Gortat w rytmach samby

Anderson Varejao /fot. Flickr

Tym razem NBA nie rozpieszcza fanów. Zaledwie 5 meczów, a za ilością idzie słaba jakość. Wtedy jednak, najczęściej, zawodnicy zaskakują bardzo dobrą i wyrównaną grą. Na to też liczymy.

Mecz dnia: Cleveland Cavaliers (3-11) – Phoenix Suns (6-8) – godz. 01:00

Obie drużyny stoją przed bardzo trudnym meczem. Dla Suns porażka oznacza najgorsze rozpoczęcie sezonu na wyjazdach od 10 lat. Cavs z kolei spróbują się odbić po 3 kolejnych porażkach wyjazdowych. Pierwsze spotkanie obu tych zespołów było bardzo emocjonujące (http://zkrainynba.com/relacje/dr-jekyll-i-mr-suns). W rewanżu jednak zabraknie Kyrie Irvinga, który napędzał wtedy Cavs. Zagra natomiast Anderson Varejao, który na swoje brazylijskie zwody nabiera większość ligi, dzięki czemu jest liderem w zbiórkach.

Marcin Gortat w pierwszym meczu zagrał nieźle. Zdobył 12 punktów i zanotował dwa kluczowe bloki w samej końcówce. O powtórzenie wyczynu może być trudniej, bo coraz mocniej czuje na plecach oddech Jermaine’a O’Neala. 34-letni środkowy jest kolejnym dowodem na zbawienne moce lekarzy z Arizony. Rzuca z najwyższą w karierze skutecznością z gry (54.3%), a także z wolnych (89.5%). W przeliczeniu na 36 minut blokuje też najwięcej rzutów – 3.1 na mecz.

Warto zobaczyć: Los Angeles Lakers (7-7) – Indiana Pacers (6-8) – godz. 04:30

W ostatnim meczu przeciwko Dallas Mavericks widać już było rękę Mike’a D’Antoniego. Lakers trafili trzeci raz z rzędu 12 trójek, zdominowali tablicę, gdzie zebrali 61 piłek i nie zostawili na Mavericks suchej nitki. Z Pacers powinno im pójść równie gładko. Trudno sobie wyobrazić, żeby Paul George był już na tyle dobrym graczem, aby poradzić sobie z obroną Metta World Peace’a, a Roy Hibbert z Dwightem Howardem. Jedyną szansą dla nich jest dobra gra George’a Hilla i Davida Westa.

Nie do zatrzymania jest w tym sezonie Kobe Bryant, który trafia 51.0% swoich rzutów z gry. Dotychczas najwięcej w jednym sezonie miał 46.9% w rozgrywkach 2001/02. Sam Kobe mówi, że to zasługa taktyki D’Antoniego, która rozciąga grę Lakers, zostawiając mnóstwo miejsca na penetracje, w których Bryant czuje się najlepiej.


W sumie też warto zobaczyć: Philadelphia 76ers (8-6) – Dallas Mavericks (7-7) – godz. 01:00

Jrue Holiday i O.J. Mayo to moi faworyci do zdobycia nagrody MIP na dzisiaj. Obaj rozwinęli się bardzo w porównaniu do poprzednich rozgrywek, a największa zmiana odbyła się w ich głowach. Holiday dopiero co zagrał najlepszy mecz w karierze przeciwko Suns, w całym sezonie zdobywa średnio 18.6 punktu i 9.2 asysty. Udało mu się też ograniczyć straty. W pierwszych 7 spotkaniach notował ich aż 6.0 na mecz, w ostatnich 7 starciach ograniczył je do 2.6.

Mavericks mają przed sobą bardzo trudny okres. Z najbliższych 10 spotkań aż 8 zagrają na wyjeździe. Ich największym problemem w przegranych meczach jest obrona. Tracą w nich ponad 105 punktów na mecz. Nie są też mocni na wyjazdach, jak dotąd wygrali tylko raz poza własną halą, w dodatku ze słabymi Cavaliers.

Dla twardzieli: Houston Rockets (6-7) – Toronto Raptors (3-11) – godz. 02:00

Jaka jest recepta Rockets na zwycięstwa? Jeśli James Harden trafia powyżej 45% z gry, to Rakiety mają bilans 5-0, gdy niżej to 1-7. Tym razem jego gra zejdzie na dalszy plan, bo do Houston zawita Kyle Lowry. Jeszcze w poprzednim sezonie to on był pierwszym rozgrywającym Rakiet, ale z powodu kontuzji najpierw stracił miejsce na rzecz Gorana Dragicia, a docelowo jego miejsce zajął Jeremy Lin. Lowry na pewno zatem będzie chciał udowodnić byłemu pracodawcy, że za wcześnie go skreśił.

Będzie to też okazja dla Andrei Bargnaniego, żeby zatrzeć złe wrażenie. Pierwszy raz od 26 lat zawodnik NBA oddał w meczu 19 rzutów z gry i zdobył mniej niż 5 punktów. Włoch nie jest zbyt dumny z tego rekordu, ale na bezrybiu… Rockets zagrają w tym meczu dla swojego trenera Kevina McHale’a, który przechodzi żałobę po śmierci swojej 22-letniej córki.

Pozostałe mecze:
Sacramento Kings (4-9) – Minnesota Timberwolves (5-7) – godz. 04:00

Piotr Zarychta @ Twitter

Komentarze

komentarzy