Fisher przypomniał o swoim clutch

Patrząc jak ostatnio grali zarówno Lakersi, jak i Mavericks miałem bardzo duże oczekiwania co do tego spotkania. Tymczasem zawiodło ono praktycznie w każdym aspekcie. Na szczęście była emocjonująca końcówka, która wynagrodziła wcześniejsze męczarnie. Bohaterem został wróg numer 1 wśród wielu kibiców, uważany za tego przez którego tak długo nie było NBA, czyli Derek Fisher.

Fish przypomniał bowiem jak to już wielokrotnie zdobywał decydujące punkty w swojej karierze. Wygrał dla Lakers nie jedno spotkanie i tak też było tym razem. Z ostatnich 13 punktów Jeziorowców zdobył aż 9, w tym trafił decydującą trójkę na 3 sekundy przed końcem. Potem próbował swoich sił Vince Carter, ale nie trafił, a w dodatku lekko podkręcił kostkę.

Mavericks mieli swoje szanse w tym spotkaniu. Przez długi okres trzeciej kwarty to oni prowadzili wykorzystując niemoc strzelecką Lakers. Gospodarze zdobyli tylko 7 punktów w tej części gry, będąc blisko rekordu z lat 70., kiedy to rzucili tylko 6 w jednej z kwart przeciwko Chicago Bulls.

Na 38 sekund przed końcem meczu Dirk Nowitzki ustawiał sobie Pau Gasola do swojego ulubionego rzutu z lewego półskrzydła, gdy nagle popełnił błąd kroków. Mavs jednak mieli jeszcze jedną szansę po tym jak słabo dysponowany rzutowo Kobe Bryant (7/22 z gry) spudłował po raz kolejny. Goście nie wzięli timeoutu, ale mimo tego świetnie wyprowadzili na wolną pozycję Jasona Terry. Potem było to, co opisałem na początku.

W tym meczu do Los Angeles wrócił Lamar Odom. Wielkie brawa dla publiczności za owację na stojąco, którą mu zgotowali. LO zagrał niezłe spotkanie, grając bardzo agresywnie od samego początku. Może to będzie dla niego przebudzenie, bo jak na razie gra najsłabszy sezon w karierze praktycznie pod każdym względem.

Czy polecę wam ten mecz do ponownego obejrzenia? W całości na pewno nie, raczej polecam same skróty. Imponował na pewno Andrew Bynum, który był najpewniejszą bronią ofensywną Lakers, choć dwa razy został zablokowany przy próbach haków przez Brendana Haywooda. Kolejny raz obok meczu przeszedł Pau Gasol, który momentami na zbliżeniach wyglądał jakby wolał w tej chwili drzemać na kanapie w domu niż grać przeciwko mistrzom. Efekt? 3/11 z gry i 6 zbiórek w 35 minut gry. Zero agresji w grze.

Co można wybrać na plus w obu zespołach? Na pewno niezła gra Dirka Nowitzkiego, który rozpoczął od pięciu pudeł, by z kolejnych 12 rzutów trafić 8 i parę razy przypominał siebie z zeszłorocznych playoffs. Lakers z kolei na plus zaliczą grę Fishera i samo zwycięstwo. Nic poza tym.