Granie pod kosz się opłaca

Marcin Gortat /fot. Flickr

Alvin Gentry zmienił dwóch graczy w pierwszej piątce, nakazał grać pod kosz i Suns bez większych problemów ograli Portland Trail Blazers. Marcin Gortat zdobył 22 punkty i zebrał 7 piłek.

Po tym, jak Marcin Gortat wyżalił się w prasie na brak otrzymywanych piłek pod koszem, Suns rozpoczęli mecz od regularnego grania piłek do niego pod kosz. Było to o tyle łatwiejsze, że podstawowy środkowy Blazers, J.J. Hickson nie mógł grać z powodu urazu ramienia. W związku z tym przeciwko Polakowi zagrał debiutant, Meyers Leonard. Gortat już w pierwszych dwóch akcjach zdobywał punkty i utrzymał ten poziom tak długo jak był na boisku.

Polakowi świetnie układała się współpraca z Markieffem Morrisem, który wyszedł w pierwszej piątce w miejsce Luisa Scoli. Drugą zmianą było wystawienie do gry zamiast Jareda Dudleya Shannona Browna. Suns wykorzystywali błędy rywali, którzy popełnili w całym meczu aż 22 straty. Przegrali też zupełnie walkę pod koszami. Suns rzucili 54 punkty z pomalowanego, a Blazers tylko 24.

Słońca zmieniły całkowicie rozkład rzutów. Michael Beasley i Luis Scola zagrali po 19 minut i oddali łącznie 9 rzutów z gry. Nie można powiedzieć, żeby zespół na tym stracił. Kolejne świetne wejście zaliczył Jermaine O’Neal, który zdobył 17 punktów i wygląda najlepiej od dobrych kilku sezonów.


Jedynym graczem Blazers, który dotrzymywał kroku Suns był Damian Lillard. Zdobył 24 punkty, ale popełnił 6 strat. Z kolei LaMarcus Aldridge i chory Nicolas Batum wspólnie dołożyli tylko 25 oczek. W grze trzymali się tylko w pierwszej kwarcie, gdy zebrali 6 piłek w ataku i zdobywali punkty z ponowienia. Gdy Suns lepiej zastawili tablicę, automatycznie zrobiła się przewaga kilkunastopunktowa i Blazers nie byli w stanie już jej odrobić.

Przed Phoenix teraz spotkanie w piątek przeciwko New Orleans Hornets. Będzie to okazja dla Robina Lopeza na przypomnienie się swoim byłym kolegom. Nie wiadomo czy zagra już Anthony Davis, który opuścił ostatnie dwa mecze z powodu problemów z kostką.

Piotr Zarychta @ Twitter

Komentarze

komentarzy