pomimo tego, że przegrali tak wyraźnie to spotkanie. Czasem po prostu tak jest, że nieważne co zrobisz, rywal nie przestaje trafiać. I tak też było dziś w nocy.
Autorstwo w tej wygranej przypisałbym na równi Chrisowi Boshowi i LeBronowi Jamesowi. Temu pierwszemu za trzymanie wyniku przez pierwszą połowę, a drugiemu za przeprowadzenie szarży w trzeciej kwarcie, możliwej dzięki wcześniejszej grze tego pierwszego.
Ale zanim nastąpiła świetna seria LeBrona, którą już pewnie widzieliście w skrótach, a jak nie, to macie ją poniżej, Spurs grali koncertowo. Nie tracili piłek, trafiali trudne rzuty, Tony Parker i Kawhi Leonard grali jak profesorowie. Spurs prowadzili nawet 17 punktami mimo słabej gry Richarda Jeffersona i Tima Duncana. Pod koszem szalał DeJuan Blair, który jest teraz najniższym środkowym NBA przy wzroście 201 cm, ale nadrabia sprawnością i sprytem.
Ostrogi są już na tyle doświadczonym zespołem, że taka porażka nie zrobi na nich większego wrażenia. Na taką skuteczność (12/15 za trzy po przerwie) nikt nic nie poradzi. I Spurs nie poradzili, szybko zwinęli żagle i zaczęli myśleć o kolejnym meczu. Słusznie, nie ma co rozpamiętywać spotkań, w których nie miało się po prostu szans.
Dla Heat tymczasem jest to pewnego rodzaju przełamanie. Wygrali pierwszy raz od czterech spotkań, wygrali bez Dwyane’a Wade’a i po bardzo słabym początku wygrali pewność siebie LeBrona, który w trzeciej kwarcie złapał taką pewność siebie, że rzucał za trzy z dziewięciu metrów w piątej sekundzie akcji będąc w powietrzu w dość nienaturalnej pozycji. W takim gazie nie był od ostatnich spotkań playoffs z Chicago Bulls, kiedy trafiał raz za razem ważne rzuty w końcówce kończąc sezon Byków.
I na koniec jeszcze jedno zwycięstwo Heat. Nazywa się ono Mike Miller. Skrzydłowy/rozgrywający Heat wrócił po kontuzji, przez którą nie mógł grać od początku sezonu i zagrał chyba najlepsze zawody odkąd trafił do Heat w lato 2010 roku. Zaliczył 6 trójek i wyglądał bardzo dobrze w grze. Heat na pewno będą mieli z niego jeszcze wiele pożytku.
Co ciekawe, na ławce pojawił się obok Wade’a Eddy Curry i wyglądał bardzo szczupło. Czyżby jednak naprawdę miał wrócić do gry? Ja w to nie wierzę, a wy?
Miami Heat (9-4) – San Antonio Spurs (9-5) 120:98
MIA: LeBron James – 33 (4×3, 10 as), Chris Bosh – 30 (8 zb, 5 as, 4 prz), Mike Miller – 18 (6×3), Mario Chalmers – 13 (4×3), Norris Cole – 8, Joel Anthony – 6, Shane Battier – 5, Udonis Haslem – 4, James Jones – 3, Terrel Harris – 0, Mickell Gladness – 0, Juwan Howard – 0
SAS: Danny Green – 20 (6×3), Tony Parker – 18 (3 prz), DeJuan Blair – 13, Kawhi Leonard – 12, Gary Neal – 12, Tim Duncan – 8 (7 zb), Tiago Splitter – 4, Cory Joseph – 4, Matt Bonner – 3, James Anderson – 3, Malcolm Thomas – 1, Richard Jefferson – 0 (5 as)










